Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
160 postów 2370 komentarzy

Najpierw sprawiedliwość

miarka - ...nie przestajmy czcić świętości swoje I przechowywać ideałów czystość; Do nas należy dać im moc i zbroję, By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość. http://www.youtube.com/watch?v=1Tw0_BtJ3as

Czy wolno świętować to samo razem z wrogiem?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W związku z nadchodzącymi Świętami Wielkanocnymi staje przed nami dylemat szczególny – bo czyż możemy świętować to samo razem z naszymi wrogami?

 Jako chrześcijanie mamy przykazanie miłości nieprzyjaciół, ale wróg to nie to samo co nieprzyjaciel.

Na nieprzyjaciela mają wpływ nasze postawy, nieprzyjaciół sami sobie wybieramy, więc i z nieprzyjaźni zawsze możemy zrezygnować, wybaczać im zaznane od nich krzywdy, a przejść do budowy przyjaznych relacji, szukać jednakowego rozumienia rormalności i przejścia do życia w zaufaniu.

Inaczej jest z wrogiem.

 

To wróg  nas sobie wybrał żeby nas zniszczyć, czy żeby nam odebrać podstawy naszego samodzielnego bytu w naszej tożsamości i warunki do życia ludzkiego - osobistego i wspólnotowego, cielesnego i duchowego.

 Wrogowi nie wolno wybaczyć tego co robi, a tym bardziej tego co w naszej ocenie jeszcze zamierza nam zrobić. Przebaczenie to branie winy naszego winowajcy na siebie. – W razie jego trwającej, czy planowanej agresji byłoby to z naszej strony samozatraceńcze a nawet samobójcze.

Za wroga można się modlić, aby się nawrócił i aby mu Bóg Ojciec wybaczył jego grzechy, ale to wpływać na naszą zewnętrzną postawę wobec niego nie może.

 

Z wrogiem nie może być dyskusji, targów, czy kompromisów. To nie są kwestie polityki, tolerancji religijnej, czy różnego rozumienia natury.

Tu idzie już nawet nie o naszą moralność w jej części stojącej na straży ładu naszego życia publicznego, ale o naszą moralność stanowiącą o naszej zdolności do samoobrony w wymiarze indywidualnym i wspólnotowym, o obronie człowieczeństwa dojrzałego, wolności i powołań, zdrowia, życia i świętości.

Tu już dzie o obronę naszych struktur organizacyjnych dających nam zdolność obrony, poczucie bezpieczeństwa i zapewniających płaszczyzny i przestrzenie normalnego, pokojowego życia, wychowania potomstwa, czy rozwoju kultury, zachowania zdrowia i zdolności przeżycia.

– Wróg to ten co sięga po to nasze, co jest koniecznością dla naszego bytu, sięga po nasze dobra niezbywalne. – Jak tego nie obronimy, to nie przeżyjemy.

 

Jak już mamy zidentyfikowanego wroga, to musimy wiedzieć, że przed nami walka o wszystko, o nasze być albo nie być.

Wroga trzeba pokonać, bo inaczej nie tylko sami tego nie przeżyjemy i nie przeżyją osoby od nas zależne, ale i żadne dobro z tego nie wyniknie.

Za to kiedy jesteśmy pewni, że stoimy po stronie dobra, to nawet nie ma sensu domniemanie cech ludzkich u wroga, który  chce osłabić naszą słę woli. To już mogą być tylko fałszywe skrupuły podpowiadane nam przez złego, aby niszczyć nasze morale, naszą zdolność samoobrony.

 

Wróg to już bestia w ludzkiej skórze – pokonanie go, rozbrojenie, pozbawienie możliwości szkodzenia jest koniecznościa. Tu walki nie wolno zaprzestać dopóki trwa jakiekolwiek zagrożenie z jego strony dla nas, dla naszych bliskich, dla osób wobec których mamy powołania, czy za które jesteśmy odpowiedzialni.

 

Warto tu od razu zaznaczyć, że również fundowanie pokonanemu wrogowi wczasów w więzieniu to też fałszywe skrupuły, bo to on zburzył ład moralny, więc i nasze wszelkie wcześniejsze umowy, czyli że nie mamy wobec niego żadnego obowiązku. – Więzienie nie może być darmowe ani za pożyczane.

