Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
151 postów 2261 komentarzy

Najpierw sprawiedliwość

miarka - ...nie przestajmy czcić świętości swoje I przechowywać ideałów czystość; Do nas należy dać im moc i zbroję, By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość. http://www.youtube.com/watch?v=1Tw0_BtJ3as

Prawda a fakt. - W kontekście dyskusji o Adamie Mickiewiczu.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Bez prawdy nie ma sprawiedliwości. Dopiero prawda jest fundamentem dla sprawiedliwości, a także dla tych wartości ludzkich, którym sprawiedliwość służy. Od stanięcia w postawie prawdy zaczyna się w nas wszystko co ludzkie.

 Błądzimy jednak, kiedy pomylimy fakty z prawdą, czy patrząc szerzej – literę prawa z prawem sprawiedliwym, czy literalnie rozumianą praworządność ze sprawiedliwością.

Z patrzenia z punktu widzenia litery prawa bierze się wszelka manipulacja, oszustwo, iluzja i matrix oznaczający sytuację, kiedy każda nasza decyzja oparta na obowiązującej narracji rzeczywistości przez prawo jest dla nas nie tylko zła, ale i zabójcza.

– Bierze się cała tak dotkliwa dziś antycywilizacja zmierzająca do zniszczenia cywilizacji zachodniej zwanej też łacińską, a mającej stać na gruncie prawa sprawiedliwego, lecz już nie stojącej.

 

Rolą prawdy nie jest chwalić, ani ganić - rolą prawdy jest stwierdzać fakt. Fakt, że istnieje lub nie istnieje coś, co spełnia określone kryteria logiczne i definicyjne. Że coś się stawało, jest lub staje się.

Dopiero później, na podstawie doprecyzowań poznawanej prawdy na drodze osądu faktów jest możliwym stwierdzać, co jest dobre, a więc i konstruktywne dla ludzkich aktywności i zaniechań, osądzać ważność, potrzebność, intencje i owoce działań i zaniechań.

Prawda to nie fakt. Nie wolno ulec tej iluzji i tym stwierdzeniem się zadowolić, a trzeba rozróżniać prawdę od faktu. Nie wszystkie fakty nas interesują – większość to balast, szum informacyjny i dezinformacja. Z nich prawdy odczytać nie idzie.

Prawda jest zawsze nad faktem rozumianym jako informacja. Informacja o konkretnej materii dotyczącej interesującego nas stanu rzeczywistości.

Fakt to informacja, materia nieożywiona. Ma wartość istniejącą obiektywnie. Prawda to już rzeczywistość duchowa. Prawda to tyle co duchowa treść zawarta w tej informacji. O ile fakt idzie opisać informacją wyrażoną szeregiem bezdusznych cyferek, to prawdą jest już treść ukryta w w tych cyferkach odnosząca się do naszego życia. Cyferki można mylić, kasować i odtwarzać jak były. Treść dotycząca życia raz „skasowana” taką pozostaje – procesy życiowe są nieodwracalne.

To dlatego tak ważne jest to rozróżnienie faktów i prawdy, że informację zawartą w faktach sfałszować jest łatwo nawet nic nie czując, prawdę mającą ogromny wpływ na życie ludzi zmienić to może radykalnie.

Granica oddzielająca prawdę od faktów jest dziś jest dziś frontem walki polityków z jednej strony, a antypolityków z drugiej, ledzi uczciwych z jednej, oszustów, złodziei i bandytów z drugiej, cywilizacji życia, z cywilizacją śmierci, ludzi, Polaków i katolików z frankistami, judeopolonistami i syjonistami itd.

 

Fakty nie mają wartości moralnej – nie są ani prożyciowe, ani antyżyciowe. Dla normalnych ludzi nie są nawet ani dobre, ani złe, filosemickie, czy antysemickie, filorosyjskie, czy rusofobiczne.

Dobre lub złe może być dopiero to, co zostanie z nimi zrobione.

Dobra lub zła może być dopiero nowina zmieniająca nasz stan świadomości o rzeczywistości. Nowina zmieniająca w nas relację tego co było i jest, do tego co będzie.

Właśnie to, co jest dodaną do faktu nowiną wyraża jego prawdziwość lub kłamliwość – pozwala stwierdzić czy to prawda, czy fałsz, a więc i  użyteczność lub szkodliwość dla odbiorców tej nowiny, które wynikną z wykorzystania informacji jaką przekazują przedstawiane fakty jeżeli na niej będą podjęte decyzje działania lub odpowiednio zaniechania działania, które by było podjęte bez znajomości tej nowiny.

W rozpoznaniu prawdy chodzi o jakość tej nowiny – zwłaszcza czy jest to nowina dobra, czy zła – czyli chodzi o złączonego z nią ducha, o to czy niesie nam pocieszenie, czy strapienie, o jej stronę moralną i cel.

Prawda jest to to w rzeczywistości, na czym trzeba się oprzeć, aby nasze wznoszone konstrukcje mogły być trwałe, aby nawiązywały do ludzkiego dobrego ducha i do ludzkich, podjętych raz na zawsze decyzji uczuciowych. Prawda to to, co prowadzi nas ku życiu.

 

Na odbiór prawdy przez naszą świadomość rzeczywistości wpływ największy ma jej narracja przez osoby usiłujące zostać naszymi pośrednikami  w jej poznaniu.

Typowy jest obraz fałszu naracji, kiedy to ktoś mocno stojący na ziemi dobrze widzi swoimi oczami i wie, gdzie jest, a popatrzenie na rzeczywistość oczami narratora wprowadza go w błąd (czyli narrator manipuluje nim). Wrogi nam narrator zwykle odwołuje się do naszego lenistwa, wygodnictwa, złego gospodarowania własnym czasem, pożądliwościami, pychą, czy innymi grzechami, albo uzależnieniami, idolami, modami, poprawnościami, konformizmami, hedonizmem, czy konsumpcjonizmem. Tu pojawia się sytuacja, że jego punkt widzenia (a w praktyce to ten punkt widzenia który on chce żebyśmy uznawali za swój), uznajemy za swój ... i jesteśmy ugotowani.

Warunkiem więc, by komukolwiek wierzyć, czyli uznać że głosi prawdę jest nie tylko patrzenie jego oczami, a więc z jego punktu widzenia, czyli z jego perspektywy w danym momencie, z perspektywy sugerowanej, abstrakcyjnej, ale i jednoczesna weryfikacja jego sugestii „z pozycji spoczynku nóg”, z pozycji tego, co wspólne i niezmienne, nie podlegające narracji.

Tu grozi  błąd perspektywy, czy dokładniej, to błąd narracji jest zarazem problemem nie tyle mówienia prawdy przez fakty które odczytujemy, co naszej ich interpretacji.

Warunkiem, który musi poprzedzać wytrwanie we właściwej, trzeźwej perspektywie patrzenia na sprawy które nas dotyczą, jest nasze trwanie w naszej tożsamości – w naszym niezmiennym poczuciu bycia sobą i u siebie, w świadomości bycia w trakcie realizacji swoich powołań. To wymaga ciągłej weryfikacji i naszych narzędzi poznawczych, jak i osób na których musimy polegać i bezpieczeństwa dystansu od osób nam wrogich.

               

Dokładnie to samo jest z wierzeniem emocjom, naszemu posiadaniu, czy naszymmożliwościom działania. Tu wszędzie też grozi zgubienie perspektywy nadrzędnej jaką mamy za sprawą naszych uczuć, własności czy wolności. Ich trzeba bronić koniecznie.

Podobnie jest z naszymi ludzkimi wartościami, wśród których te „wyższego rzędu” dają nam duchową perspektywę na te wartości niższego rzędu, które w konieczności wyboru – to dlatego ich bronimy z poświęceniem tych niższych jak poświęcenie przez nadstawienie na cios drugiego policzka: „by dać świadectwo prawdzie”.

