Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
160 postów 2370 komentarzy

Najpierw sprawiedliwość

miarka - ...nie przestajmy czcić świętości swoje I przechowywać ideałów czystość; Do nas należy dać im moc i zbroję, By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość. http://www.youtube.com/watch?v=1Tw0_BtJ3as

Wychowanie seksualne to zbrodnia.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Bauman kiedyś ogłosił, że nie wiadomo czy w wyniku szykowanych nam zmian pozostaniemy jeszcze ludźmi. I ta groźba realizuje się na naszych oczach zwłaszcza przez „wychowanie seksualne” (hybrydy ludzko-zwierzęce to przy tym pikuś).

 Ostatnio Marek Jurek, jako szef „Prawicy Rzaczposolitej”  podjął walkę z finansowaniem edukacj seksualnej w szkołach.

http://www.pch24.pl/fundacja-batorego-straci-fundusze-norweskie--piotr-glinski-posluchal-marka-jurka-,50608,i.html

Gdyby rzeczywiście nauka tu miała jakieś uwagi co do wychowania prozdrowotnego dzieci w rodzinach, to wystarczyłaby jakaś pogadanka w tym temacie na wywiadówce, ale kiedy już władze państwowe pozwalają na wstęp do szkół specjalnych, motywowanych ideologicznie seksedukatorów, to jest to już sabotaż względem wychowania w rodzinie i władzy rodzicielskiej, psucie dzieci, demoralizacja i zbrodnia antywychowawcza, promocja satanizmu.

Tu jest poważne podejrzenie korupcji porzednich władz państwowych odpowiedzialnych za edukację dzieci. O ile aktualna władza chce się tu włączać po stronie normalności , chwała jej za to.

 

To krok w dobrym kierunku, ale to dopiero początek walki. Poprzestać na tym nie można, bo ci, co wykładają na to pieniądze mają w tym swój patologiczny interes i oni swojej agresjii tak łatwo nie zaprzestaną.

Walczyć musimy nie tylko jako państwo, ale i jako nadzór nad państwem - jako rodziny i narody, jako ludzie i jako ludzkość, bo groźby jakie to „wychowanie seksualne” niesie są najwyższej rangi dla naszej zdolności przeżycia.

Podjęli atak zmasowany i wyrachowany - atak na to, co powinno być naszą świętością pod szczególną ochroną – na nasze dzieci, na ich niewinność, cnotliwość, czystość i prożyciowość. Atak na najsłabszych, atak na ludzki fundament ich natury, a ich państwowo nadzorowani „wychowawcy” wchodzą tu klinem między dzieci a rodziców, podważają władzę rodzicielską.  Atak seksedukatorów tosatanistyczne namawianie do złego, promocja zła i pochwała zła. Zaczyna się to od demoralizacji dzieci celem rozbijania kochających się rodzin z natury zdolnych do wychowania dzieci możliwie dla nich najlepszego.

Trzeba też zwrócić uwagę, iż teraz, przez brak szybkiej reakcji społecznej na sam pomysł „wychowania seksualnego” stanął już problem większy, bo i same dzieci nabrały od od seksedukatorów jako „gorszycieli maluczkich”  fałszywego przeświadczenia, że mają tu jakieś prawa nad rodzicami, a ten, kto będzie chciał ich ich pozbawiać będzie je krzywdził.

W tych warunkach o korekcie wychowania w szkole mowy już nie ma – tu już może być tylko pełne wytępienie patologii i pełny powrót do wychowania w rodzinach.

 

Z jednej więc strony trzeba więc sięgać już do źródeł tej patologii. - Chcąc ratować dzieci trzeba zdecydowanie wytępić nie tylko seksedukację w przedszkolach i szkołach, ale i stojącą za tym ideologię lewactwa, a nawet zwierzchnią wobec niej i dysponującą wyjętymi spod społecznej kontroli funduszami ideologię korporacjonizmu-syjonizmu-globalizmu. – Trzeba pokazywać całe stojące za tym zło brud, brzydotę i śmierć.

I to trzeba się za to brać bez zbędnej zwłoki, bo zło dość szybko nie skarcone bezczelnieje, nabiera bezwstydu i tupetu, oraz poczucia bezkarności, obrasta w struktury wspólnoty interesu ponad moralnością, obrasta w pozory legalności, przez co z czasem coraz trudniej z nim walczyć.

Ze strony drugiej to aby się obronić, jednocześnie  trzeba się brać za naprawianie tego, co seksedukacja połączona z propagandą lewactwa w tematyce wychowania dzieci napsuły.

 

Aby obronić się to najpierw trzeba dobrze zrozumieć w czym są groźby idące za „wychowaniem seksualnym”.

Przede wszystkim chodzi o to, że dzisiejsi bogacze chcą sobie zapewniać władzę nadludzi nad ludzkością wszechstronnie sprowadzaną do roli podludzi, a tuż tyle co zwierząt.

Najpierw to trzeba zrozumieć, iż pokora to jest względem prawdy, a nie względem władzy, a więc i nie względem jakichkolwiek znamion władzy, w tym grożących kar lub nagród. Motyw pokory: „Pokorne ciele dwie matki ssie” jest fałszywy. Skłonienie nas, abyśmy kierowali się strachem lub interesownością to główne cele naszego „wychowania prozwierzęcego”.

Tak naprawdę to znajomość prawdy jest tu najistotniejsza, bo leży u podstaw władzy. Kto pozna prawdę, kontroluje i władzę. Kto nie szuka prawdy, by się nią kierować w swoich wyborach, ten już zatracił swoje człowieczeństwo.

 

Lewactwo atakując prawdę zyskuje więc i niewolników niezdolnych do kontroli władzy, a więc i patologiczna władza zyskuje bezkarność cokolwiek by nie robiła. Za tym idą już wszelkie możliwe patologie. – Zwłaszcza groźną patologią jest narzucanie państwu ideologii do realizacji, czy to przez korupcję urzędników państwowych środkami państw, czy firm je wspierających, czy indywidualnych „filantropów” np. Sorosa, czy wpływy organizacji pozarządowych działających legalnie, czy lobbingów działających legalnie, czy wprost sił spiskowych i satanistycznych globalnych, zdecydowanie antynarodowych.

To nieważne, że praktyka „polityki” poszła już w odczłowieczającym nas kierunku. To, iż UE coś zaleca, czy coś robi, to jeszcze nic nie znaczy. – To tylko patologia naszych krajowych władz może spowodować przyzwolenie na to i ich  przyłączenie się do gwałtu na swoich podwładnych. Nie wiadomo jak daleko sięgają tu możliwości profesora Glińskiego, dlatego i tej władzy tu trzeba patrzeć na ręce.

Jako narody wciąż mamy zdolność odsuwania od władzy państwowej elementów patologicznych i przywracania naturalnego, służebnego człowieczeństwu ładu życia publicznego.

 

Lewackie wychowywanie do seksu – i to już od małych, 4-roletnich dzieci ma na celu przede wszystkim zabicie w nich poczucia wstydu z jednej strony, a ludzkiej godności ze strony drugiej, a więc i poczucia granic normalności ludzkiej.

 Sprawą wtórną jest normalność na poziomie sprawiedliwości – na nią ma przyjść czas później, bo to normalność społeczna - zwłaszcza uczciwość, umiar, skromność i poczucie swojego miejsca. Na ich straży stoją cnoty własne – tak indywidualne jak wspólnotowe.