Również prawa wobec pokonanego wroga poza elementarnym humanitaryzmem powinny być zawieszone dopóki nie będzie przywrócona moralność, prawość i sprawiedliwość, a więc dopóki ład życia publicznego nie zostanie przywrócony, a przestrzeń życia publicznego nie zostanie zabezpieczona przed podobną agresją.

 

Najważniejsze dla nas to przetrwanie w ludzkiej, narodowej i religijnej tożsamośći, bycie sobą i u siebie, robienie tego co należy i tego co powinno być zrobione bez względu na koszty własne.

- Pamiętanie zasług tych, którzy nam służą dają rzeczy dobre i piękne, czyniących nasze otoczenie możliwie najlepszym środowiskiem dla naszego życia, naszego trwania i rozwoju tak naszego, naszego potomstwa i naszych trwałych, samopodtrzymujących się struktur współnotowych, społecznych i organizacyjnych.

- Stanowienie i obrona nieprzekraczalnych granic tego co jest naszą duchową normalnością oraz materialną i cielesną bazą dla realizacji duchowych wolności i powołań, podjętych zobowiązań i wyznaczonych sobie ludzkich celów normalnością.

- Ochrona naszych powierzchni (w tym terytorium – domu i kraju), płaszczyzn oraz rynków publicznej aktywności i przestrzeni (w tym życiowej, oraz ekologicznej, ale rozumianej ideowo, a nie ideologicznie jak w ideologii zrównoważonego rozwoju), naszych rezerw i zasobów perspektywicznych.

- Honorowanie bohaterów, pisanie dumnej historii. Podtrzymywanie pamięci w potomstwie, tworzenie tradycji, budowa przyszłości rodziny i Narodu na dobrym przykładzie.

 

Kościół nasz zbudowany jest na Jezusie Chrystusie, na Jego nauczaniu, dziele i dobrym przykładzie.

Naród nasz od swojego początku formowany był wokół wartości katolickich, wokół tego co najlepsze, najmądrzejsze i najbardziej dalekowzroczne dla naszej świadomości i naszego życia duchowego w całej ludzkiej duchowości, wokół tego co najlepiej korelowało z wielką i dumną tradycją rodową naszych przodków.

My sami, wraz z naszym Kościołem i naszym Narodem uformowani zostaliśmy wokół wartości duchowych przyswojonych, uporządkowanych nie tylko w samej spisanej historii Objawienia Bożego, ale i całej ludzkiej historii życia ludzi jako istot duchowych w materialnym, ożywionym ciele. Uformowani wokół wartości przyswojonych, rozwiniętych i uporządkowanych tak hierarchicznie jak poziomo, ostatecznie uformowanych w naszej świadomości jako jako nasz duchowy szkielet obrośnięty naszą duchową naturą.

Wiele lat to wszystko trwało i mimo wielu błędów, zdrad i upadków, ale zawsze z podnoszeniem się do normalnego życia z Bożą pomocą wydawało dobre i bardzo dobre owoce, aż stało się to dla nas czymś tak zwyczajnym i oczywistym, że straciliśmy czujność wobec zagrożeń.

 

Do niedawna Kościół cieszył się w Narodzie wielkim zaufaniem, ale oto na początek aktualnego Wielkiego Postu metropolita warszawski, kardynał Nycz ogłosił w kościołach swój List Pasterski.

http://wrealu24.pl/4507-kard-nycz-jestesmy-gotowi-na-przyjecie-imigrantow-czekamy-na-otwartosc-wladz

Przed jego szkodliwością protestują i prawosławni:

https://youtu.be/Plqn91mrGMs

Treść tego Listu Pasterskiego okazała się szokująca i pokazująca jak głęboko postąpiła zdrada i destrukcja wewnętrzna Kościoła, jak daleko potrafią się już posuwać jego wrogowie wewnętrzni, jak dalece to może być zabójcze dla życia naszego Narodu i bytu naszego Państwa, dla życia każdego z nas i naszego potomstwa, naszej ludzkiej przyszłości.