 

Prawda nie istnieje bowiem subiektywnie, a obiektywnie, jest więc zawsze tylko jedna. Jak jest prawdą w obliczu Boga, to jest i prawdą budującą nasze wspólnoty i przy tym nasze cele osobiste jako dobre i ważne dla nas.

Prawda to to, co faktycznie jest - to nie sugerowany jakiś choćby przekonywująco sąd o rzeczywistości, sugerowane wyobrażenie rzeczywistości, ale prawda to dopiero sama rzeczywistość.

Emocje są osobistymi, ale normalnymi, mówiącymi prawdę, kiedy są poddane kontroli uczuć. Kiedy brakuje uczuć wystarczająco silnych i trwałych, emocje wyradzają się w nademocjonalizm, odczłowieczają, odcinają od rozumu, świadomości rzeczywistości, wolnej woli, uczyć, moralności, cywilizacji i kultury, oraz naszego ludzkiego ducha, i głoszą fałsz prowadząc nas ku samozatraceniu.

 

Tematyka prawdy i fałszu wiąże się mocno z relacjami emocji i uczuć. Dobrze to można przedstawić na przykładzie Adama Mickiewicza.

Mickiewicz widząc swoją chorobę duszy zapisał: „Kocham i cierpię katusze”.  Tylko że on już on nie kochał (o ile w ogóle wcześniej kochał). Bo gdyby kochał, to by czuł miłość, która ze swojej natury jest mimo bólu, a on czuł cierpienie. On jednak cierpiał. Cierpiał bo pożądał, i jego pożądanie było nadmiernym, a przez to niezaspokajalnym, nienasycalnym, już wypranym z uczucia, które z natury skierowane jest ku temu co dobre dla osoby kochanej, a nie kochającej.

W miłości jest ból, ale nie ma cierpienia, bo ból to informacja zmysłów – cierpienie zaś jest aktem psychicznym, ludzką emocją,  zawsze jakimś aktem woli.  Normalny człowiek na ból reaguje cierpliwością nie cierpieniem.  – Kiedy cierpi, jego cierpienie jest emocją wyrwaną spod naturalnej kontroli przez rozum i uczucie.  – Jest już stanem choroby psychicznej stwarzającej blokadę dla władzy dobrego ducha (zły niestety ma dalej dostęp do osoby chorej).

Ból to fakt.  – Fakt nie jest ani dobry, ani zły.

Stan emocjonalny Mickiewicza wyrażany słowami: „Kocham i cierpię katusze” pozbawiał go i  rozumu, i ducha ludzkiego. Jego „kocham” było tylko zapisem litery tego stanu emocjonalnego, nie zaś uczuciem duchowym, nakierowanym ku dobru w osobie kochanej, aby ono wzrastało dla dobra jej samej, wzrastało w dobrym, ich wspólnym duchu.

 

Mickiewicza bolało to, że jego zaloty do Polki zostały odrzucone. Ból to informacja: Jak boli to ma boleć. - Powinien więc w sobie szukać źródła choroby, a nie powinien pozwalać rozwijać się cierpieniu.

Nie wiemy, co dokładnie co dokładnie było powodem odtrącenia jego zalotów, ale narzuca się nieodparta myśl, że to mogła być jego półżydowskość, a więc polskość tylko nominalna, tylko prawnicza, jeszcze nie duchowa, jeszcze nie realna. Nie można było w prawdzie powiedzieć, że był Polakiem.

Wydanie panny z dobrego domu za faktycznego niepolaka byłoby mezaliansem, a więc postawa zdroworozsądkowa rodziców panny chroniła i ją, i jego, bo doświadczenie uczy, że takie małżeństwa szczęśliwe nie są. Prawdopodobnie sam Mickiewicz tu swoją pychą zawinił, bo gdyby tak zaczął od wykazywania swoich zasług dla Polski, wykazując swój niezłomny patriotyzm (jeśli go miał), to kto wie...

 

Tak więc jeżeli ktoś uzna, że ból jest zły, a więc to jego uzna za prawdę, ten zbłądzi.

Uśmierzy ból, a nie dotrze do jego przyczyny, której usunięcie przywróciłoby mu zdrowie.

Tak więc nie pozna prawdy o istocie swojej dolegliwości, a nie leczona prawdziwa choroba może go nawet zabić. U Mickiewicza jego cierpienie zabiło ducha polskości i mimo swoich korzeni zaczął być nie tylko duchowym Żydem, ale i żydowskim szowinistą.

Zajął sie budową poronionej, iluzorycznej, sprzecznej w sobie ideologii judeopolonii na trupie Polski. Chciał w tym celu wykorzystać patriotyzm Polaków i całą wmawianą im, stworzoną przez siebie ideologię polskiego mesjanizmu.

 

W trakcie dyskusji ujawnił się konflikt grupy dyskutantów, głównie mój z blogerem X.

Ujawniły się i jego poglądy i antychrześcijańskich i antypolskich, aż po zwrot w kierunku pogaństwa i słowiańszczyzny typowych również i dla poglądów Adama Mickiewicza. Adama Mickiewicza, który był wielkim kontynuatorem ideologii Jakuba Franka, Żyda, który w XVIII wieku podjął próbę zbudowania judeopolonii na terenie Polski. Chodziło o religię pogaństwa i ideologię słowiańszczyzny zupełnie iluzoryczne, bo pozbawione jakichkolwiek szans na ciągłość duchową- słowiańszczyzny nadającej się jednak na słabą ideologię szowinistyczną opartą o literę zapisków z badań historyków-antropologów, nadającą się w sumie tylko na podporządkowanie jej ideologii syjonistycznej judeopolonii.

W ostatnich dyskusjach zarzuciłem mu, że chce się grzebać w naszych, Polaków i katolików ekskrementach. Chodzi właśnie o informacje o naszej przeszłości, czyli fakty które już spełniły swoją rolę, które nie są dobrą nowiną na której można śmiało budować przyszłość.

To, co on opowiada to fakty które nie są prawdą. Także to, co z naszej historii jest złe, a jeszcze nie nakierowane w stronę dobra, co uczciwy dyskutant, dyskutant rozumiejący cel naszej dyskusji, dyskutant stojący na gruncie jednakowo pojmowanych definicji słów i tego samego systemu wartości przedstawiałby szukając w tym prawdy, a dyskusja przez to zmierzałaby do wniosków konstruktywnych - też jest w wykonaniu blogera X kłamstwem.

Jest to kłamstwem, bo on faktom już w chwili prezentacji nadaje znaczenie złej nowiny dla nas, niezależnie od tego, jakie inne fakty wtedy i później, aż po dziś dzień miały w tym temacie miejsce.

To manipulacja blogera X faktami dla inicjowania w nas destrukcyjnych, nadmiernych emocji zabijających w nas rozum i dobrego ducha, a w szczególności nasze wiarę, nadzieję i miłość niezbędne dla podejmowania skutecznych działań na naszej drodze rozwiązywania naszych problemów.

Sam bloger X ukazuje się tu jako wirus-trojan, co babra się w naszych ekskrementach, chce nas pobrudzić i zdołować, wpędzić w defetyzm, fatalizm (w tym i rozumienie Apokalipsy swoiste dla kabały, z bogiem bezosobowym i dla frankistów, podstępnych syjonistów, zmierzających do spasożytowania dla swoich celów i chrześcijaństwa i polskości celem budowy judeopolonii pod swoją władzą). Ma to w zamiarze wpędzić nas Polaków i katolików w depresję i autodestrukcję, w wycofanie się z życia czystego, szlachetnego i wzniosłego, w wycofanie się z naszych miłości i wolności, odpowiedzialności i suwerennej władzy.