Cel tego ataku od strony seksu lewacy widzą w rozbudzaniu emocji trudnych do kontrolowania nawet dla ludzi dorosłych, a dla małych dzieci po prostu do kontrolowania niemożliwych. W tych warunkach one już muszą się stać niewolnikami szukania przyjemności, a uciekania od tego co nieprzyjemne. To już podstawa dla „tresury przez odruchy Pawłowa” z jednej strony, a akceptacji życia w stanie gwałtu na ludzkiej naturze ze strony drugiej.

W ten sposób zniszczeniu ulega w dzieciach przede wszystkim ich naturalna wstydliwość będąca podstawową motywacją dla samokontroli i panowania nad sobą oraz przechodzenia do postaw ambitnych, odpowiedzialnych i dalekowzrocznych. Poczucie wstydu to też podstawa dla samodzielności dzieci zaczynając od nauki i ich wychowania na ludzi.

Zniszczenie w dzieciach poczucia wstydu nie tylko zwalnia je z samokontroli, ale w ogóle nastawia je roszczeniowo i ku swawolom oraz brakowi samodyscypliny. W tych warunkach wychowanie staje się już tylko „tresurą zwierząt” i promocją tych dzieci, co się łatwo wyzbywają swojej ludzkiej tożsamości. Następuje przez to łatwość wszelkiej demoralizacji dzieci oraz ich  zniewolenia, aż po ich przejście do „świadomego i dobrowolnego” życia w kłamstwie (po uprzedniej manipulatorskiej obróbce tych świadomości i dobrowolności).

Pierwszy więc cel tego ataku to wstydliwość, drugi – moralność, trzeci: natura (zwłaszcza tożsamość, rozum i wolna wola), czwarty – uczciwość (i odpowiedzialność), piąty – prawda (z poczuciem rzeczywistości i trzeźwością duchową).

 

Rezultat – niewolnik bezwolny, zdolny do akceptacji swojego bycia gwałconym, a przy tym jeszcze kochania swojego kata.

Istotą gwałtu jest zaznawana katusza duchowa, łamanie przez gwałciciela oporów duchowych osoby gwałconej – z wymuszonym przejściem duchowym na stronę gwałciciela – a więc i chcenia gwałtu tak samo jak i on z jednoczeniem się w tym chceniu, uległości a nawet postawą służebności w przeżywanym akcie gwałtu.

Ten stan jest już miłością – tylko że nie ludzką, a satanistyczną z będącą w tle przyjemnością z przeżywanego swojego samozatracenia.

 

Razem „wychowanie seksualne” to przede wszystkim atak na prawdę. Ataki na piękno i dobro też tu trwają choć nie są aż tak widoczne, ale to w każdej chwili może wybuchnąć, bo do tego to zmierza.

 

Póki jeszcze jesteśmy normalni musimy zwalczyć nie tylko wychowanie seksualne, nie tylko ideologię lewactwa, ale i całą „ideologię transmisyjną” lewactwa jaką jest poprawność polityczna. To jeszcze nie znaczy, żebyśmy zaczynali robić odwrotnie jak głosi poprawność polityczna, bo wyszła by z tego tak samo patologia, tylko inaczej zorientowana (przeciwieństwem dla zła jest zło).

Podstawą dla działań po ludzku, a więc i dla człowieczeństwa konstruktywnych zawsze jest poznawanie i obrona prawdy, ale to jeszcze nie znaczy, że prawda leży pośrodku między patologicznymi możliwościami.

To „pośrodku” znaczy tylko że „tak samo nie”, ale jeszcze nie znaczy „tak”. „Tak” by było tylko wtedy, gdyby nie było absolutnie żadnych innych możliwości jak te dwie patologiczne możliwości. „Tak” (jako „prawda leży gdzieś pośrodku”) by było gdyby jedna możliwość była typu „za mało”, a druga „za dużo”, ale jeśli gdy obie możliwości oznaczają np. „za mało”, tam nawet „gdzieś pośrodku” prawdy nie będzie na pewno.

 

Prawda jest kropelką w bezmiarze możliwości fałszu w osądzie danej sytuacji oraz idącej za tym narracji rzeczywistości i leży tam gdzie leży. Prawdę się poznaje a nie ustanawia. Ją się da narzucić materii, ale nie duchowi ludzkiemu – dla niego to ona jest fundamentem. Dopiero ona prządkuje całą naszą rzeczywistość tak materialno-cielesną, jak duchową.

Prawdę poznawać, prawdę głosić bez względu na koszty osobiste – to nasza ostatnia szansa by przeżyć jako ludzie.

Już jesteśmy w znacznym stopniu zniewoleni przez siły antyludzkie i jeszcze zniewalani, ale... „Poznajcie prawdę, a prawda was wyzwoli”.

 

Wspomnę tu jeszcze korelującą notkę:

http://niepoprawni.pl/blog/7113/samozatracenie-przez-przyjemnosc

http://miarka.neon24pl.neon24.pl/post/129327,samozatracenie-przez-przyjemnosc

KOMENTARZE

  • Kiedyś znajoma, matka 3 dziewczynek postawiła mi pytanie.
    Co lepiej pokazać dziecku, jak ludzie się zabijają (film wojenny), czy jak ludzie się kochają (film erotyczny). Dla normalnego człowieka odpowiedź jest prosta, tyle, że odpowiedź ta jest niezgodna z prawem ustanowionym przez oszołomów.
    Znakomita większość z tych dzieci kiedyś zazna seksu, zazna bliskości swego partnera, poznają swoje ciała. Kiedyś przyjdzie dzień, że trzeba go będzie partnera wspomóc w sytuacjach bardzo intymnych, jak obmycie chorego. To jest normalne życie.
    Miejmy nadzieję, że znakomitej większości z nas nigdy nie przyjdzie zabić drugiego człowieka. Ale jednak dla .... (tu dowolne obraźliwe słowo dla inteligencji tych ludzi) lepiej pokazać dziecku film wojenny niż erotyczny, niż nagie ciało człowieka. Za pokazanie filmu wojennego nic nie grozi, za pokazanie filmu erotycznego grozi więzienie za deprawację dzieci. Jest tu gdzieś logika?
  • autor
    "Wychowanie seksualne to zbrodnia."- każdy pisać może...
  • @Zawisza Niebieski 23:01:10
    Filmy to bajki. Mają swój morał. Trzeba ludzkiej dojrzałości żeby go umieć odczytać. Na poziomie bajek dla dzieci najważniejsze jest rozróżnianie dobra i zła, piękna i brzydoty oraz życia i śmierci oraz emocjonalne wiązanie się z dobrem, pięknem i życiem. Co do erotyki wystarczy piękne wesele i że "Żyli długo i szczęśliwie".

    Znajoma sama się oszukiwała, bo zbudowała fałszywą alternatywę w której na obu biegunach była na końcu śmierć. Na filmie wojennym była szybko, na filmie erotycznym też była, tylko po zakończeniu nie zmierzającego ku życiu dzieci poczętych aktu erotycznego.
    Jej pytanie od strony logicznej faktycznie było: "Które dobro jest lepsze", zaś nominalnie, "które zło jest lepsze", a powinno być "Które zło jest gorsze"?
    Nie zauważyła że "lepiej" może być tylko od "dobrze".
    A właściwie to pytała: "Które zło jest bardziej poprawnopolityczne"?


    I wcale nie jest powiedziane, że z filmu wojennego morał nie będzie prożyciowy, a w finale nie spotkają się pary normalnych ludzi, którzy będą żyły długo i szczęśliwie.


    "Dla normalnego człowieka odpowiedź jest prosta, tyle, że odpowiedź ta jest niezgodna z prawem ustanowionym przez oszołomów".

