Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
135 postów 2063 komentarze

Najpierw sprawiedliwość

miarka - ...nie przestajmy czcić świętości swoje I przechowywać ideałów czystość; Do nas należy dać im moc i zbroję, By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość. http://www.youtube.com/watch?v=1Tw0_BtJ3as

Niuanse miłości.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Kiedy piszemy notki w tematach w których swoje ma do powiedzenia poprawność polityczna widzimy jak bardzo obrosły one kłamstwem, manipulacją i jedynie poprawną narracją rzeczywistości. Chyba najbardziej zakłamaną z ludzkich wartości jest miłość.

 Pewien bloger w swojej notce o miłości popełnił aż kilka błędów. Np. napisał:

 „Jeśli  rozważać zdanie: Bóg jest Miłością to należy sobie uświadomić, że aby mogła zaistnieć Boża Miłość, musiał zaistnieć świat. Zatem kreacja świata nastąpiła w wyniku Woli Bożej wynikającej z pragnienia skierowania Miłości do obiektu tej Miłości.

Po pierwsze to nie musiał zaistnieć świat, aby zaistniała Jego miłość bo Bóg jest przed, po i ponad czasem. Dla Niego wszystko jest jednocześnie. Mówiąc po naszemu, to jak tylko pomyślał o świecie to on w Jego Duchu już był i to wraz z ludźmi i Jego miłością ku nam. Jego miłość ku nam była wcześniej jak Jego dzieło materialnego stworzenia świata i nas, dokonywane już w czasie istnienia czasu.

Po drugie miłości się nie kieruje, bo ona już jest skierowana kiedy tylko o niej pomyślimy, czy poczujemy, bo ona jest duchem – ona jest od razu u celu. Z naszymi miłościami do naszych obiektów miłości jest dokładnie tak samo jak z Bożą miłością do nas zanim stworzył świat.

Po trzecie nie ma tu i „pragnienia” Bożego, bo pragnienie to potrzeba, a Bóg potrzeb nie ma.

Można tu mówić jedynie o Bożej intencji, a to wielka różnica w stosunku do pragnienia. Intencja dotyczy przedmiotu miłości i koncentruje się na jej celu, zaś pragnienie dotyczy podmiotu miłości i koncentruje się na potrzebie osoby która ma to pragnienie, a więc na punkcie wyjścia w drogę do celu pragnienia.

O ile intencją w miłości jest zawsze korzyść osoby kochanej przy pełnej bezinteresowności (starczy wiara, że z tego może wyniknąć dobro), to w przypadku pragnienia, może ono dotyczyć i nadziei na miłość wzajemną, a nawet pragnienia miłości wzajemnej.

 

Dalej stwierdził:

 „Dobrą definicją Miłości jest pragnienie istnienia”.

Napisał bzdurę bo miłość jest łaską której udzielam, a nie potrzebą którą realizuję. Pragnienie bowiem jest potrzebą. To znaczy u niego, że mam potrzebę by kochać, co tutaj oznacza, że mam potrzebę, aby to co kocham istniało. Że mam potrzebę kierować swoje uczucie ku komuś, czy czemuś co istnieje.

Pragnienie istnienia jest też intencją kierowaną życzeniowo. A więc to jest tylko życzliwość a nie miłość. Życzliwość jest co prawda formą miłości, ale zubożoną, wręcz powierzchowną.

Życzliwość może być wyrażana myśleniem magicznym, chciejstwem, nawet jawną kpiną, np. kiedy ktoś chce ode mnie pożyczyć 100 zł, ja mu na to mogę powiedzieć: „życzę ci 100 zł”.

„Pragnienie istnienia” może być literalne – to jest typowe dla myślenia magicznego – chcę, pragnę, pożądam, nawet się o to modlę, ale nie robię wszystkiego co w mojej mocy, do czego już mam siły środki, rezerwy do uruchomienia i możliwości działania czy możliwości wyproszenia pomocy innych, by to istnienie uchronić. Mogę wtedy również nie uruchamiać możliwości zorganizowania się w odpowiednią społeczność, żeby wspólnymi siłami to przedmiotowe istnienie uchronić przed zagrożeniami i podtrzymać przy życiu. Mogę pozostać biernym, a przecież „złu aby zwyciężyło wystarczy bierność ludzi dobrych”, „Kto zaś umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy”.