Dąży do naszego zatracenia naszych zdolności do poprawy (w tym przez odcinanie nas od sakramentów Kościoła przedstawianego kłamliwie jako „bramy piekielne”). Jego kłamstwa, manipulacje i interpretacje faktów dążą do osłabienia naszej silnej woli do naprawy złych skutków naszych wcześniejszych grzechów i ogólniej błędów, zdolności do regeneracji i nawrócenia ducha ku dobru, ku aktywności w życiu życia politycznym, a nawet w ogóle publicznym. Mielibyśmy zostać jakimiś żydokatolikami zniewolonymi przez „judeopolaków”, czyli Żydów władających Polską – możliwe że rozszerzoną na część Ukrainy dla zniszczenia polskiej spójności narodowej na poczet iluzorycznej słowiańskiej (choć banderowcy to nie żadni Słowianie tylko syjoniści i szowiniści).

Blogerowi X zarzucam też posługiwanie się półprawdami. Wychodzi z tego kłamstwo szczególnie perfidne, bo w pozorach prawdy. Jest tu tylko fakt w randze cytatu wyrwanego z kontekstu, lub użytej jako cytat części zdania, które ma w całości zupełnie inną wymowę jak ta część zdania. Podobnie wchodzą tu w rachubę i fałszywe definicje słów. Np. „judeopolakiem” wcale nie miałby być Polak-wyznawca judaizmu, a np. Żyd-ateista.

 

Półprawda to szczególnie często używany motyw oszustwa. Zwłaszcza dotyczy „obiecanek-cacanek, a głupiemu radość”. Może ona stać i na 80 i więcej procentach faktów potwierdzalnych, ale i na jakiejś części złej woli i  ukrytych faktów świadczących o złych zamiarach, aby cała transakcja z oszustem z zapowiadającej się korzystnie okazała się być oszustwem, a cała jego charakterystyka z pozytywnej zmieniła się w negatywną.

Półprawdą jest wynik każdego „demokratyczne głosowania” nad tematyką prawdy i sprawiedliwości (bezpośrednio na niej stojącej), oraz nad tematyką innych ludzkich wartości którym sprawiedliwość musi służyć. To są wszystko dziedziny o których może się wypowiadać tylko naród i warunkach konsensusu po zasadę „liberum weto”, w pełnej wolności, wolnej i dobrej woli oraz świadomości i stanu wyjściowego, oraz możliwych konsekwencji danej decyzji. Nie ma ani demokracji, ani odpowiedzialności narodu za decyzje nie podjęte w warunkach znajomości przez niego prawdy, a co mowa w warunkach uzurpowania sobie suwerenności przez władze państwowe, czy inne polityczne – dziś głównie ekonomiczne.

 

Zaufanie faktom i pośrednikom między faktami a prawdą zniewala tak ufających, rezygnujących z własnego osądu. „Diabeł siedzi w szczegółach”. „Poznajcie prawdę, a prawda was wyzwoli”.

 

Ważne linki:

http://www.ultramontes.pl/ricossa_karol_adam_jakub.htm

http://thot.neon24.pl/post/67307,adam-mickiewicz-czego-polakom-nie-wolno-wiedziec

http://wentylator.neon24.pl/post/136652,teraz-polska

http://mediologia.pl.neon24.pl/post/136674,jak-zydzi-tworzyli-polske

KOMENTARZE

  • 1*
    Panie "miarka",
    toż to jakaś pokrętna talmudyczna retoryka i interpretacja.

    "Błądzimy jednak, kiedy pomylimy fakty z prawdą (...)"

    dalej Pan pisze:

    "Fakt to informacja, materia nieożywiona. Ma wartość istniejącą obiektywnie."

    Przecież to jawna sprzeczność. Ale na tym Pan nie poprzestał i mamy kolejny pański przebłysk - przebłysk, ale nie wiem czego:

    "Prawda to już rzeczywistość duchowa. "

    Po prostu Pan odfrunął - na czym Pan jedzie - marycha, koks, a może coś mocniejszego?.

    Panie "miarka",
    w realnym świecie nie istnieje nic takiego jak "rzeczywistość duchowa".
    Podejrzewam, że według Pana "duchowa rzeczywistość" to jest królestwo niebieskie dostępne dla wyznawców określonej religii - bo przecież nie każdej. A więc z góry eliminowani są wszyscy ci, którzy świat rzeczywisty postrzegają jako byt fizycznie istniejący.

    Przecież w tej tzw. "rzeczywistości duchowej" nie można analizować zagadnień logicznych, ani żadnych innych.
  • @Rzeczpospolita 16:10:40
    Prawda ma wartość duchową, fakt materialną. Duchowa jest nadrzędna nad materialną. Wszystko jest opisane dokładnie, aż z pewnym nadmiarem dla nie dość uważnych czytelników.
    Czy w mojej wypowiedzi jeszcze coś trzeba akcentować, czy lepiej argumentować?


    "Przecież w tej tzw. "rzeczywistości duchowej" nie można analizować zagadnień logicznych, ani żadnych innych".

    Przeciwnie - cała rzeczywistość duchowa ma szkielet z logiki. Wszystko - od prawdy po świętość jest spójne logicznie.
    Cały naturalny system wartości stoi na logice zero-jedynkowej. Wszystko proste, jednoznaczne i konsekwentne, przyczynowo-skutkowe.
    Nawet cuda nie są magicznym wyciąganiem królików z kapelusza, a pokazywaniem ludziom nieznanych im dotąd, głęboko logicznych praw natury.
  • @miarka 16:38:08
    Nie istnieje jakakolwiek logika w systemie opartym na dogmatach.

    Pan miesza substancje niemieszalne ze sobą. Proszę zostawić religię w spokoju i mieszać jej dogmatyki ze światem realnym, bo wychodzą z tego głupoty.

    Przecież już w tych trzech zdaniach wypunktowanych przez mnie w pierwszym komentarzu zapisał Pan sprzeczność.

    Może na przykładzie Pan chwyci w czym rzecz:

    obserwujemy jak ciało A spadło z wysokości h na płaszczyznę Ziemi - jest to zaobserwowany fakt upadku ciała - jest to zdarzenie prawdziwe, czy nie, skoro obiektywnie zaistniało?

    Czy upadek ciała odbył się w rzeczywistości duchowej? Czy opis zdarzenia upadku ciała A ma wartość duchową?

    Panie "miarka",
    bój się Pan Boga i przestań się wygłupiać.
  • @Rzeczpospolita 17:10:20
    Fakt to materia: cyfra, litera, czy zdarzenie. Prawda to znaczenie tego faktu w wymiarze duchowym. - To ważne rozróżnienie, bo w wymiarze materialnym jest to kolejny fakt.

    "obserwujemy jak ciało A spadło z wysokości h na płaszczyznę Ziemi - jest to zaobserwowany fakt upadku ciała - jest to zdarzenie prawdziwe, czy nie, skoro obiektywnie zaistniało?"

    Nie ma tu pytania o prawdę. Jest pytanie o zaistnienie zdarzenia, a więc faktu.
    Użycie przez Pana zwrotu "zdarzenie prawdziwe" jest przedwczesne, bo jesteśmy dopiero na etapie określania faktów.

    Fakt, jak pisałem, istnieje obiektywnie. Zachodzi niezależnie czy tego czcemy, czy nie, a nawet, czy wiemy o nim czy nie, a nawet czy wierzymy w rzeczywistości duchowe, z Bogiem na ich czele, czy nie.
    Prawda zaś zaczyna się od osądu tego zdarzenia (a więc faktu), pod kątem jego znaczenia dla nas.

    W pierwszym osądzie zdarzenia pod kątem prawdziwości jest dokonywana ocena zdania na jego temat: czy wyraża jedną z trzech możliwości: fałsz, stwierdzenie faktu, lub prawdę.