    Tak, tylko że tu zdecydowanie różnimy się w definiowaniu ludzkiej normalności.
    Normalny człowiek dotąd buduje alternatywę, aż na jednym jej biegunie ma wartość odpowiednią dla człowieczeństwa i opowie się po jej stronie.


    "Znakomita większość z tych dzieci kiedyś zazna seksu, zazna bliskości swego partnera, poznają swoje ciała. Kiedyś przyjdzie dzień, że trzeba go będzie partnera wspomóc w sytuacjach bardzo intymnych, jak obmycie chorego. To jest normalne życie".

    Na czym opierasz to mniemanie, skoro cała mądrość, doświadczenie i rozum wskazują, że takie dzieci będą już moralnymi kalekami nastawionymi egoistycznie, konsumpsjonistycznie i hedonistycznie. Nawet jak chorego obmyją, to jak tylko będą miały okazję go okraść to okradną.
    Wychowanie przez seksualizację to nie jest wychowanie do normalnego życia.


    " Za pokazanie filmu wojennego nic nie grozi, za pokazanie filmu erotycznego grozi więzienie za deprawację dzieci. Jest tu gdzieś logika?"

    Jest. Wojny na filmach mają zwykle motywację szlachetną, dla dobra wspólnoty, zaś deprawacja dzieci to już zwyrodnienie indywidualizmu.
    Filmy wojenne też bywają od lat 18, a filmy o miłości bywają i dla dzieci.

    Nie chodzi tu więc o zabijanie ani o erotykę, a o propagandę śmierci i gwałtu.
    Na filmach "erotycznych" jest ona szczególnie zdradziecka dla psychiki i duchowości młodego człowieka, dlatego dzieci szczególnie powinny być przed takimi bajkami chronione.
  • @miarka 00:07:36
    "Znajoma sama się oszukiwała, bo zbudowała fałszywą alternatywę w której na obu biegunach była na końcu śmierć." Otóż nie. Przyjmijmy wyidealizowane założenie, że każdy z nas urodził się jako dziecko wyczekane, dziecko będące świadomą decyzją rodziców, a nie poczęte w chwilowym uniesieniu, czy to gwałtu (to już margines). Każdy z nas począł się w kontakcie płciowym między mężczyzną i kobietą. Czy akt ten może być zdrożny?

    Popatrzmy na to od strony ludzi religijnych. Bóg stworzył nas mężczyzną i kobietą. Dał nam takie a nie inne ciała. Co więcej w raju Adam i Ewa chodzą nadzy. Poczucie wstydu stworzył grzech, spożycia owocu z drzewa zakazanego. Wstyd ciała był wskazówką dla Boga, że Adam i Ewa popełnili grzech. Wstyd ciała, zgodnie z Biblią jest wynikiem grzechu.
    Grzech seksu pojawia się wraz z poczuciem własności, czyli z początkiem neolitu (kultur rolniczych). Człowiek w swym życiu zdobywa dobra i chce te dobra przekazać swemu potomkowi, a nie osobie postronnej, potomkowi innego mężczyzny. Tak narodził się "kontrakt". Kobieta oferuje mężczyźnie pewność potomka w zamian za opiekę nad sobą i swym potomstwem. To jest podstawa monogamii i podstawa naszej moralności w zakresie seksu.
    Wojna prowadzi do śmierci, seks do powstania nowego życia. Może życia nie akceptowanego w naszej kulturze, dziecko z nieprawego łoża zawsze było w naszej kulturze traktowane gorzej, gorzej również było traktowane dziecko, co się poczęło przed kulturowo uznanymi zaślubinami, standardowa formuła ślubna "teraz możesz pocałować swą żonę" = od teraz możecie rozpocząć życie seksualne i począć dziecię. Jeśli jednak poczęliście to dziecię wcześniej to dziecię grzechu. Pytanie co to dziecię poczęte przed wygłoszeniem tej formułki zawiniło?
    Prawidłową zasadą jest, rodzic winien nauczyć dziecko życia gdy stanie się już dorosłym i to w pełnym zakresie i spraw codziennych, jak umiejętność wbicia gwoździa, jak i w sprawach znajomości ciała, seksu, prawidłowego odżywiana. Nie jesteśmy tego uczeni, wręcz oszołomy nam to utrudniają.

    Ja z żoną gdy dziecko nasze wchodziło w okres "trudnych" pytań przyjęliśmy zasadę. Nie ma znajdowania dziecka w kapuście, nie ma bocianów itd. Odpowiadamy prawdę w zakresie w którym dziecko zadaje pytanie. To dziecko ma wskazać jaką wiedzę potrzebuje i ma otrzymać rzetelną odpowiedź. Nie ma nic gorszego niż to, by otrzymywało odpowiedź od rówieśników. Gdy dziś wspominam to co mi opowiadali mi koledzy o budowie ciała kobiety parskam śmiechem.
    Jednak nie wszyscy rodzice są na tyle zdolni emocjonalnie, by tę wiedzę przekazać. Dlatego wchodzi tu rola szkoły. Człowiek zdający maturę, czyli dojrzały winien posiadać całą wiedzę niezbędną do podjęcia życia seksualnego, poczęcia, lub zapobiegania poczęciu potomstwa, wraz z całą odpowiedzialnością za ten akt. Że współżycie seksualne to możliwość dania potomstwa, które trzeba przyjąć i wychować. Dziecko to nie przedmiot, który można podrzucić do "okna życia"
    Właśnie oszołomy mające usta pełne frazesów zwanych"zasadami moralnymi" są odpowiedzialne za to, że pojawia się dziecko będące owocem "fajnej dyskoteki" a nie miłości między mężczyzną i kobietą.
    Młodym należy się pełna wiedza dostarczona tuż przed momentem, gdy będą jej potrzebowały, a "świętoszkowatym" potępienie społeczne.
  • @Zawisza Niebieski 01:33:23
    ""Znajoma sama się oszukiwała, bo zbudowała fałszywą alternatywę w której na obu biegunach była na końcu śmierć." Otóż nie."

    Otóż nie nie, tylko tak.
    Przeciwieństwem dla dobra jest zło, ale przeciwieństwem dla zła jest inne zło. Tu nie ma zwrotności.
    Świat nie jest jednobiegunowy - rzeczywistość w której żyjemy jest wielowymiarowa, a w niej dobro jest tylko kropelką w bezmiarze możliwości czynienia czegoś złego w danej sytuacji.
    Kiedy ktoś buduje alternatywę dla jakiegoś zła, praktycznie zawsze trafia na czynienie innego zła.
    Żeby wychodząc od zła zbudować alternatywę z dobrem trzeba się nawrócić (jak ktoś jeszcze pamięta gdzie popełnił błąd), albo skorzystać z pomocy kogoś dobrego, najpewniej Boga. Inaczej znów trafia się w szpony zła.

    To samo dotyczy np. życia, czy prawdy.


    "Przyjmijmy wyidealizowane założenie, że każdy z nas urodził się jako dziecko wyczekane, dziecko będące świadomą decyzją rodziców, a nie poczęte w chwilowym uniesieniu, czy to gwałtu (to już margines). Każdy z nas począł się w kontakcie płciowym między mężczyzną i kobietą. Czy akt ten może być zdrożny?".

    Akt nie, ale popatrzmy np. tak: Po lekcji "wychowania seksualnego" nastolatki chcąc wypróbować naukę poczynają dziecko. Oficjalnym motywem dla edukacji seksualnej były niepożądane ciąże. Efekt wyszedł odwrotny mimo wszelkich nauk. Najlepszą antykoncepcją pozostaje szklanka zimnej wody. - Nie przed, nie po, a zamiast.
    W rezultacie będąc jeszcze niedojrzałymi nie będą go w stanie wychować. Albo więc go zabiją w akcie aborcji, albo zruinują życie rodzicom, a przy tym i sobie, albo oddadzą komuś na wychowanie, przy czym ten ktoś choćby i był normalny, to nie da dziecku takiej miłości jaką by mu dali prawdziwi, dojrzali rodzice.