A myślenie magiczne jest już dla życia religijnego przeciwnością, prowadzi do herezji. Szczególnie w protestantyźmie rozpowszechniony jest pogląd, że nasze zbawienie nie zależy od naszych uczynków.

Mało tego – to „pragnienie istnienia” tego co kochamy może się ograniczać do tego, aby było cały czas takim jakie jest. Nie musimy według tej definicji zabiegać aby się poprawiało, nawracało, rozwijało, pogłębiało, kształciło, hartowało, wzrastało, czy dojrzewało w swojej wartości

Jasne więc, że „pragnienie istnienia” nie wyczerpuje definicji miłości.

 

Chodzi tu też o błąd zawarty w tytułowym i powtadzanym w treści zdaniu „Bóg jest Miłością”.

Błędem jest pisać słowo „miłość” z dużej litery. Z dużej litery piszemy imiona oraz przymiotniki i zaimki dotyczące Boga, zaś miłość do nich nie należy – musiałaby być osobą a nie jest. Miłość nie jest Bogiem, to Bóg jest miłością.

To nie tożsamość tylko wynikanie - tu zwrotności logicznej nie ma.

Bóg jest miłością bo kocha prawdziwie: „całym Sobą”, czyli ze swojej wolnej woli cały – we wszystkich Swoich atrybutach i relacjach się w Swojej miłości wyraża.

I ta pisownia to jest błąd którego nie można lekceważyć.

Na jego motywie jest też wyrażana często spotykana miłość fałszywa typu: „Prawdziwa miłość jest oddaniem całego siebie”.

Taka miłość rzeczywiście jest prawdziwa, ale tylko wobec Boga. To ma sens, bo jako stworzenia wciąż jesteśmy Jego własnością. Względem Niego to my tylko siebie posiadamy. Oddajemy Mu się w akcie sprawiedliwości jako Jego stworzenia.

Jednak naszą własnością są tylko nasze walory duchowe z wolną wolą na czele. Całą resztę, nawet to, co względem innych ludzi mamy jako swoją własność, faktycznie mamy tylko jako swoje posiadanie. Przykładowo ciało – względem ludzi jest w pełni naszą własnością i to niezbywalną, natomiast wobec Boga jest tylko naszym posiadaniem w zarządzie bieżącym – a własnością i mieszkaniem Boga.

Każda inna nasza miłość musi być najpierw miłością siebie, w tym pragnieniem i istnienia siebie, i zaspokajania swoich potrzeb koniecznych. Tylko w sytuacjach wyjątkowych jest możliwa miłość nad życie.

Bo rzecz jest w tym, że łaska to nie dar. Choć są dary łaski – jest jednak różnica, bo darami to obdarowany może dysponować według swojej woli (nawet mimo iż jako „dary łaski” są one darami celowymi), zaś co do łask, to korzystać z nich można tylko ściśle w intencji łaskawcy, bo przedmiot łaski jest niezbywalną własnością łaskawcy.

Natomiast składając innym osobom deklaracje miłości na zasadzie pełnego oddawania się trzeba by już wchodzić w grzech idolatrii – ubóstwienia drugiego człowieka jako adresata takiej „miłości bez reszty”. Również siebie tutaj można stawiać na miejscu Boga – wtedy jest to nie tylko idolatria, ale i pycha, egoizm i egocentryzm, a więc z miłością nie ma nic wspólnego.

 

Zaraz za tym i następny kwiatek z tej przykładowej notki:

„Miłość nie jest prawem, bo wtedy wystąpiłoby oczekiwanie określonej reakcji. Miłość jest tylko nadzieją, że zostanie odwzajemniona”.

Miłość nie jest nadzieją.