    Podkreślam tu, że fakt ma znaczenie obiektywne. Jest stanem pośrednim między prawdą a fałszem który wyraża odpowiednio litera, cyfra, czy zdarzenie opisane w przekazanej inormacji na temat tego faktu.

    Tylko dżentelmeni o faktach nie dyskutują, ale też i oni nimi nie manipulują. My musimy dyskutować.


    Np ciało spadło i się rozpadło. Kolejnym faktem jest że się rozpadło. W kolejnym etapie możemy więc stwierdzić i zaistnienie faktu, że się rozpadło.

    Prawdą tu będzie znaczenie duchowe tego upadku: czy się zniszczyło, a więc ponieśliśmy stratę, czy otworzyło swoją zawartość, przez co mamy dostęp do rzeczy nam użytecznej.

    Albo np. spadło i poturlało się w miejsce pożądane, lub nie, czy też spadło i obiło się trafiając w inny przedmiot, a ten znów spowodował inne zdarzenie itd.
    W tym przypadku prawdą może być i konsekwencja caego pierwszego upadku dla spadającego przedmiotu, jak i konsekwencja dowolnego faktu po drodze, bo ona też mogła wywołać konsekwencje, które nas interesują w wymiarze duchowym.

    Natomiast nie możemy nazywać prawdą ogromnej ilości faktów , które w tym ciągu zdarzeń nastąpiły (i to zwykle ciągu ze swoimi rozwidleniami), bo nie mają one dla nas znaczenia - jest to szum informacyjny, czy jeżeli nam to ktoś interpretuje, czyli pośredniczy w rozpoznawaniu prawdy na podstawie faktów, które zaistniały.
    - Odpowiednio może to być dezinformacja, czy manipulacja celem odwrócenia naszej uwagi od rzeczy istotnych, od możliwych działań dla nas korzystnych, a nawet jeżeli chodzi o wymiar zdarzenia, może to być kłamstwo, przemilczenie lub półprawda, sztuczka socjotechniczna, albo podsunięcie tematu zastępczego.

    Nie możemy twierdzić, że prawda to fakt i na to konto negować istnienie rzeczywistości duchowej, po czym kończyć temat, a więc poprzestać na stwierdzeniu, że prawda to fakt. To jest w ogóle ukryte oszustwo mające wyeliminować treść zawartą w słowie prawda, a w to miejsce wstawić treść słowa fakt.

    Cel oszustwa jasny: ułatwić manewry naszym wrogom dla:
    "dezinformacji, czy manipulacji celem odwrócenia naszej uwagi od rzeczy istotnych, od możliwych działań dla nas korzystnych, a nawet jeżeli chodzi o wymiar zdarzenia, może to być kłamstwo, przemilczenie lub półprawda, sztuczka socjotechniczna, albo podsunięcie tematu zastępczego".


    W notce podkreślam wymiar antyludzki, antyreligijny, antynarodowy i antypaństwowy całej antycywilizacj "prawniczej", która nam dziś zagraża najbardziej.
    Bo gdyby tak im się udało wyeliminować z życia publicznego jego stronę duchową, a więc i prawdę, na której ona stoi, to już wartością nadrzędną nad wszystkim by było "prawo", które "prawnicy" stanowią, które wymuszają i które jeszcze interpretują.


    I nie ja się tu wygłupiam, a to Pan stoi po stronie złych, "prawniczych" i antyludzkich.
  • Adam był: „nie mnisiej maniery...". Po prostu - był kochliwy.
    "U Mickiewicza jego cierpienie zabiło ducha polskości i mimo swoich korzeni zaczął być nie tylko duchowym Żydem, ale i żydowskim szowinistą."

    W naszych umysłach romantyczna legenda o Mickiewiczu jest ważniejsza jak prawda o Mickiewiczu, a prawda aby była prawdą musi być oparta na realnych faktach. Ja się temu nie dziwię. Tak nas wszystkich wykształcono w polskich szkołach. Ja sama, do niedawna, miałam w mojej w głowie ten wyidealizowany obraz wieszcza tylko, czy ten obraz był prawdziwy? Na dzień przed podaniem Panu linku do artykułu "Karol, Adam, Jakub" odkryłam ten tekst w internecie i nie muszę mówić, jakie wywołał on na mnie wrażenie. Ciągle nie mogę się do niego ustosunkować. Od tego momentu, w każdym wolnym czasie, zagłębiam się coraz bardziej w ten temat; niestety, im dalej w las, tym więcej drzew. Przykro mi, ale nie zgadzam się z hipotezą, że "cierpienie zabiło w Mickiewiczu ducha polskości". Przeczą temu fakty.
    Mickiewicz - Litwin, z matki Żydówki, piszący w języku polskim- wygląda zupełnie inaczej jak ten "cukierkowy" Mickiewicz, którego nam podawano na lekcjach języka polskiego.

    Cytaty z "Kobiety jego życia (Adam Mickiewicz) - Mickiewicz Adam nie odmawiał (1) Napisane przez Manuela Kalicka. Opublikowano w" Ludzie i fakty".

    " Romantyzm. Wtedy wszyscy się kochali. Ale Mickiewicz nie tylko się kochał. On romansował. Kręciły się po jego życiorysie różne panienki: jakaś Joasia, Józia, jakaś Aniela, co go do ołtarza próbowała doprowadzić. Nawet słynny wiersz „Do M." był najpierw zadedykowany innej. Ale najważniejsza była oczywiście Maryla. Tylko z Marylą też było zupełnie inaczej niż nas uczono w szkole, inaczej niż mówi legenda o miłości wielkiej łączącej poetę i dziewicę, którą wydano za bogatego hrabiego.
    Poeta jak to poeta - najpierw miał romans. Z panią Kowalską, żoną lekarza w Kownie. Kowieńska Wenera - tak o niej pisano(...) Poeta romansuje w najlepsze z doktorową Kowalską, gdy poznaje w czasie wakacji pannę Marylę Wereszczakównę, z zamożnej, acz trochę zbiedniałej rodziny, zaręczoną już z hrabią Wawrzyńcem Puttkamerem. Miłość nie rozgorzała od pierwszego wejrzenia, jak każe legenda. Poeta wraca do Kowna i dalej romansuje z nadobną doktorową. Dopiero po roku w czasie wakacji znów spotyka Marylę i wtedy się zakochuje. Maryla jest już wówczas hrabiną Puttkamerową. Legenda głosi, że jej małżeństwo było białe, czyli nieskonsumowane. Stąd dziewica. Przyjaciele starannie zacierali ślady doktorowej Kowalskiej. Zaklinali się, że łączyła z nią poetę tylko przyjaźń. Podobnie przesuwano w czasie romans z Marylą, by się nie wydało, że był to romans z mężatką. Romantyczny poeta powinien przeżywać wielką miłość, ale przecież nie z mężatką!
    Z zachowanych fragmentów korespondencji Jarosław M. Rymkiewicz wydedukował, że romans ten miał przebieg niezwykle dramatyczny. Przytoczmy jego sugestie... Są one doprawdy sensacyjne! Maryla się truła. Zażyła końską dawkę popularnego w owym czasie laudanum, czyli opium. Odratowano ją. Truła się, ponieważ była przy nadziei. A małżeństwo ponoć było białe.
    Z tego romansu urodziła się córeczka Ewelina, która gdzieś tam w historii zaginęła, być może umarła w dzieciństwie. Wspominano ją jako dziecko ponure i tępe. Może upośledzone. Wszak dawka laudanum była końska...
    To najbardziej, jakbyśmy dziś powiedzieli, hardcorowa wersja romansu. Jak było naprawdę, nie wiemy. Ale mimo romantycznego sztafażu i zacierania śladów było wielkie uczucie. Mickiewicz wspominał Marylę przez całe swoje życie z największym sentymentem. Dopytywał o nią. Przechowywał pamiątki. Ona też podobno kochała tylko jego, mimo że jednakowoż miała z mężem kilkoro dzieci.
    Także romans z panią Kowalską skończył się dość burzliwie. Porzucona doktorowa próbowała odzyskać, bezskutecznie, uczucia poety. Niemniej, gdy Adama uwięziono, obie damy stanęły na wysokości zadania - biegały do więzienia z paczkami, prały mu koszule i wspierały finansowo. Pewnie mijając się w bramie więzienia wymieniały uwagi, w jakim nastroju jest dziś drogi Adalko."