    "Popatrzmy na to od strony ludzi religijnych. Bóg stworzył nas mężczyzną i kobietą. Dał nam takie a nie inne ciała. Co więcej w raju Adam i Ewa chodzą nadzy. Poczucie wstydu stworzył grzech, spożycia owocu z drzewa zakazanego. Wstyd ciała był wskazówką dla Boga, że Adam i Ewa popełnili grzech. Wstyd ciała, zgodnie z Biblią jest wynikiem grzechu".

    Oni się nie wstydzili ciała tylko grzechu, który na ciele mógł zostawić ślady. Oni grzech próbowali ukryć.

    Powtórzę: Wstyd grzechu jest wynikiem grzechu. To znaczy że mechanizm wstydu już był człowiekowi przyrodzonym. On musiał być i przed grzechem, tylko został zlekceważony, a został, bo ich sumienie było jeszcze niedojrzałe. A było niedojrzałe, bo sami przedcześnie i samowolnie zakończyli swoją rajską edukację.

    Byli jak te dzieci, co dziś pod wpływem seksdemoralizatorów poczynają dzieci, czy choćby tylko sięgają po „owoc z drzewa przyjemności” (w normalnych warunkach zakazanej).

    Wstyd "po" też jest potrzebny, ale najważniejszy jest wstyd "przed" - to jest ta naturalna ludzka wstydliwość którą zabijają seksedukatorzy dokonując zbrodni na duchowości i ludzkim sumieniu demoralizowanych dzieci.
    Oczywiście i wstyd "po" seksedukacja w szkole, w majestacie państwowego "prawa" i przy przynajmniej domniemanej zgodzie rodziców też zabija.
    Czy to się nie odbija na ich życiu duchowym. Czy rozum, który z czasem może im wyrzucać, że to jest złe też zabiją? - Już sami jako zdemoralizowani?
    Czyż oni mogą już kiedyś wyrosnąć na normalnych ludzi zdolnych do ofiar i poświęceń, jak seksedukatorzy je szukania włanych przyjemności?
    Czyż oni będą kiedykolwiek samodzielni i odpowiedzialni w wyniku tego, że seksedukatorzy nauczą je masturbacji? - I to wyuczą od przedszkola? – Bo czyż w tym stanie nie będą w razie problemów szukali aktywności zastępczych w masturbacji zamiast zapomnieć o sobie i wziąć się za działania konieczne?


    "Grzech seksu pojawia się wraz z poczuciem własności..."

    Nie ma grzechu seksu. Seks jest dobry i bardzo dobry (kiedy służy poczęciu dzicka w małżeństwie). Zły jest tylko niedostatek seksu i nadmiar seksu. Niedostatek seksu i nadmiar seksu są w odniesieniu do uporządkowanego seksu małżeńskiego i oznaczają jego wszelkie formy zastępcze. Stany patologiczne dotyczą tu i i pożycia małżeńskiego i pozamałżeńskiego. W obu tych stanach mamy naturalne stany celibatu i ascezy. W obu patologie wpływające na postawy moralne i pełnienie funkcji społecznych i zgorszenia publicznego.


    "Wojna prowadzi do śmierci, seks do powstania nowego życia”

    To tylko stereotyp i półprawda. Wojna może prowadzić również do obrony warunków do życia, a seks do wielu rzeczy, tylko nie do do poczynania życia. Celem seksedukatorów jest raczej zwyrodniałe „zdrowe rżnięcie, takie żeby cały świat się nie liczył”, jak zdrowie człowieka tak cielesno-duchowe, jak społeczne.

    Charakterystyczne dla zbrodni seksedukacji jest, że wychowankowie seksedukatorów jak już zasmakują „seksu bez konsekwencji”, to i zaniedbują swoje życie tak duchowe, jak społeczne, a do tego szybko stają się inwalidami seksualnymi wymagającymi specjalnego wspomagania i pozbawionymi nawet stałych partnerów (nie mówiąc już o trwałych małżeństwach). Natomiast dzieci wychowywane tradycyjnie w swoich małżeństwach nie tylko zachowują sprawność cielesno-duchową, ale i długotrwałą zdolność do „zdrowego rżnięcia, takiego żeby cały świat się nie liczył”, a przy tym mają z zasady zdrowe rodziny.

    Dopiero od Gierka, od jego pożyczek pieniędzy u wrogów narodu polskiego, którzy tu stawiali warunki zaczęła się w Polsce degenerująca dzieci edukacja, a za UE postępuje już wyraźnie zbrodnicza demoralizacja, nadto w zabójczym tempie.
    A najgorsza w tym jest już seksedukacja. To przez nią następuje indoktrynacja dzieci wszelkimi ideologicznymi patologiami, włącznie z satanizmem.


    „Prawidłową zasadą jest, rodzic winien nauczyć dziecko życia gdy stanie się już dorosłym i to w pełnym zakresie i spraw codziennych, jak umiejętność wbicia gwoździa, jak i w sprawach znajomości ciała, seksu, prawidłowego odżywiana. Nie jesteśmy tego uczeni, wręcz oszołomy nam to utrudniają”.

    To jakiś wymysł. – A do tego wymyślenie jakichś „oszołomów”. Oszołomieni to są ci co idą za nowinkami poprawności politycznej i oddają dzieci na wychowanie ideologom, zwłaszcza seksedukatorom.

    Znajomość wszystkich funkcji ciała oraz seksu jest zarezerwowana dla dorosłości. Tą musi jeszcze poprzedzić ludzka dojrzałość tak cielesna jak duchowa. Ta dojrzałość duchowa to właśnie ten stan „nauczenia się życia”.
    I nie jest to jakieś specjalne przedsięwzięcie, bo np. miłości będącej podstawą „nauki życia” nie idzie się nauczyć – ją trzeba podpatrzyć u kochających się rodziców. Tu na fałsz i pozoranctwo, czy aktorstwo miejsca nie ma.
    Cała ta nauka odbywa się powoli, na przykładzie rodziców i to już od dziecka, bez żadnego czekania na stan dorosłości. Jedyne co potrzeba uczyć dzieci to pacierza, wiązania sznurówek, oraz trzeba odbyć „rozmowę uświadamiającą” ale dopiero kiedy się zacznie pokwitanie dziecka.

    „To dziecko ma wskazać jaką wiedzę potrzebuje i ma otrzymać rzetelną odpowiedź. Nie ma nic gorszego niż to, by otrzymywało odpowiedź od rówieśników. Gdy dziś wspominam to co mi opowiadali mi koledzy o budowie ciała kobiety parskam śmiechem. Jednak nie wszyscy rodzice są na tyle zdolni emocjonalnie, by tę wiedzę przekazać. Dlatego wchodzi tu rola szkoły”.

    Otóż nie. Jak pisałem powyżej – potrzebna jest specjalna rozmowa w okresie pokwitania, możliwie wcześnie, ale nie wcześniej jak widać, że dziecko potrzebuje świadomości.
    Do tego pomoc rodziny. Przed ślubem jest zwyczajowy okres narzeczeństwa w którym młodzi mają czas by się wszystkiego co trzeba douczyć.
    Ważny do samego ślubu związek uczuciowy z rodzicami.