Autor tutaj wygłasza twierdzenie o prawie osoby kochającej jako pierwsza. Z tym że miłość nie jest zwykłym prawem to się trzeba zgodzić, bo normalnie to prawa biorą się albo z tego, że ktoś się z kimś świadomie i dobrowolnie, oraz w dobrej intencji podzieli swoimi prawami, albo z umowy określającej obowiązek i wtedy prawo następuje po spełnieniu tego obowiązku.

Słusznie tu Autor pisze o tym że „Miłości nie można nakazać, ani też nadawać jej określonej formy”.

Autor tego nie zaznacza, a to bardzo ważne, że to logicznie wynika z faktu, iż miłość jest łaską. Łaska bowiem jest w pełni suwerenną decyzją łaskawcy co do dyspozycji jego własnością, stąd nie może być mowy, aby ktośmiłość nakazywał, albo też żądał nadawania jej określonej formy .

 

Jasne że pierwotnie łaska istnieje tylko jako akt jednostronny - jako duch w woli łaskawcy. Do tego aby łaska wydała owoc w dobru którego dotyczy, w dobru, które łaskawca chce szczególnie wyróżnić i wypromować swoją miłością, ta łaska musi być przyjęta i musi nastąpić współpraca z łaskawcą według oczekiwań łaskawcy.

Łaska więc nie rodzi żadnych praw osoby której jest udzielana poza prawem do oczekiwania dobrych owoców łaski w przypadku należytej współpracy z łaskawcą.

Tym bardziej miłość nie rodzi żadnych praw osoby kochającej jako pierwsza.

Osoba kochana jako pierwsza zachowuje w pełni swoją wolność. Jeśli przyjmie czyjąś miłość i z nią współpracuje według intencji łaskawcy, a w rezultacje zazna jej korzystnych dla siebie owoców wcale nie jest do niczego zobowiązana w rewanżu. Nie musi nic odwzajemniać, nawet gdy otrzymała i towarzyszące łasce miłości dary.

Kiedy odpowie miłością wzajemną, będzie to jej w pełni suwerennie podjęta decyzja o udzieleniu łaski swojej miłości.

Osoba która pokochała jako pierwsza musi przyjąć tą łaskę miłości wzajemnej na ogólnych zasadach i musi podjąć współpracę z tą łaską  w kształcie należytym z punktu widzenia drugiego łaskawcy, według jego intencji. W rezultacie musi nastąpić uzgodnienie wzajemnych intencji tego „miłowania wzajemnego”.

 

Jednak miłość jest więcej jak prawem bo jest wolnością. „Każdemu wolno kochać, to miłości święte prawo”.

A wolność to tyle, co prawo wyższego rzędu. - Wolność rodzi prawa podstawowe, prawa naturalne.

Tak więc każdy ma prawo kochać bo to jego prawo naturalne.

Ono płynie wprost z naszej ludzkiej natury w której zapisana jest Boża miłość do nas. Miłość przedwieczna. Miłość, której Bóg nam udzieli swoją łaską. Miłość z której możemy czerpać o ile tą łaskę przyjmujemy i z nią współpracujemy według Bożej intencji, a naszego możliwie najlepszego jej odczytania.

 

Pada też zdanie:

„Miłość akceptuje drugi byt w takiej postaci, jakim ten jest”.

W tym zdaniu jako klasycznej półprawdzie jest całe kłamstwo - że miłość jest bezwarunkowa, że kocha się ludzi takimi jacy są. Tak to kocha tylko Bóg, bo On „ma czas”, siły i środki ...

To zdanie jest oszustwem, bo dopuszcza nawet herezję, że kocha się ich wraz z ich złem. Nie po to człowiek poznawał dobro i zło, żeby je teraz mieszać.

Normalny człowiek kocha bezwarunkowo, i kocha ludzi takimi jacy są, ale tylko w chwili inicjacji miłości, jako punkt wyjścia, zmierzając do czegoś więcej, zmierzając do tego co najlepsze dla osoby kochanej – i dopiero to czyni miłość czymś dla niej atrakcyjnym.