    Proponuję przeczytać całość.
    http://www.marhan.pl/biblioteka/51-ludzie/2987-kobiety-jego-ycia-adam-mickiewicz-cz-1-mickiewicz-adam-nie-odmawia
  • @miarka 19:27:50
    "Nie możemy twierdzić, że prawda to fakt"

    Tak, ale można twierdzić, czy dany fakt (zdarzenie) jest prawdziwy.


    "Fakt to materia: cyfra, litera, czy zdarzenie. Prawda to znaczenie tego faktu w wymiarze duchowym. - To ważne rozróżnienie, bo w wymiarze materialnym jest to kolejny fakt."

    Powtarza Pan niedorzeczności.
    Absolutnie niepoważnym błędem jest odnoszenie faktu, oceny prawda/fałsz, do wymiaru duchowego.
    W każdym dowolnym systemie religijnym w zależności od przyjętych w nim dogmatów (a one z zasady nie mają nic wspólnego z realnie i obiektywnie istniejącą rzeczywistością i są nie sprawdzalne) są możliwe różne oceny prawda/fałsz oraz różne odniesienia do postrzegania faktu.


    A swoją drogą jestem ciekaw jednego, skąd Pan zaczernął tę złotą myśl, że "Prawda to znaczenie tego faktu w wymiarze duchowym." - ?
  • @miarka 19:27:50
    I jeszcze tu parę słów:

    "Pan miesza substancje niemieszalne ze sobą. Proszę zostawić religię w spokoju i mieszać jej dogmatyki ze światem realnym, bo wychodzą z tego głupoty".

    Nie ma w moich wypowiedziach mieszania substancji niemieszalnych ze sobą. Ja na to zwracam uwagę w przeciwieństwie do Pana.

    Tylko że Pan neguje rzeczywistość duchową jako realnie oddziałującą na rzeczywistość materialną, kiedy ja widzę i że to co materialne jest tylko częścią rzeczywistości duchowej, że rzeczywistość materialna nie może istnieć od rzeczywistości duchowej, że rzeczywistość duchowa istnieje i ma na nas wpływ niezależnie od tego, czy w nią wierzymy.


    Pan natomiast powiesił powyżej notkę "Polacy, Ukraińcy, Słowianie, kto między nas sieje nienawiść?"

    Właśnie to jest przykład wypowiedzi w której odbywa się mieszanie substancji niemieszalnych.

    Sieje np. między Polaka a Słowianina? A jak ktoś się czuje jednocześnie Polakiem i Słowianinem?

    Albo gdyby faktem było, że chodzi o narodowości, to prawdą by było, że tak jest źle, bo po której stronie może się ujawnić wrogość i szowinizm.
    Ale kiedy są to odpowiednio narodowość i ideologia (a są, bo mówienie o słowiańszczyźnie w wymiarze politycznym ma wymiar wyłącznie ideologii i to szowinistycznej, siejącej wokół destrukcję, to już prawda mówi, że jest bardzo dobrze. - Niech ten, w którym wzrasta to ziarno nienawiści określi gdzie jest dobro i życie, i niech się zdecyduje.
    Wszak każdy normalny człowiek kocha dobro, a nienawidzi zła.
    Dobrze by też było, aby zanim zacznie działać motywowany nienawiścią wcześniej sprawdził, czy jest normalny, a więc prawy, czyli stojący po stronie dobra.


    A jest tu jeszcze jeden aspekt tego "mieszania substancji niemieszalnych"

    Cywilizacja. Cywilizacji mieszać nie wolno. Ukraińcy to kocioł cywilizacyjny. Prawdziwych tam niewielu zostało, a za komuny naosiadało tam elementu z całego CCCP. To i cywilizacja turańska i bizantyjska, które były i wcześniej, ale teraz się umocniły, a także arabska i żydowska. To cała Azja i myślenie i systemy wartości zupełnie niespójne z naszym.

    Samo użycie tu słowa "my" jest mieszaniem niemieszalnego.

    A teraz najważniejsze: TO MIESZANIE MUSI DOPROWADZIĆ DO CZYNÓW MOTYWOWANYCH NIENAWIŚCIĄ, BO TU JEST RÓŻNE POJMOWANIE DOBRA.

    Każdy więc, kto namawia nas do mieszania się z Ukraińcami jest winien siania nienawiści.
    Bo zawsze musi nastąpić konflikt między tymi, co inaczej rozumieją dobro i zło.

    Więcej.
    Ukraińcy nie są narodem. To tylko niezintegrowane społeczeństwo. Tłum.
    Zresztą i dawniej tak było.
    Nazwa Ukraina pochodzi od "U kraju" - tu to tyle co "Na obrzeżu" (ale od strony zewnętrznej) - coś jak: "U drzwi Twoich stoję Panie, czekam na Twe zmiłowanie". To jakby kraina wyrzutków za granicę państwa cywilizowanego.

    Próba jakiejkolwiek integracji narodu z tworem tak niebezpiecznym, tak wybuchowym sam w sobie może się dla nas Polaków tylko źle skończyć.

    Blogerze "Rzeczpospolita": służysz wrogom Narodu Polskiego.
  • @AgnieszkaS 20:21:56
    Poczytam, ale tak na pierwszy rzut oka:

    "Adam był: „nie mnisiej maniery...". Po prostu - był kochliwy".

    Wydaje mi się, że nawet przeważnie kobiety wolą literę słów miłości, ich formę, emocje, związaną z nimi przyjemność, zachwyt, czy piękno jak samą treść, czyli prawdę i konkret, który z niej wypływa. Wolą środek do celu jak sam cel itd.

    Poeta, który umie ubrać w piękne słowa to, co kobiety chcą słyszeć musi mieć łatwość łamania niewieścich serc.
    Dostawał więc więcej jak na to zasługiwał, a więc i szybko stracił motywację i płodność literacką, wypalił się, potrzebował podniet coraz większych, aż po zbrodnicze, które realizował przez zaangażowanie się w ideologię satanizmu Franka połączoną z syjonistycznym antypolonizmem.

    "Romantyzm. Wtedy wszyscy się kochali."

    Mniamuśne, ale nieprawdziwe.
    Miłość nie może być powszechna, bo by nie była miłością. Miłość jest potraktowaniem wyjątkowym, wyróżnieniem, wywyższeniem - nawet nad siebie i z dobrowolną służbą (niektórzy w emfazie mówią: "niewolą miłości").
    Całą resztą trzeba gardzić, albo jej nienawidzić, a jak się chce przeskakiwać z kwiatka na kwiatek, to zaraz się z tego robi więcej ludzkiej krzywdy i nienawiści jak miłości, więcej iluzji i aktorstwa jak prawdy, która pozwala na spokojne i godne człowieka życie.

    Romantyzm to raczej porywy motywowane miłością, ale z dążeniem do dobrego końca i z wiernością dozgonną, a nie dla przeskakiwania z kwiatka na kwiatek.

    Może Mickiewicz w ogóle nie był romantykiem?