    Nadto w sytuacji niezbyt rozgarniętych rodziców szkoła, ale nie dla dziecka, a szkoła dla rodziców (mogą być i pogadanki po wywiadówkach) – oni najlepiej już wiedzą jak i kiedy to przekazać dziecku żeby mu krzywdy nie zrobić.
    Szkoła krzywdę robi już samym przymusem, a seksedukatorzy już w tym celują, żeby robić.


    Wstydliwość tak wobec nauczycieli jak i innych dzieci też jest jak najbardziej potrzebna. Dystans i poczucie odrębności to sprawa ludzkiej godności osobowej – ta jest niezbywalna.
    Przy szkolnej seksedukacji nie ma o tym mowy.
    Jest za to urawniłowka po ekshibicjonizm i gwałty na koleżankach jeszcze wstydliwych, jeszcze trwających w ludzkiej godności. Te, duchowo zgwałcone przez zbrodniarzy-seksedukatorów już jej nie mają to może i same chcą próbować.
  • @miarka 05:24:47
    Wychodzisz z całkowicie błędnego założenia, jak nie będzie się o seksie rozmawiało, to młodzież nie będzie uprawiała seksu. W dobie internetu informacja o seksie jest ogólnodostępna i to w większości trafia do młodzieży ta zła informacja. Jeśli nie otrzymają tej informacji z dobrego źródła otrzymają ją od kolegów i koleżanek albo w sposób zupełnie niekontrolowany z internetu. I nie łudź się, że są programy "ochrona rodzicielska". Młodzi zwykle są znacznie lepsi w sprawach komputerowych od rodziców. Pomysł ukrywania, że istnieje seks w nadziei, że się młodzi nie dowiedzą, czy też w strachu, że jak się im powie, to od razu zaczną go uprawiać jest anachronizmem. Młodzież jeśli będzie chciała, to będzie go uprawiała. Od tego, by podchodziła do seksu z rozumem jest konkretna wiedza i wpajane od dziecka zasady moralne. Ja wywodzę się z pokolenia, które wiedzę o płciowości człowieka czerpało od Wisłockiej. I wyobraź sobie, że w dniu gdy wychodził tygodnik z artykułami Wisłockiej czytaliśmy je przed lekcją po kilka osób, w towarzystwie mieszanym i nie było w klasie żadnego przypadku wczesnej ciąży. Pierwsze dziecko klasowe urodziło się koledze, gdy był już na studiach. A ugruntowaną, zebraną wiedzę uzyskałem o dziwo w kościele, na 1 roku studiów. Chodziłem na lekcje religii grupa studentów i ksiądz sprowadził nam panią ginekolog, która w długim wykładzie objaśniła zarówno choroby, plusy i minusy każdej z dostępnych wtedy metod antykoncepcji. Dlatego uważam, że brak wiedzy jest znacznie gorszy od jej poznania.
  • @Zawisza Niebieski 10:26:38
    Nie chodzi mi wcale o nierozmawianie o seksie, czy o ukrywanie wiedzy o seksie, tylko o lekcje "wychowania seksualnego" w szkołach.

    Przede wszystkim tu groźną jest ich przedwczesność, a więc wtedy, kiedy jeszcze dzieci nie mają naturalnej potrzeby poznawania tych spraw. Wtedy nie ma jeszcze możliwości uczciwych i potrzebnych oddziaływań wychowawczych. Wchodzi automatyczny przymus kiedy dziecko jest nie gotowe, a to już gwałt. Ta przedwczesność służy wyłącznie zbrodniczej indoktrynacji ideologicznej.

    Ta wiedza podawana przez seksedukatorów jest spreparowana odpowiednio tak, aby zachęcać do uprawiania seksu, przyspieszać wchodzenie dzieci w aktywność seksualną i to tylko po to, żeby z seksu czerpać przyjemność bez ponoszenia z tego tytułu żadnych obciążeń i konsekwencji z jednj strony, a nabijać możliwości biznesowych pornografii i całym gałęziom „przedsiębiorczości” na tym żerującej. To wszystko ruinuje tak życie dzieci jak rodzin, a koszty tej „radosnej zabawy” są przerzucane na rodziców.

    Dodatkowo demoralizacja sięga postaw dekadenckich, konsumpcjonistyczno-hedonistycznych i samozatraceńczych, co wprost zmierza do zagłady tej części ludzkości, która pójdzie tą drogą. Do tego służy to i depopulacji, czyli faktycznemu ludobójstwu ludzkości, oraz wyzbywania młodych ludzi odpowiedzialności za życie społeczne i polityczne, w tym kontroli nad władzami państwowymi koniecznej w demokracji. Za tym idzie już kolejna fala patokracji i satanizmu.

    W efekcie dzieci już muszą stracić zainteresowanie i nauką i dalekowzrocznym przygotowywaniem się do mądrego i odpowiedzialnego życia swojego, jak i przyszłych pokoleń. Demoralizuje zwłaszcza faktyczne przyzwolenie społeczne na takie „zainteresowania”, w tym pobłażliwość rodziców, którzy zaczynają mówić: „A niech dzieci mają to, czego myśmy mieć nie mogli”. Czyli ze skrajności w skrajność. Powyżej pisałem że seks jest dobry i bardzo dobry, a zły jest tylko niedostatek seksu. W chorym rozumowaniu tych rodziców i „polityków” od szkolnictwa następuje przeskok od niedostatku seksu w nadmiar seksu a z pominięciem całej może i 99 procentowej sfery ludzi o normalnej aktywności seksualnej.
    W efekcie sfera normalności się kurczy, a narasta sfera samozatraceńczej a nie tylko bezkarnej, bo właściwie to funkcjonującej w sferze patologii wymuszonego, zbrodniczego socjalu.


    O tragicznych skutkach niszczenia wstydliwości już pisałem.

    Seksedukatorzy nie po to są finansowani przez Sorosów, przez ideologów i cały przemysł okołoseksualny żeby być pomocą w dobrym wychowaniu dzieci

    Chodzi mi o to, że główny ciężar edukacji seksualnej spoczywał na rodzinie. Tylko zdrowe relacje rodzinne mogą prowadzić do uporządkowania sfery seksualności ludzi.


    „Pomysł ukrywania, że istnieje seks w nadziei, że się młodzi nie dowiedzą, czy też w strachu, że jak się im powie, to od razu zaczną go uprawiać jest anachronizmem”.

    Jeszcze raz podkreślę że nie chodzi o ukrywanie. Natomiast to, kiedy i jak się o tym dzieciom powie jest bardzo ważne, bo tak jak jest to robione to już prowadzi do przedwczesnego, nieodpowiedzialnego życia seksualnego i to nawet w poczuciu bycia "na prawie".


    „Od tego, by podchodziła do seksu z rozumem jest konkretna wiedza i wpajane od dziecka zasady moralne”.

    Przecież tu nie trzeba specjalnych wpajań – starczy dobry przykład i ochrona od demoralizatorów. Oni bowiem atakują nie tylko wtedy, kiedy dziecko już jakieś zasady ma, ale zanim je nabędzie, zanim uporządkuje swoje życie duchowe.
    Przecież to sięga i egukacji dzieci w przedszkolach i to nie jest wiedza o podstawowych różnicach płci, a już wchodzi tu w rachubę autoerotyzm włącznie z nauką masturbacji.


    „Dlatego uważam, że brak wiedzy jest znacznie gorszy od jej poznania”.
    I znowu ten błąd logiczny jednobiegunowego rozumienia świata. Wiedza jest dobra i bardzo dobra. Zły jest tylko niedostatek wiedzy i nadmiar wiedzy.