Chodzi o to, że miłość zawsze ma na celu to co jest naprawdę ważne dla kochanej osoby, i to w czasie trwania miłości ma się rozwijać, wzrastać, dojrzewać, spełniać, pięknieć i żyć.

KOMENTARZE

  • @Autor
    Niestety obecne dane wskazują , że tak to było . Multi-kulti dba o ilość np. rozwodów . Pozdrawiam . 5* .
  • Miłość, a jak to czynicie
    Komentowany przez Pana tekst Krzysztofa Wojtas o Miłości, pochodzi z roku 2013,
    http://brakszysz.salon24.pl/490906,droga-do-prs-bog-jest-bog-jest-miloscia
    tymczasem w zakresie przez Pana cytowanym autor zmienił opinię.

    Sześć dni temu napisał:
    "Miłość można tu określić jako współistnienie z możliwością emocjonalnego zabarwienia. Tak jest w przypadku ludzi. Jednak nieco inny aspekt dochodzi w odniesieniu do Stwórcy. Początek zaczyna się od nieistnienia obiektu ku któremu może być skierowana miłość.
    Jak można określić tę sytuację? Jedyne, co przychodzi na myśl, że Miłość Boża powinna zawierać dążenie do pojawienia się obiektu miłości. Określiłem to jako pragnienie współistnienia."
    http://cygnus.neon24.pl/post/137627,milosc-a-piekno

    Nie podważa Pan chyba prawa do zmiany opinii, do uczenia się, choćby dzięki sieciowej interakcji. Mi w każdym razie kilka razy się to zdarzyło, m.inn. dzięki Pana uwagom.

    Tak czy inaczej, bardzo się cieszę że Panowie podjęli zagadnienia miłości, bowiem dla ekonomisty kluczowym jest obecnie poszerzenie zakresu refleksji ze sfery dobrobytu i dobrostanu uzyskiwanego dzięki emocjom rynku, na sferę dobrobytu i dobrostanu uzyskiwanego dzięki uczuciom wszystkich wymiarów ludzkiej pracy.
  • @Andrzej Madej 09:15:53
    Zmiana opinii przez pana Wojtasa to tylko dodatek do mojej notki niniejszej, ale nie ma znaczenia dla jej celu, którym jest tylko marginalnie chęć dalszej, otwartej dyskusji w temacie miłości, a pierwszoplanowo wsparcie dla wniosku drugiej, równolegle zamieszczonej notki http://miarka.neon24pl.neon24.pl/post/137716,wazne-dla-forum-neon24
    z kluczowym wnioskiem, aby dyskusje w kwestiach wartości były zamknięte tylko dla zdeklarowanych trolli.

    Uważam, że autorzy takich notek powinni wręcz pragnąć wszechstronnej krytyki, bo w tej dziedzinie nic nie ustalamy, tylko wszystko odkrywamy i przez to nasza idea staje się z czasem coraz bogatsza i dojrzalsza.

    Proszę zwrócić uwagę, że to, iż sam autor wyjściowej notki zmienił od tego czasu zdanie tylko potwierdza ideę tej mojej notki równoległej.


    Specjalnie nie analizowałem tej notki "Miłość a piękno", zwłaszcza pod kątem zmiany poglądów Autora obu.
    Zmiana jest zresztą niewielka.
    To co najważniejsze tutaj, czyli zdanie: "Początek zaczyna się od nieistnienia obiektu ku któremu może być skierowana miłość"
    jest nie tylko wspólny, ale podkreśla zapętlenie Autora, który nie jest w stanie wystartować z duchem, bo robi z miłości byt, który można gdzieś kierować - byt który może istnieć w oderwaniu od celu.

    To jest w ogóle jakaś materializacja ducha, którym jest miłość - coś zupełnie abstrakcyjnego.

    Ja tu wykazuję, że jest odwrotnie, że duch miłości jest już u jej celu od samego początku. Jest zjednoczony z celem.
    To cel wyprzedza miłość, nie miłość szuka celu. Najpierw jest "coś", a później to kochamy (lub nienawidzimy itp.)