    Co do patriotyzmu Mickiewicza, to niewątpliwie go przeżywał, ale i niestety kierował go nie ku dobru Polski, a iluzorycznej judeopolonii, a może i syjonizmu globalnego po zniszczeniu państw, narodów, cywilizacji i kultury, aby przyspieszyć zapowiadaną w Apokalipsie Bożą interwencję według pomysłu obłąkańca Franka.
  • @AgnieszkaS 20:21:56
    Dla uczciwości proponuję jeszcze to przeczytać:
    http://lukaszrokicki.pl/2009/04/19/czy-mickiewicz-byl-zydem/
    Autor polonista w obszernym opracowaniu konkluduje, że pochodzenie zydowskie Mickiewicza należy między bajki włożyć.
    Charakterystyczne, że uny mają tendencje do zawłaszczania sobie co znamienitszych ludzi, a pożyteczne goim powielają i podają. A może to nie goim? Według ostatniego spisu ludności nie wykazuje się tej mniejszości. Jak mawiał Jan z Czarnolasu -pełno nas/ich a jakoby nikogo nie było....
  • @Rzeczpospolita 17:10:20
    "Czy upadek ciała odbył się w rzeczywistości duchowej? Czy opis zdarzenia upadku ciała A ma wartość duchową?

    Panie "miarka",
    bój się Pan Boga i przestań się wygłupiać."

    Przyłączam się do apelu - lepiej bym tego nie ujął.

    Ukłony
  • @ Autor
    Nie stawiam jedynek :-)

    Cieszysz się?

    Uzdrawiam. Usilnie.

    Trzym się.
  • @Jasiek 22:15:54
    ""Czy upadek ciała odbył się w rzeczywistości duchowej? Czy opis zdarzenia upadku ciała A ma wartość duchową?

    Panie "miarka",
    bój się Pan Boga i przestań się wygłupiać."

    Oj panie Jasiek. Tak trudno zrozumieć, że to co tu jest cytatem z blogera "Rzeczpospolita" to brednia nad którą mi się nawet nie chciało szczególnie pochylać, bo już o tym pisałem wcześniej?

    On tu próbuje rozdzielać rzeczywistość materialną i duchową nie tylko co do aspektu, ale i co do bytu. To kpina z rozumu.

    Każde zdarzenie z którym mamy do czynienia ma jednocześnie wymiar materialny i duchowy - my się tylko możemy skupiać w swojej świadomości czy swoim działaniu raz nad jednym wymiarem, raz nad drugim, ale one są razem czy tego chcemy, czy nie, czy wierzymy czy nie.


    W szczególności on tu zmierza do tego, aby każdy patrzył tylko na literę i cyfrę prawa, na zdarzenia, fakty i ich szczegóły, ale już nie patrzył na prawdę i sprawiedliwość stojące na straży naszych decyzji.
  • Ciekawostka
    "Zupełnie inną grupą Żydów w naszej genealogii są frankiści, czyli członkowie sekty Jakuba Franka, którzy zostali katolikami jeszcze w XVIII wieku, a potem przyjęli czysto polskie nazwiska i uzyskali nobilitację za czasów Królestwa Kongresowego. Ich polskość i katolicyzm były neofickie w pełnym tego słowa znaczeniu: rzucają się w oczy ich perfekcyjnie polskie nazwiska oraz to, że mimo asymilacji przez długi czas wchodzili w związki rodzinne wyłącznie we własnym gronie. Dla przykładu prześledźmy koligację między Celiną z Szymanowskich, żoną Adama Mickiewicza, a Janem Nowakiem-Jeziorańskim: żona Adama Mickiewicza, Celina Szymanowska (herbu Młodzian, nie Ślepowron jak „polscy” Szymanowscy), była miała czworo dziadków, z których troje urodziło się z nazwiskiem Wołowski(-a). Siostra jej matki, Teresa Wołowska, wyszła za Rocha Zawadzkiego (też syna Wołowskiej), a jej córka Klementyna była drugą żoną Michała Piotrowskiego (1787-1855), jednego z deputowanych miasta Warszawy na Sejm, który w 1830 zrzucił z tronu Królestwa Polskiego dynastię Romanowych. Pierwsza jego żona, Julianna, też była z domu Zawadzka, była bowiem siostrą ojca drugiej żony. Syn z pierwszego małżeństwa, Teofil, ożenił się z Marią Jasińską, a ich wnuczka Elżbieta, żona Wacława Jeziorańskiego, była matką Zdzisława Jeziorańskiego, noszącego pseudonim „Jan Nowak”, dyrektora Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Oczywiście wszystkie wymienione tu nazwiska (Jasiński, Jeziorański, Piotrowski, Szymanowski, Wołowski, Zawadzki) to typowi frankiści…
    http://minakowski.pl/zydzi-w-polskich-elitach/
  • @wercia 22:10:26
    Przyczytałam podany przez Panią tekst Łukasz Rokickiego. Tak naprawdę, to niczego on nie dowodzi. Zastanawia mnie, czy Pani przeczytała ważne linki podane pod tekstem Pana "miarki".

    "Charakterystyczne, że uny mają tendencje do zawłaszczania sobie co znamienitszych ludzi, a pożyteczne goim powielają i podają. A może to nie goim?"/wercia/

    Podobne do tutaj przytoczoneji reakcje omawia w swoim komentarzu Łukasz Rokicki. Używa on określenia "schizofreniczna sytuacja".
    Cytuję:
    "Cały dowcip polega na tym, że antysemityzm zarzuca się zarówno tym, którzy widzą w Mickiewiczu Żyda, jak i tym, którzy się tej tezie sprzeciwiają. Zabawne, nieprawdaż?(...) Skoro antysemitą można zostać okrzykniętym zarówno za odpowiedź „tak”, jak i „nie” na to samo pytanie, to sytuacja jest „schizofreniczna”. "

    Sprawa wygląda o tyle ciekawie, że można być również okrzykniętym Żydem(semitą) za sprzyjanie lub opowiadanie się przeciwko tej tezie.
    Poszukiwanie prawdy jest w Polsce bardzo skomplikowane.
  • Przeniesiony z sąsiedniego blogu
    http://wps.neon24.pl.neon24.pl/post/136748,polacy-ukraincy-slowianie-kto-miedzy-nas-sieje-nienawisc

    mój komentarz na temat

    "Daniel Beauvois: Po pierwsze, pamięć to nie historia. Najczęściej służy uszlachetnianiu człowieka".

    Jeszcze raz wrócę do komentarza, bo dopatrzyłem się tu ważnego odniesienia w temacie fakt-prawda, który rozważam poniżej, a który zwrotnie i tutaj może rzucić nieco światła. Zresztą zaraz ten komentarz przeniosę i na swój blog.

    Otóż stwierdzenie "pamięć to nie historia" odpowiada stwierdzeniu "prawda to nie fakt", "sprawiedliwość to nie praworządność, podobnie jak i skojarzone, że przebaczenie odbywa się nie zapomnienie o swojej krzywdzie, a z zachowaniem tej pamięci (zapomnieć można fakty, zwłaszcza szczegóły, ale prawdę trzeba pamiętać tak dla dalszych przyjaznych, życzliwych, czy nawet miłosnych relacji, jak i dla bezpośredniego dobra obu stron, i dla podtrzymywania krzywdziciela w nawróceniu).

    Inaczej mówiąc": historia to fakty, pamięć to prawda. Tylko prawdę warto podtrzymywać w pamięci. I pamięć i prawda mają sens o tyle, o ile są dla dobra człowieka, dla jego przetrwania, dla jego wzrostu w cnotach i doskonałościach.

    I to właśnie pamięć jest tym co jest dla nas najważniejsze, bo jest tym, co jest naprawdę ważne dla naszej przyszłości, gdyż "Najczęściej służy uszlachetnianiu człowieka". Pamięć jest tak jak prawda (ponad faktem), jak sprawiedliwość (ponad prawem) i przebaczenie (z pamiętaniem) tak pełne, że otwarte na relacje miłosne (z wyjątkiem przebaczenia zdrady miłości, bo to już zawsze jest rozumiane jako zgodę na bezkarne kolejne zdrady – chociaż też się dokonywać może, ale już z całkiem nową relacją).