    Wiedza dobra i bardzo dobra jest prawdą, a do tego podaną w odpowiednim czasie i miejscu. Tu zwłaszcza w dostosowaniu do rozwoju dojrzałości cielesno-duchowej dziecka.
    Z niedostatkiem wiedzy zdowa rodzina jest w stanie sobie poradzić, natomiast seksedukacja to nadmiar wiedzy zabójczy i z premedytacją zaplanowany przez zbrodniarzy, żeby był zabójczym.

    Ludzką normalnością jest sfera między niedostatkiem wiedzy, a nadmiarem wiedzy.
    Tu bój idzie o ludzką normalność, a więc o człowieczeństwo dojrzałe.
  • @miarka 12:10:44
    "Pierwszy więc cel tego ataku to wstydliwość, drugi – moralność, trzeci: natura (zwłaszcza tożsamość, rozum i wolna wola), czwarty – uczciwość (i odpowiedzialność), piąty – prawda (z poczuciem rzeczywistości i trzeźwością duchową)."

    Nie boję się ataku na wstydliwość. Tylko ją wzmocni. Wstydliwość jest stanem naturalnym w cywilizacji europejskiej.

    Przedmiotem poważnego ataku była/jest Tradycja.
    Dlatego tak ważne jest, by ten atak odeprzeć.

    Żeby skutecznie zaatakować Tradycję, trzeba mieć po swojej stronie moralność. A ten, kto atakuje Tradycję, najczęściej nie ma po swojej stronie moralności, bo Tradycja w zdecydowanej mierze przypadków właśnie jest jeśli nie jej synonimem, to sprzymierzeńcem. Dlatego ta walka odpada.

    Niekiedy jednak się udaje i cały ród Romanowów idzie do piachu.
    W interesie Tradycji jest więc nie pozwolić na wyłom. Oczywiście nie jest wyłomem w Tradycji jej nieistotna modyfikacja, typu wprowadzenie kolei żelaznych czy też spodni dla kobiet. Jest nim natomiast uzurpowanie sobie "większych praw" z tego powodu, że w przeszłości dana grupa miała gorzej. Takie wyrównywanie do niczego nie prowadzi, tylko sztucznie osłabia daną grupę, co w długoterminowej perspektywie prowadzi najpierw do wzmocnienia roszczeniowości (nam się należy), a potem do rewolucji. A Tradycji nie o to chodzi.

    Gdyby Lewandowskiemu w Borusji Dortmund dano uprzywilejowaną pozycję, dziś byłby niezbyt znanym kolejnym polskim graczem Bundesligii i nie sięgnąłby rangom Piszczka ani Błaszczykowskiego. Im też nikt nie pomagał i dziś niemiecka trójca to filar polskiej reprezentacji, a gdy dodać do tego "lewego polskiego skrzydła", czyli Grosickiego, mamy kwartet.

    Tradycja ma stawiać wymagania, a nie rzucać kwiaty pod nogi.
    Tradycja ma dbać o czystość reguł, a nie o sztuczne majstrowanie przy mechanizmach.

    Jeśli reguły są czyste, a na najlepsze kierunki się dostaje 80% facetów i 20% kobiet (na filologiach na odwrót), to jest to OK. Widocznie tak ma być.

    Przy walce z Tradycja niezmiernie ważne jest, byśmy mieli gdzie sięgnąć. Jeśli zaatakują Dmowskiego (wiele z jego wypowiedzi dziś wydaje się po prostu żenujących, ale on nimi opisywał i definiował interesy narodu wyedukowanego w ćwierci tyle, co my, mający nieograniczony dostęp do wiedzy o świecie), są przecież pozytywiści.
    Jeśli zaatakują powstańców warszawskich, są jeszcze styczniowi, kościuszkowscy i listopadowi.
    Jeśli zaatakują Grzegorza Przemyka, jest jeszcze Stanisław Kostka.
    Jeśli zaatakują księdza Popiełuszkę (to w tym miejscu komuna przegrała, a nie na wprowadzeniu stanu wojennego), jest jeszcze Andrzej Bobola.

    Celem lewicy jest wladza, celem prawicy - prawda.
    Dać im władzę, nie dać prawdy - najprostsza receptura na jej pogrzebanie w perspektywie długoterminowej. Oczywiście nikt poważny władzy sam z siebie nie oddaje - tę trzeba wywalczyć, trzeba się postarać i wie Leszek Miller, jakie to trudne. Nie wystarczy pokazać panią Ogórek....
  • @maharaja 07:32:40
    "Nie boję się ataku na wstydliwość. Tylko ją wzmocni. Wstydliwość jest stanem naturalnym w cywilizacji europejskiej".

    Po pierwsze to nie ma czegoś takiego jak cywilizacja europejska. Jest cywilizacja łacińska zwana też zachodnią i jest antycywilizacja UE oparta o mityczne" wartości europejskie i antykulturę oraz satanizm.

    Po drugie to wstydliwość jest stanem naturalnym niezależnym od cywilizacji. Z nim się dzieci rodzą a odpowiedzialnie wychowywane ku człowieczeństwu dojrzałemu zahowują wstydliwość i w dorosłości.

    Po trzecie to ataku na wstydliwość trzeba się bać na wstydliwość nie jest w stanie wywołać reakcji samoobronnej. Reakcje samoobronne bowiem kończą się na poziomie moralności. Wstydliwość jest już na poziomie duchowo wyższego rzędu jak moralność - na poziomie człowieczeństwa. Tu już nie mamy materialnych narzędzi do walki.

    Tu właśnie rolę bariery chroniącej naszą ludzką wrażliwość oraz godność osobową i sumienie odgrywa właśnie wstydliwość. Jeśli ona ulega zniszczeniu, przestaje funkcjonować i duchowa wraźliwość na innych, sumienie i poczucie ludzkiej godności, indywidualności i suwerenności.

    Poczucie wstydu z jednej strony, a ludzkiej godności ze strony drugiej wyznacza nam granice normalności ludzkiej.
    Wstydliwość stoi na straży dystansu jaki zachowujemy wobec innych ludzi, ochrony naszej odrębności i samodzielności, poczucia własnej osobowości, naszej sfery subtelności i kultury.

    Atak na wstydliwość niszczy wstydliwość, niszczy cały nasz duchowy system immunologiczny. - Następuje więc odczłowieczenie, zanik sensu i celu dla życia, a więc i wszystko kończy się co najwyżej na walce o przetrwanie, o ile od razu nie dochodzi do zezwierzęcenia i bestializacji.

    To nasza moralność musi ochronić naszą wstydliwość zanim dojdzie do ataku na nią.


    "Przedmiotem poważnego ataku była/jest Tradycja".

    Owszem, była i jest, ale to inny poziom, poziom naszej prawości, a w tym naszej tożsamości - zwłaszcza religijnej, narodowej, rodzinnej, płciowej, czy ludzkiej.
    Zwłaszcza niebezpieczna jest zatrata poczucia tożsamości ludzkiej. Odtąd wychowanie dzieci staje się już tylko „tresurą zwierząt”, zwierząt zniewolonych, niezdolnych do samodyscypliny (brak ludzkich motywacji), nastawionych roszczeniowo i ku swawolom, konsumpcjonizmowi i hedonizmowi.

    Tradycja, natura i tożsamość, które są naszymi wartościami ze sfery prawości są przedmiotem ataku lewactwa, które można opisać jako ideologię antyprawości.
    A cele lewactwa zawsze są niecne.