Kardynał Nycz wzywa do otwartości – w tym przypadku jest to faktycznie do zniesienie bariery, która dotychczas chroniła Polskę od zaplanowanej islamizacji.

 

Jeszcze Wielki Post nie minął, a już widać jak dalece destrukcyjnym jest ten list - choćby po tym, że np. zagrożony konsekwencjami karnymi za korupcję prezydent Gdańska już chce sobie zapewniać poparcie wpływowych kręgów antypolskich w czekających go zmaganiach z polską sprawiedliwością i chce przyjmować w gościnę 500 Syryjczyków (i to raczej gościć nie na swoim uzyskanym w wyniku korupcji majątku, nie na swój koszt, a podatników).

Również władze państwowe (MON i Prezydent) pokazują jak bardzo czują się zwolnione z pełnienia polskich obowiązków popierając przystąpienie USA do wojny w Syrii, a zapominając że tocząca się tam wojna jest głównym źródłem generującym uchodźców i będącym pretekstem ”usprawiedliwiającym” inwazję islamu na Europę (ku zagładzie państw Zachodu, w tym możliwe że i Polski na którą mogą być przez to zwiększone naciski, i wszystko to na koszt Europejczyków, w tym Polaków.

 

List ten był poprzedzony jego wystąpieniem o tym „miłosierdziu” dla uchodźców już w ubiegłym roku:

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/kard-nycz-papiez-przyjedzie-do-polski-i-zapyta-gdzie-uchodzcy-otworzmy-sie-2016-07

Padły tam niosące fałsz słowa: „Mamy być miłosierni nie w słowach, ale w konkrecie życia” (przemyca tu zwrot „mamy być”, a więc twierdzenie bardzo modernistyczne i kłamliwie satanistyczne, że miłosierdzie to obowiązek i „Za parę tygodni Papież Franciszek przyjedzie do Polski i upomni się o bezdomnych i uchodźców, czyli o wykonanie tego urojonego obowiązku.

Mało tego – takie rozumienie miłosierdzia jest zdradą Kościoła względem tzw. świata, a Polski względem ludzi stojących za ideologią korporacjonizmu-syjonizmu-globalizmu.

 

Oznacza, że Kościół w osobie Kardynała Nycza, a w domniemanym poparciu papieża Franciszka zwalnia władze państwowe i korporacje prywatne z kierowania się moralnością, z dbałości o bezpieczeństwo obywateli i klientów, oraz z takiej organizacji życia polityczno-gospodarczo-ekonomiczno-handlowego aby nie dochodziło do krzywdzenia ludzi, w szczególności do zbrodni na nich dokonywanych, w tym czynienia ich ofiarami wojen.

To patologia, bo tak naprawdę, to chodzi o to, aby nie dochodziło do sytuacji konieczności ratowania aktami miłosierdzia całych mas ludzkich, aby nie było zgody na „prawo do zysku” stawiane ponad sprawiedliwość, naturę, moralność i człowieczeństwo.

- Chodzi o to, aby udzielanie miłosierdzia przez zwykłych ludzi było czymś wyjątkowym i gestem w pełni dobrowolnym z powodu rzakości takiej potrzeby, a jakieś fałszywe miłosierdzie (faktyczny zbrodniczy, wymuszony uzurpacją i gwałtem, niczym niezasłużony socjal) na koszt zwykłych ludzi przez władze państwowe aby nawet w ogóle nie wchodziło w rachubę.

 

List kardynała Nycza opublikowany został na początku Wielkiego Postu niewątpliwie po to, aby zdradziecko odwołać się do naszej dobroci. Zdradziecko, bo niestety wchodzi tu w rachubę nie dobroć a dobroć nadmierna, czyli faktyczne zło. - Dobroć nadmierna, bo motywowana raczej przeżywaną w okresie pokutą i poczuciem winy za grzechy własne jak miłością do bliźnich – tu miłością miłosierną.

Rzecz w tym, że to jest manipulacja wypaczająca naszą religijność, odwołująca się do źle rozumianego miłosierdzia.

- Manipulacja przez tą czasową, przedświąteczną, wielkopostną jej lokalizację zdradziecka, kierująca wiernych ku literalnemu pojmowaniu miłosierdzia, czyniąca miłosierdzie wartością samą w sobie i kłamliwie sugerująca, a wręcz ogłaszająca obowiązek miłosierdzia.