    To ostatnie zdanie:
    "Tak czy inaczej, bardzo się cieszę że Panowie podjęli zagadnienia miłości, bowiem dla ekonomisty kluczowym jest obecnie poszerzenie zakresu refleksji ze sfery dobrobytu i dobrostanu uzyskiwanego dzięki emocjom rynku, na sferę dobrobytu i dobrostanu uzyskiwanego dzięki uczuciom wszystkich wymiarów ludzkiej pracy"

    wyraża możliwość przechodzenia od emocji do uczuć, czyli od tego, co dotyczy sfery materialnej do tego, co dotyczy sfery duchowej.

    To grozi pułapką w którą wpadł pan Wojtas - zapętleniem, zakałapućkaniem i niemożliwością wyruszenia w drogę.
    Żeby ruszyć, najpierw musi być wyrazisty cel, do tego celu uczucie, i to uczucie musi być przed emocją, a do tego panować nad emocjami.

    To jest tak jak z celami indywidualnymi a wspólnotowymi, o których niedawno pisałem. Kiedy dążymy najpierw do dobra wspólnego, cele indywidualne spokojnie zrealizujemy wokół dobra wspólnego. Natomiast jak zaczniemy od sięgania po cele indywidualne, to będzie nam już tak dobrze, że o potrzebie istniena dobra wspólnego zapomnimy, a przez to przy pierszym większym problemie, cały nasz świat się rozpadnie (co zresztą widać jak dziś postępuje w skali globalnej).

    Kiedy emocja jest wcześniej, to się już kończy na szukaniu wyłącznie korzyści i przyjemności, czy patrząc ogólniej, obiektów dla konsumpcjonizmu i hedonizmu.
    Nic już nie osiągniemy, nie zbudujemy, a wszystko sprowadzimy do swawolenia, używania i zaspokajania potrzeb i to wcale nie koniecznych.
    To droga samozatracenia.
  • @miarka 11:29:41
    Co do tezy z Pana równoległej notki, czyli reguły blokowania udziału w debatach pod notkami dotyczącymi wartości deklarowanym trolom, całkowicie podzielam tą propozycję. Sam nawet próbuję zablokować jednego z uciążliwych złośliwców, ale jeszcze nie potrafię tego zrobić (przez sześć lat nigdy tego nie zrobiłem).

    O ile wiem, pan Krzysztof Wojtas również podziela taką potrzebę. Możliwe, że Administracja powinna przygotować coś w rodzaju ostrzeżenia o wyjątkowym, blikującym charakterze konkretnej notki, który mógłby nadawać jej autor ...

    Co do pierwszeństwa spraw wspólnych, najpełniej ujął to ksiądz Piotr Skarga "Dla siebie robicie, co dla Polski robicie". Sentencję tą powtórzył w Sejmie 11 czerwca 1999 roku Jan Paweł II.

    Do spraw perspektywy ekonomicznej, powrócę w szerszej notce w końcu tygodnia.
  • @Andrzej Madej 13:55:24
    Blokowanie nie jest takie trudne. Trzeba wejść na swoją notkę na której był. U góry strony jest "zarządzaj kontem", dalej "komentarze", tam znaleźć właściwego Autora i "zablokuj".
    Ja się też dopiero nauczyłem i dorobiłem już trzech niepoprawnych trolli, a jeszcze trzech obserwuję :-)

    Z tym wyjątkowym, blokującym charakterem konkretnej notki, który mógłby nadawać jej autor to najwyraźniej mam tu z panem Wojtasem zdanie odmienne - ja uważam, że w sprawie notek o wartościach potrzebne są jak najliczniejsze krytyczne komentarze, byleby nie złośliwy trolling - tu by trzeba specjalnego zaproszenia dla komentatorów, zwłaszcza obrażonych, a zdolnych do krytycznych ocen.


    "Dla siebie robicie, co dla Polski robicie" to wspaniała zasada.
    Można mnożyć odpowiedniki, np.:
    "Dla siebie robicie, co dla rodziny robicie" (lek na feministki/feminazistki)
    "Dla siebie robicie, co dla Neonu robicie" (zwalczając trolling, zwłaszcza blogerski).

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031