    Dlatego tradycję trzeba szanować, bo nawet jak czegoś w niej nie potafimy materialnie wybronić, to przecież nasi kochający nas przodkowie bez przyczyny jej w takim, a nie w innym kształcie nam nie zostawili.
    Nie wiemy więc, czy zmiana jakiegoś jej elementu nie zawali naszych konstrukcji duchowych w innym miejscu.
    Z przestrzeganiem tradycji jesteśmy bezpieczniejsi.
  • @miarka 20:30:43
    Nie chciałem już się wypowiadać, ale opowiadasz rzeczy zupełnie niedorzeczne.
    "Po drugie to wstydliwość jest stanem naturalnym niezależnym od cywilizacji. Z nim się dzieci rodzą a odpowiedzialnie wychowywane ku człowieczeństwu dojrzałemu zachowują wstydliwość i w dorosłości."

    Czy masz dzieci? Nie ma szczęśliwszego dziecka, niż dziecko nagie. Wstydliwość jest rzeczą wpojoną i narzuconą kulturowo w dzieciństwie. Nagle zaczynamy dziecku wmawiać, że nagość jest wstydliwa, że siusiu w nocniczku nie jest piękne, choć jeszcze kilka dni wcześniej pialiśmy z radości, gdy siadało na nocniczku.
    O tym, że wstydliwość jest rzeczą kulturową może świadczyć fakt, że różne kultury różne rzeczy uznają za wstydliwe. U nas wstydliwe jest krocze i piersi kobiece, za to w afryce nagie piersi są zupełnie normalnym widokiem, w Japonii wstydliwe są stopy.
  • @Zawisza Niebieski 12:59:53
    Nie rozumiem dlaczego tak uparcie trzymasz się wersji że ciało jest powodem do wstydu. Już myślałem, że zrozumiałeś na przykładze Adama i Ewy, że oni wstydzili się grzechu który popełnili, a ciało zaczęli ukrywać tylko dlatego, że mogły na nim pozostać ślady grzechu który chcieli zataić.

    Grzech jest występkiem przeciw naturze, ciało jest wyrazem natury - jeżeli go zasłaniamy to z innego powodu jak wstydliwość. Może być nim np. obawa przed prowokowaniem płci przeciwnej do seksu nieuporządkowanego - a to już grzech.


    Zgoda, że "Nie ma szczęśliwszego dziecka, niż dziecko nagie". Ono się nie ma czego wstydzić bo nie zgrzeszyło.

    Nie ma zgody, że "Wstydliwość jest rzeczą wpojoną i narzuconą kulturowo w dzieciństwie".

    Ona jest naszym naturalnym mechanizmem ochronnym, barierą chroniącą to, co najbardziej osobiste, najbardziej wrażliwe.

    Ona jest pierwotna. Nie ją się narzuca dzieciom w procesie kulturowego wychowania, a do niej się odwołuje.


    "Nagle zaczynamy dziecku wmawiać, że nagość jest wstydliwa..."

    - jakoś trzeba dziecko uczyć tych postaw typowych dla ludzi dorosłych - zawstydzanie to już mocny środek wychowawczy.

    "... że siusiu w nocniczku nie jest piękne, choć jeszcze kilka dni wcześniej pialiśmy z radości, gdy siadało na nocniczku".

    Odwołanie się do brzydoty to też mocny środek wychowawczy - tu uzasadniony higieną celem unikania kontaktu z nieczystościami odkąd tylko dziecko jest w stanie to zrozumieć.


    "O tym, że wstydliwość jest rzeczą kulturową może świadczyć fakt, że różne kultury różne rzeczy uznają za wstydliwe. U nas wstydliwe jest krocze i piersi kobiece, za to w afryce nagie piersi są zupełnie normalnym widokiem, w Japonii wstydliwe są stopy".

    Wcale nie. Świadczy to tylko o tym, że w różnych kulturach różnego rodzaju nagości odwołują się do zachowań nieobyczajnych, czy grzesznych, a więc takich, których dobre wychowanie każe się wystrzegać.
    Jednak odwołanie się do naturalnej wstydliwości jest tutaj wyłącznie metodą wychowawczą.

    Do niedawna karmiąca piersią dziecko matka była uważana za piękny widok, malowano obrazy. W "naszej" antykulturze bywa to już zakazywane jako obrzydlistwo.
    Przeciwko karmiącym matkom kierowana jest nie tylko "pedagogika wstydu", ale i zakazy prawno-karne, mimo że jednocześnie różne formy grzesznego ekshibicjonizmu sankcjom, ani nawet zawstydzaniu nie podlegają.
    Również innego rodzaju "pedagogiki wstydu" - zupełnie nie związane z cielesnością - piętnują postawy grzeszne, czy naganne w inny sposób w intencji ich kulturowego eliminowania, ale robią to za pomocą odwoływania się do wstydliwości naturalnej.
    Nawet brzydota, głupota, zło i śmierć, choć odwoływanie się do nich, (tak jak i do piękna, mądrości, dobra i życia) nie ma takiej uniwersalności i siły oddziaływania wychowawczego jak metoda przez wstydliwość.
  • @miarka
    zgadzam się, że czymś bardzo niskim są ataki na kobiety karmiące w przestrzeni publicznej.

    Pomimo że i tak zdecydowana większość z nich nie afiszuje się, lecz robi to bardzo dyskretnie, to i tak jakiś dureń się trafić musi.
    Nie dość, że kobiety mają dyskomfort, a muszą nakarmić, to jeszcze lewaccy debile im tego zabraniają.

    To jest prawdziwe zbydlęcenie cywilizacyjne....
  • @ZN
    "Nie rozumiem dlaczego tak uparcie trzymasz się wersji że ciało jest powodem do wstydu".

    Dokładnie tak.

    Dużo większym uderzeniem w sferę intymności jest np. publikowanie czyichś zdjęć na facebooku czy w mediach wbrew woli danej osoby (niekoniecznie nagich, wystarczy po prostu nieudana fotka lub zdjęcie z kontekście, który może być opacznie zrozumiany) tudzież naruszenie tajemnicy korespondencji.

    Z samej nagości natomiast łatwo się obronić. Szybko temat się nudzi.
    Natomiast nagość w kontekście psycho-obyczajowym.... o, to się dobrze sprzedaje.....
  • @miarka 14:43:23
    Ochrona poczucia wstydu to broń obosieczna.

    Różne Paetze czy Krollopy wykorzystywały tę sferę do tuszowania własnych bezeceństw. Zadziwia pewna prawidłowość: im wyższa funkcja i prestiż, tym większa gotowość społeczeństwa do wyrozumiałości i tuszowania niecnych postępków.

    Dlatego pewna jawność i propagowanie otwartości mówienia o tych sprawach może tylko posunąć naprzód stan świadomości społecznej.

    Wszystkie zboki świata tego niczego się tak nie boją, jak jasnego naświetlenia ich postępków.
    Światło - bronią do walki z nimi, a język - amunicją.

    Nie ma nic gorszego, niż konieczność bycia podwójną ofiarą: raz z powodu czynu, dwa z powodu stabuizowania pewnej tematyki. O dziwo, KRK, tuszując przypadki pedofilii, strasznie podpadł wiernym.... i słusznie. A wystarczyłoby, gdyby skutecznie zmusili niektórych księży o co bardziej wyrywnych rączkach do udania się na "dobrowolny" pobyt w zakonach zamkniętych... o rygorze de facto więziennym.
  • @maharaja 12:42:50
    "Pomimo że i tak zdecydowana większość z nich nie afiszuje się, lecz robi to bardzo dyskretnie, to i tak jakiś dureń się trafić musi.
    Nie dość, że kobiety mają dyskomfort, a muszą nakarmić, to jeszcze lewaccy debile im tego zabraniają.
    To jest prawdziwe zbydlęcenie cywilizacyjne...."