Faktycznie bowiem miłosierdzie jest łaską,

- jest aktem w pełni suwerennym, wolnym i świadomym tak przyczyn gróźb którym trzeba by zaradzić,

- łaską świadomą swoich realnych możliwości i ograniczeń - umiejętności, technicznych, psychologicznych, organizacyjnych i materialnych możliwości skutecznego i bezpiecznego działania,

- oraz łaską świadomą niewątpliwych dalszych zobowiązań i kosztów.

 

W pełnym tekście listu http://laboratorium.wiez.pl/2017/02/26/kard-nycz-jestesmy-gotowi-na-przyjecie-uchodzcow-czekamy-na-otwartosc-wladz/ mamy:

„Chodzi tu o wrażliwość miłosierdzia, o której mówi Jezus w Błogosławieństwach, a o której przypominał święty Jan Paweł II. Chodzi o znaczący symbol tej naszej wrażliwości na ludzi potrzebujących radykalnej pomocy”. 

Nie tylko tu, ale cały czas kardynał Nycz mówi o miłosierdziu, a zaraz nazywa je pomocą.

To oczywiście perfidne oszustwo, bo pomoc to dar, ofiara, czy wsparcie, po otrzymaniu w wolnej dyspozycji osoby ją otrzymującej, a miłosierdzie jest łaską – a więc trzeba go jak każdą łaskę przyjąć i współpracować z tą łaską na warunkach łaskawcy.

Na coś takiego tu się nawet nie zanosi. Islamizatorzy na każdym kroku dają dowody tego, że oni idą tu po dary, a nie po łaski.

Więcej – oni mają wsparcie możnych w UE i od razu idą z roszczeniami i żądaniami „praw”, po czym zwykle budzą się naciski ich „sponsorów” wymuszające te „prawa”.

 

Miłosierdzie do którego się tu kardynał Nycz odwołuje jest tylko zdradziecką pułapką na tych z nas, co chcą czynić dobrze, ale naiwnie pojmują swoją dobroć.

To mieszanie miłosierdzia z pomocą jest tu niczym innym jak braniem naiwnych spośród nas na kłamliwy bajer religijny że to miłosierdzie.

Faktycznie byłoby to naciąganie nas na nie kończącą się „pomoc” nie tylko że dla wyłudzaczy, ale i dla naszych islamizatorów wśród których tylko w niewielkiej części by mieli być pomocy potrzebujący, dalej by było „łączenie rodzin” – i to, co już znamy z Zachodu.

 

List kardynała Nycza o tyle jest zdradzieckim, iż głosi go jako hierarcha Kościoła, a wychodzi na to, że „nie doczytał Ewangelii” – a w niej kluczowej dla tematu miłości bliźniego i miłosierdzia „Przypowieści o miłosiernym Samarytaninie”:

(Łk 10,25-37).

Jej treścią jest nie tylko wzorcowy przykład Samarytanina.

Czyż przypowieść nakazuje każdemu udzielanie łaski miłosierdzia? – Nie!

Przypowieść mówi tylko że adresatem łask  płynących z braterstwa (tu miłosierdzia) są nawet cudzoziemcy (a w podtekście że udziela się ich nawet grzesznikom, wcale nie patrząc na ich stan duchowy), ale też jednoznacznie wskazuje na brak takiego obowiązku.

Mianowicie wymienia cechy charakterystyczne tych co minęli pobitego nie angażując się: kapłan i lewita, a więc to oznacza tamtejsze elity duchowe. – Im zarzucić że coś tu źle zrobili byłoby bardzo trudno.

W przypowieści chodziło tylko o wskazanie, kto jest bliźnim (bratem).

 

Parę ważnych zależności:

Miłosierdzie jest aktem miłosci braterskiej, podobnie jak solidarność wewnątrzwspólnotowa lub międzywspólnotowa, zaś miłosierdzie może wykraczać poza wspólnotę i w relacjach indywidualnych.