    Mickiewicz pisząc „Precz z mej pamięci. Nie, tego rozkazu, twoja, ni moja pamięć nie posłucha” był przekonany, że łączyła ich miłość która buduje, uszlachetnia. - Miłość która stoi na prawdzie, miłość jako wartość, którą trzeba chronić jako już wrośniętą w ich tożsamość.


    „Po drugie, właściciele ziemscy jako dobrzy katolicy chcieli samych siebie przekonać, że żywią do ludu pewien sentyment, uznanie i ludzkie uczucia. Ale gdy widzimy, jak naprawdę byli traktowani chłopi, trochę trudno w to uwierzyć...

    A jednak. Oni z pewnością bazowali na pamięci. Historycy na historii. Fakty historyczne nie są prawdą (mogą, ale nie muszą być prawdą), pamięć jest.

    To, że mimo tych najlepszych intencji okazujemy się później słabymi i grzesznymi ludźmi to już inna historia. Ważne, że przychodzi opamiętanie , nawracamy się, naprawiamy wyrządzone krzywdy i znów jesteśmy zdolni do wspaniałych czynów i przykładnej postawy.

    Może żeby Anglicy z City of London nie wtrącili się ze swoją zorganizowaną, sfinansowaną i kontrolowaną rewoltą Chmielnickiego... Kto wie?

    Jak ona się zaczęła, ukraiński spolszczony kniaź Jeremi Wiśniowiecki opuścił swoją siedzibę i już do niej nie wrócił. Zrezygnował z całego księstwa, praktycznie wycofała się z Ukrainy i Rzeczpospolita.
    I tak powinno zostać. On wiedział co robi. To trzeba uszanować. Ukraina u-kraju, czyli na zewnątrz naszych granic.

    Jeszcze raz podkreślę, że ci, co otwierają Polskę na relacje z Ukrainą tak jakby to było normalne państwo z kręgu naszej cywilizacji to ludzie zupełnie nieodpowiedzialni i głupi, albo zdrajcy polskiej racji stanu.
  • Definicje faktu, informacji i prawdy
    Fakt to zdarzenie zarówno już dokonane w naszej rzeczywistości, jak aktualnie trwające: stan, zmiana stanu, zajście czegoś, czy wejście w coś.

    Fakt dotyczy bytu lub szczegółu, związku lub relacji w oderwaniu od tła rzeczywistości. Widzimy go jako wyizolowany i niezmienny.
    Fakty istnieją obiektywnie, tak w aspekcie materialnym, jak duchowym – nie wymagają ani obecności obserwatora, ani jego świadomości, wiary, woli i zgody.


    Informacja to fakt w jego aspekcie materialnym (dotyczącym również natury duchowej), wyrażony cyframi, literami, znakami lub słowami, odczuwany zmysłami, odbierany narzędziami, zachowywany środkami technicznymi, pamiętany i przekazywany.

    Informacja jest szczególnie podatna na fałszerstwo pośredników zarówno w zakresie treści, formy, czy dołączonej interpretacji (zwykle dla dezinformacji lum zdradliwej manipulacji) i narracji erystycznej i socjotechnicznej, narracji ideologicznej, (sugerującej, lub wmuszającej określony sposób wykładni tej informacji dla formowania zaprogramowanego przez pośrednika przekonania odbiorcy o prawdziwości przekazu, jak i prawdziwość jego własnego obrazu rzeczywistości w jego świadomości w umyśle i duchowości, z którym wchodzi w relację dana informacja), oraz jej użyteczności dla pożądanych decyzji, zwłaszcza szczególnie zdradzieckiej marracji rzeczywistości przez prawo, bo to już dotyczy samej materialnej natury informacji i nakłania jej odbiorcę do myślenia wyłącznie materialistycznego.


    Prawda to obraz relacji faktu do rzeczywistości.

    Prawda jest pierwotna względem wiary, świadomości, poglądu i woli obserwatora.

    Prawda to fakt w jego aspekcie duchowym dotyczącym relacji treści informacji go opisującej do życia osób, których prawda dotyczy, połączona z interpretacją tej użyteczności jako lokalnej, chwilowej, lub habitualnej, wymuszającej jedynie sensowną, logiczną, trwałą postawę i konstruktywne dla przyszłości działanie (tą nazywamy całą prawdą).

    Kiedy nie ma odniesienia faktu do strony duchowej naszego życia mówimy tylko o fakcie, informacji, czy szczególe, albo aspekcie w sensie literalnym (typowym dla nadużyć prawniczych).

    Kiedy ma to odniesienie, dotyczy aspektów interesujących nas jako potencjalnie użytecznych dla naszych decyzji, czynów i zastosowań w życiu. Dotyczy wtedy stanu naszych związków i relacji, emocji i uczuć, chęci, woli, wiedzy, świadomości, rozumu, sądów, ocen, logiki, mądrości, praw natury, tożsamości i tradycji, planów, celów, intencji, potrzeb, pożądań, systemu wartości duchowych, religijnych, politycznych, społecznych relacji międzyludzkich indywidualnych, wspólnotowych czy dotyczących Boga, potencjalnych związków i relacji, konsekwencji związków logicznych, osobistych, emocjonalnych, uczuciowych, zawodowych, wspólnotowych czy społecznych, itp.

    Różnica między prawdą i informacją o fakcie w ich stosunku do rzeczywistości wyraża się tym, że manipulując prawdami nie da się kłamać, zaś manipulując faktami, czy informacjami da się.
  • @miarka 19:29:40
    "Prawda to fakt w jego aspekcie duchowym dotyczącym relacji treści informacji go opisującej do życia osób, których prawda dotyczy, połączona z interpretacją tej użyteczności jako lokalnej, chwilowej, lub habitualnej, wymuszającej jedynie sensowną, logiczną, trwałą postawę i konstruktywne dla przyszłości działanie (tą nazywamy całą prawdą)."

    I po co tyle pisać? Przecież jasno widać, że prawda to fakt. Można wzbogacać o dalszą "krzątaninę filozoficzną" ale to i tak nic nie da.

    Robisz postępy. Najpierw było:

    "Prawda to nie fakty. O prawdzie świadczą dopiero owoce."

    Czyli nie owoce tylko aspekty... Czyli, że jednak "prawda to fakt w jego aspekcie..."

    Ktoś Cię zaraził "krzątaniną" i teraz tych, którzy jej nie uprawiają posądzasz o satanizm.

    No ale jak napisałem wcześniej - robisz postępy. Oby tak dalej :-)))))
  • @Jasiek 23:01:48
    "robisz postępy"

    Owszem, ale Ty nie robisz.

    "Fakty istnieją obiektywnie, tak w aspekcie materialnym, jak duchowym"
    "Informacja to fakt w jego aspekcie materialnym"
    "Prawda to fakt w jego aspekcie duchowym".

    Prawda to fakt? Nie widać różnicy? Wszystko jest duchem?
  • @miarka 23:42:50
    "Owszem, ale Ty nie robisz."

    Już za późno. Doszedłem do doskonałości ;-)

    A teraz na serio. Jeśli prawda to fakt w aspekcie duchowym, to zdajesz sobie zapewne sprawę z tego, że aspektów może być co najmniej tyle ile jest duchowości (czytaj: cywilizacji/kultur/narodów/tożsamości itp - to wątek poboczny) Z tego jasno wynika że jeden fakt może zrodzić wiele prawd. I każda ma jednakową rację bytu. To którą ja przyjmuję jest względne. A zatem i prawda jest względna. A zatem taką "prawdę" można sobie o kant d... potłuc.