    Gorzej, bo z tego, co ja słyszę to ten dureń jest płci żeńskiej. To już zakłamanie tych "pań" jest godne miana zezwierzęcenia. Robią raban o nagość jako taką i w szlachetnej intencji, aby tym sposobem poszerzać sobie sferę własnych swawoli zgoła interesownych.
  • @maharaja 12:51:20
    "Zadziwia pewna prawidłowość: im wyższa funkcja i prestiż, tym większa gotowość społeczeństwa do wyrozumiałości i tuszowania niecnych postępków".

    Niestety to już gudłajstwo i niewolnictwo. W społeczności wolnych ludzi każdy występek takich ludzi powinien być surowo piętnowany, a każda niemoralność powinna się kończyć dyskwalifikacją i niesławą.


    "Ochrona poczucia wstydu to broń obosieczna.
    Różne Paetze czy Krollopy wykorzystywały tę sferę do tuszowania własnych bezeceństw".

    Poczucie wstydu to nie broń, tylko naturalna bariera ochronna.
    Normalnie to ona chroni naszą ludzką wrażliwość zanim zrobimy coś złego.
    Tutaj te Paetze, czy Krollopy dopuszczali się gwałtu pedofilskiego przełamując tą wstydliwość. Dopiero później użyli fałszywej pedagogiki wstydu żeby pobudzić ich "wstydliwość po" nie do wyznania prawdy i do oczyszczenia się z winy, a do jej uznania i ukrycia.
    Wina gwałcicieli jest więc podwójna. Diabeł ma "dwie pieczenie na jednym ogniu".


    "Dlatego pewna jawność i propagowanie otwartości mówienia o tych sprawach może tylko posunąć naprzód stan świadomości społecznej".

    To błędna droga, bo to już daje pole działania gorszycielom i gwałcicielom. Do tego samo rodzi niezdrowe zainteresowania dzieci, które się o tych rzeczach dowiadują według procedury, a nie wtedy kiedy im ta wiedza jest potrzebna według ich indywidualnego rytmu dojrzewania i pod kontrolą kochających rodziców.
    Rozwiązaniem jest tylko uznanie takich za wrogów wewnętrznych i tępienie do spodu przy każdej okazji - i to dotąd aż dzieci będą całkiem bezpieczne.
    Za mojej młodości były. Ale też i w więzieniach los takich był nie do pozazdroszczenia.


    "Wszystkie zboki świata tego niczego się tak nie boją, jak jasnego naświetlenia ich postępków.
    Światło - bronią do walki z nimi, a język - amunicją".

    Zgoda, ale tym bardziej nie wolno nam w te sprawy wciągać dzieci - to sprawy między dorosłymi.


    "Nie ma nic gorszego, niż konieczność bycia podwójną ofiarą: raz z powodu czynu, dwa z powodu stabuizowania pewnej tematyki."

    Pełna zgoda. Tak jak powyżej pisałem: podwójny gwałt to i podwójna ofiara.


    "KRK, tuszując przypadki pedofilii, strasznie podpadł wiernym.... i słusznie. A wystarczyłoby, gdyby skutecznie zmusili niektórych księży o co bardziej wyrywnych rączkach do udania się na "dobrowolny" pobyt w zakonach zamkniętych... o rygorze de facto więziennym".

    Z tego co mi wiadomo to pedofilia wśród księży jest najrzadsza wśród podobnych grup społeczno-organizacyjno-zawodowych zaczynając od przedszkoli. Proble, że te są najbardziej nagłaśniane przez lewackie media, którym już zależy na ukrywaniu zbrodni swoich elit i z zamiarem doprowadzenia do pełnej demoralizacji i satanizacji "podludzi", aby elity nie utraciły swojego poziomu życia w bezkarności.


    W Kościele jest coś takiego jak tajemnica spowiedzi i to ma sens. Tylko że niestety było tylko pretekstem do ukrywania faktów znanych Kościołowi i z innych źródeł, a to już współudział w zbrodni.

    A co do tych zakonów zamkniętych, to trzeba jeszcze dodać, że z ciężką pracą - ta najskteczniej wybija głupoty z głowy
  • ...
    Dzieci się same edukują w tej kwestii już wcześniej, a wychowanie powinno jej ukierunkować na właściwe tory. Jak pamiętam swoje zajęcia o tak zwanej wiedzy o rodzinie, to ja już dawno wszystko wiedziałem ;)

    Nawiązania do satanizmu, korupcji itp :) to jak teorie, że ziemia jest płaska. Wbrew pozorom nadal takie krążą po sieci.

    Rodzice często traktują ten temat jako tabu, a tego nie powinno być. Zajęcia tego typu są traktowane żartobliwie przez młodzież, bo nawet nauczyciel mówi o tym z dystansem i opowiada o rzeczach dla nich oczywistych jakby mieli pierwszy raz w życiu o tym słyszeć, ale mimo wszystko powinno się o tym rozmawiać, po to by ukierunkować myślenie, a udawanie, że to bocian, raczej przyniesie odwrotne skutki w dzisiejszych czasach.
  • @Bankometr 13:19:59
    "Nawiązania do satanizmu, korupcji itp :) to jak teorie, że ziemia jest płaska. Wbrew pozorom nadal takie krążą po sieci".

    Co do tej płaskiej ziemi to byłem zaskoczony jak wyczytałem, że w wielu miejscach w USA rodzice wymogli na władzach, żeby uczyć ich dzieci geografii właśnie w tej konwencji.
    Zrozumiałem o co chodzi, jak przeczytałem artykuł o tym iż ci co planują spisek globalistyczny dla ustanowienia rządu światowego budują jakieś podlodowe instalacje na biegunie południonym i nawet samolotom tamtędy zakazują latać. Samoloty z RPA do Australii zamiast nad biegunem krótką drogą, latają z przesiadką w Indiach.
    Kiedy jednak popatrzy się na mapę z płaską ziemią, to one lecą w linii prostej.

    Z tego wniosek, że gdyby doszło do obłędu zwanego "rządem światowym" w ramach zbrodniczego "Nowego Porządku Świata", już wszyscy musieliby się uczyć takiej geografii.
    Pytanie : "Po co im to"? - Odpowiedż jest prosta. Jak narysować mapę płaskiej ziemi, to będą kontynenty i wyspy, a wokół ocean, dookoła zaś "obrys mapy".
    Otóż to, co znamy, by było "naszą ziemią" tak jak jest, ale to, co na brzegu tego obrysu - do którego nam się nie wolno nawet zbliżać, to już by były siedziby "panów świata".


    Co do satanizmu, to masz z nim do czynienia na każdym kroku, niezależnie czy wierzysz w szatana czy nie. Satanistą jesteś już, kiedy chwalisz czyjś zły postępek, czy kłamstwo lub brzydotę. Ideologia satanizmu wkomponowana jest w poprawność polityczną, a ideologią dla nich nadrzędną jest lewactwo. Tu nigdzie nie musi działać szatan - starczy że działają wyznawcy ideologii satanizmu.

    Co do korupcji, to wręcz nie rozumiem jak można w nią wątpić. - Wszak każda biurokracja stoi na korupcji.


    Co do zajęć wychowania seksualnego, to widzę, że nie przeczytałeś mojej dyskusji z Zawiszą Niebieskim powyżej, bo podnosisz jego wątpliwości - zgoła poprawnopolityczne. Poczytaj więc.
    W każdym razie istotne są przede wszystkim cele tej nauki, a także kto będzie ją prowadził.
    Istotne są szczegóły i akcenty tej nauki, a także zasady - gdzie dobro, gdzie miłość, a gdzie życie? - Jak nie ma tu zgodności, to jest to antywychowanie.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031