Miłosierdzie wyraźnie jest wtórne do życia wspólnotowego, ono ma oddolnie służyć celom wspólnoty. Udzielane cudzoziemcom ma być propagandą naszego życia wewnątrzwspólnotowego jako sprawiedliwego.

Sprawiedliwego, a więc i szanującego hierarchię sprawiedliwości: najpierw co należne sobie, „a bliźniemu swemu jak sobie samemu”.

- Tylko że nie tak od razu, bo nie żyjemy tylko dwaj: ja i ten bliźni. Mamy i inne powołania, odpowiedzialności i zobowiązania miłości w toku (w tym długi do spłacenia), które mają pierwszeństwo przed wchodzeniem w nowe zobowiązania  - tu miłości miłosiernej, czyli w skrócie miłosierdzia.

Już z tego choćby tematu długów wynika że niezależnie od innych uwarunkowań to oni potrzebują miłosierdzia, ale nie od nas, tylko od tych, co długów nie mają.

 

Miłość miłosierna bowiem to całkiem co innego jak indywidualna miłość osobowa.

W miłości osobowej kryterium jest dobro (czy piękno), które kochamy w drugim człowieku, a które nasza miłość na drodze służby, ofiary i poświęcenia chce wypromować dla dobra tej osoby. – Tu, aby cel był osiągnięty, możemy oddawać w akcie samopoświęcenia nawet własne życie.

Natomiast w miłości miłosiernej najpierw musimy respektować nasze miłości indywidualne oraz miłość samego siebie dobrze rozumianą – czyli chroniącą to, co jest nam niezbędne.

Razem oznacza to tyle, że swoich łask miłosiedzia udzielamy z nadmiaru tego, co posiadamy indywidualnie.

Miłość miłosierna jest bowiem związana z dobrem wspólnym wspólnoty w której żyjemy, a naszym do niego wkładem są dobra, które świadomie i dobrowolnie możemy na to przeznaczyć z naszych osobistych nadmiarów i oszczędności.

 

To zapewne wystarczająco tłumaczy dlaczego biblijni kapłan i lewita nie kwapili się ze swoim miłosierdziem wobec pobitego. – Jeżeli rozumieli czym jest miłosierdzie, to najprawdopodobniej oni już funkcjonowali w życiu społecznym na maksimum swoich możliwości, jeżeli zaś nie wiedzieli, to dopóki się nie dowiedzieli, nie grzeszyli.

 

Co innego z kimś kto powinien znać naukę Jezusa. - Takiego usprawiedliwić nie sposób.

Jezus dawał tu ambitny przykład gotowości do walki i stawiania czoła światu, gdy w Ogrodzie Oliwnym oprawcy już szli po Niego:

„J14, 30 Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata9. Nie ma on jednak nic swego we Mnie”.

Jasne, że mamy strzec się zwłaszcza aktywnego wroga wewnętrznego, wewnętrznego zła i zdrajcy.

 

A jak tak, to czy jako chrześcijanom wolno nam świętować to samo z takim kapłanem jak kardynał Nycz?

KOMENTARZE

  • W załaczeniu ważny artykuł do polecenia:
    https://gloria.tv/article/8wBfiEjvBtqmBKgAnexnusMWL

    Parę wypowiedzi warto od razu podkreślić:

    „Największą słabością i zagrożeniem Kościoła jest brak wiary (…) wewnątrz Kościoła, który nie omija nawet jego hierarchii”.

    "Św. Papież Pius X z najwyższą troską przestrzega przed pismami skażonymi herezją modernizmu: Non enim minus haec nocitura, quamquae contra mores conscripta; immo etiam magis quod christianae vitae initia vitiant – „Są one nie mniej zgubne, niż druki pornograficzne; a nawet gorsze od tych ostatnich, gdyż zatruwają życie chrześcijańskie u źródła”."

    "Trzeba więc odważnie i klarownie, i publicznie wyartykułować poważne i naglące pytania: Kto i po co nasiał i nadal sieje ziarna zmutowane i zatrute? Nie wyrosną owoce świętości, jeśli siane ziarna są zmutowane lub zatrute. Wymogiem miłości jest identyfikować ziarna i przestrzegać przed siewcami ziaren zmutowanych i zatrutych. Wymogiem miłości jest przestrzegać przed wrogiem".