    Dla mnie prawda jest jedna, bezwzględna i leży tam, gdzie leży, bez względu na aspekt duchowy.
  • @Jasiek 00:50:06
    "Dla mnie prawda jest jedna, bezwzględna i leży tam, gdzie leży, bez względu na aspekt duchowy"

    To znaczy że dla Ciebie jest słowo "prawda" z wewnętrzną definicją słowa "fakt".
    I wszystko mamy jasne. Dlatego tak oponujesz.

    Tylko jak się wczytasz dokładniej co ja piszę o fakcie, to się przekonasz, że często będziesz miał do czynienia z fałszem w opakowaniu prawdy, oraz z manipulacją w opakowaniu informacji, a nawet z wpojoną Ci wrogą Ci narracją rzeczywistości przez prawo, a więc wylądujesz w matrixie i przy pozorze, że coś będziesz wybierał dobrego, co byś nie wybrał spośród przedstawionych Ci alternatyw, zawsze wybierzesz dla siebie złe rozwiązanie.


    W swojej wypowiedzi poruszyłeś jednak ciekawą sprawę.
    "Jeśli prawda to fakt w aspekcie duchowym, to zdajesz sobie zapewne sprawę z tego, że aspektów może być co najmniej tyle ile jest duchowości (czytaj: cywilizacji/kultur/narodów/tożsamości itp - to wątek poboczny) Z tego jasno wynika że jeden fakt może zrodzić wiele prawd. I każda ma jednakową rację bytu. To którą ja przyjmuję jest względne. A zatem i prawda jest względna. A zatem taką "prawdę" można sobie o kant d... potłuc".

    W końcówce dochodzisz do słusznego wniosku - rzeczywiście prawda względną być nie może.
    Nie bierzesz jednak pod uwagę tego, co napisałem powyżej:

    "Prawda jest pierwotna względem wiary, świadomości, poglądu i woli obserwatora".

    ...zaś duchowością nazywasz cywilizację/kulturę/narodowość/tożsamość itp

    Okazuje się więc, że swoją ocenę faktu już zinterpretowałeś, już poddałeś konkretnej narracji rzeczywistości, a tych już może być nieskończenie wiele. To już wszystko będą informacje o fakcie sfałszowane - będą to jakieś "prawdy subiektywne".

    Tymczasem jesteś przekonany (czy każdy z posiadaczy swojej prawdy), że zna prawdę (potrzebną mu, bo tylko na prawdzie można budować trwałe konstrukcje), a to nieprada, bo już wdali się tu pośrednicy.
    W rezultacie prawda gdzieś sobie została, a Ty operujesz informacją.
    Tylko że w tym przypadku nie dociera już do Ciebie informacja rzetelna. Ja tu piszę:

    "Informacja jest szczególnie podatna na fałszerstwo pośredników zarówno w zakresie treści, formy, czy dołączonej interpretacji (zwykle dla dezinformacji lum zdradliwej manipulacji) i narracji erystycznej i socjotechnicznej, narracji ideologicznej, (sugerującej, lub wmuszającej określony sposób wykładni tej informacji dla formowania zaprogramowanego przez pośrednika przekonania odbiorcy o prawdziwości przekazu, jak i prawdziwość jego własnego obrazu rzeczywistości w jego świadomości w umyśle i duchowości, z którym wchodzi w relację dana informacja), oraz jej użyteczności dla pożądanych decyzji, zwłaszcza szczególnie zdradzieckiej marracji rzeczywistości przez prawo, bo to już dotyczy samej materialnej natury informacji i nakłania jej odbiorcę do myślenia wyłącznie materialistycznego".


    Zauważ też że piszę:
    "Kiedy nie ma odniesienia faktu do strony duchowej naszego życia mówimy tylko o fakcie, informacji, czy szczególe, albo aspekcie w sensie literalnym (typowym dla nadużyć prawniczych)".

    Patrząc odrobinę szerzej, można też powiedzieć, że "Kiedy nie ma odniesienia faktu do strony jednocześnie rzeczywistej i duchowej naszego życia mówimy tylko o fakcie, informacji, czy szczególe, albo aspekcie w sensie literalnym (typowym dla nadużyć prawniczych)".

    Będzie więc rządziła litera prawa a nie duch prawa, który ze swojej natury poprzedza zapisy prawne, a który jest sprawiedliwością.

    Co więc będzie w efekcie? - Uzurpacje kacyków od stanowienia prawa w randze obowiązującego prawodawstwa, które nic, a nic nie muszą mieś wspólnego z rzeczywistością. (Co zresztą widzimy coraz częściej w poczynaniach i naszej "demokracji").


    Zauważ w swojej wypowiedzi wątek świadczący o ty, że już jesteś zmanipulowany komunistyczną narracją rzeczywistości przez równość.

    Piszesz:
    "Jeśli prawda to fakt w aspekcie duchowym, to zdajesz sobie zapewne sprawę z tego, że aspektów może być co najmniej tyle ile jest duchowości (czytaj: cywilizacji/kultur/narodów/tożsamości itp - to wątek poboczny) Z tego jasno wynika że jeden fakt może zrodzić wiele prawd. I każda ma jednakową rację bytu."

    A niby dlaczego ma mieć jednakową rację bytu? Jednakowa racja może być tylko w jednakowym aspekcie, a gdzie on, gdzie ta zgodność poprzedzająca uznanie tej racji, a więc i wspólnego systemu wartości, oraz jednakowo rozumianych znaczeń słów i definicji. Gdzie zgodność celu do którego to wszystkie te duchowości mają finalnie dochodzić?

    A dlaczego nie tylko w swojej niszy duchowej, czy w swojej duchowości osobistej, czy wspólnotowej?

    Przecież takie komunistyczne patrzenie musi doprowadzić do wojny wszystkich ze wszystkimi, w której jeżeli ktoś wygra, to nie wygra prawda, a wygra silniejszy i gorszy, bardziej nieludzki, bardziej zbrodniczy, zwierzę, czy bestia w ludzkiej skórze, a w końcu "nadczłowiek nad podludźmi" Odpowiada to faszyzmowi szowinistyczno-ideologicznemu).
    To też źle, więc za tym idzie i walka komunizmu z prawdą przez narzucenie "prawdy jedynej" dyktowanej przez komunistycznego kacyka (może być zbiorowy - też "nadczłowiek" nad podluźmi), jednakowej dla każdego, specjalnie w tym celu (zbrodniczymi metodami) hodowanego "nowego człowieka" (to też faszyzm i szowinizm ideologiczny).


    Powyżej postawiłem pytanie:

    "Gdzie zgodność celu do którego to wszystkie te duchowości mają finalnie dochodzić?".

    Podałem też definicję prawdy jako:

    "Prawda to fakt w jego aspekcie duchowym dotyczącym relacji treści informacji go opisującej do życia osób, których prawda dotyczy, połączona z interpretacją tej użyteczności jako lokalnej, chwilowej, lub habitualnej, wymuszającej jedynie sensowną, logiczną, trwałą postawę i konstruktywne dla przyszłości działanie (tą nazywamy całą prawdą)".

    Tak więc faktycznie to uznałem, że są tylko trzy rodzaje duchowości: lokalna, chwilowa i habitualna.
    I one są wszystkie zbieżne, bo uznające priorytet tej "całej prawdy", czyli duchowości habitualnej, duchowości wymuszającej jedynie sensowną, logiczną, trwałą postawę i konstruktywne dla przyszłości działanie (którą nazywamy całą prawdą), duchowości Ducha Prawdy.

    A Duch Prawdy może być tylko jeden, tak jak i Bóg może być tylko jeden. cbdo :-)

    Dodam, że każda z wymienionych przez Ciebie duchowości może realizować swoje cele lokalne, czasowe i habitualne w swoich niszach duchowych, co oznacza, że tam może mieć nawet swoje pojmowania prawdy, ale w relacjach między różnymi grupami ludzi musi być już jednakowy sposób rozumienia prawdy - jednakowy, bo w jednym Duchu Prawdy.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930