    "Nie można być katolikiem pomijając Tradycję. Tak, jak nie można być katolikiem, pomijając Pismo Święte. Kto zdradza Boże Objawienie zawarte w Piśmie Świętym i Tradycji, ten jest niszczycielem, destruktorem Kościoła. Nie jest katolikiem. Zatruwa Kościół. Caecus autem si caeco ducatum praestet, ambo in foveam cadent – „Jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną” (Mt 15, 14). Jest i problem bardziej czy mniej świadomej zdrady."

    "Katoliku świecki, choćby błądzili pasterze i wszyscy wokół Ciebie, trzymaj się mocno katolickiej wiary i przekazuj ją młodym pokoleniom!
    Katoliku świecki, choćby błądzili pasterze i wszyscy wokół Ciebie, trzymaj się mocno Bożego Objawienia zawartego w Piśmie Świętym i Tradycji, i przekazuj je młodym pokoleniom!
    Katoliku świecki, choćby błądzili pasterze i wszyscy wokół Ciebie, pilnuj odważnie zwyczajów naszych Ojców i przekazuj je młodym pokoleniom!
    Katoliku świecki, choćby błądzili pasterze i wszyscy wokół Ciebie, klękaj przed Panem Bogiem i ucz klękać młode pokolenie!"
  • @miarka 17:24:53
    "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną."

    Wyjaśnienie: "1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. To „cudzych” brzmi nieco dziwnie. Ściślej by było: Nie będziesz stawiał innych bogów obok Mnie. Przykazanie nie zezwala bowiem także na kult pomniejszych bożków w cieniu jedynego Boga. Problem ten nie dotyczy jedynie starożytnych Izraelitów, ulegających pokusie składania ofiar bogowi urodzaju Baalowi czy bogini płodności Asztarte. Wierzący nie powinien czcić przyrody, jak fanatyczni ekolodzy; uznawać wszechwładzy państwa, jak naziści i komuniści (ani też uznawać go za źródło zasad życia i oparcie, jak dzisiejsi biurokraci); w śmieszny sposób entuzjazmować się idolami z mediów; wierzyć w zabobony w rodzaju horoskopów."

    Przyjmując do siebie bardzo wiele osób innego wyznania i budując im świątynie to jesteśmy w sprzeczności z I Przykazaniem.

    A może się mylę? Rozmawiając ze zwolennikiem przyjmowania uchodźców do Polski podniosłam ten argument. Usłyszałam, że jest niedorzeczny, bo nikt mnie nie zmusza do zmiany wyznania na islam, czyli jestem w porządku. A dzieci? Młodzież? To ich sprawa — usłyszałam.
  • @leoparda 10:23:51
    "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną."

    Oczywiście. - Już to przykazanie Boże wystarczająco tłumaczy problem zagrożenia ze strony islamu.

    Po pierwsze każdy, kto wie, że Bóg jest jeden, uzna Go za swojego Boga, a inne bogi za bogów cudzych.
    Nie ma innej możliwości. Jeden to jeden.

    Bóg jest jeden w Trzech Osobach: Bóg Ojciec, Bóg Syn Boży i Bóg Duch Święty. Bóstwo mają wspólne, w tym Bóstwie tworzą spójną jedność.

    Jako Chrześcijanie nie mamy problemu jedynie z uznaniem tego samego Boga co i żydzi biblijni, natomiast Żydzi którzy włączyli do swojej religii Talmud od początku nastawiony antychrześcijańsko, czyli i anty-Bogu chrześcijan i żydów biblijnych już wyznają innego boga.
    To samo jest i z muzułmanami. Ich religia jest nie tylko antychrześcijańska, ale i agresywnie antychrześcijańska, wzywająca do mordowania chrześcijan. Oczywiście boga mają całkiem innego.

    I bóg Żydów talmudycznych i bóg islamistów to dla nas bogowie cudzy.

    I Żydzi talmudyczni i muzułmanie wybrali sobie chrześcijan za wrogów od początku. - I oni są tu nieugięci i zaślepieni. Wszelkie próby ekumenizmu z naszej, chrześcijańskiej strony cynicznie wykorzystują do siania w naszych szeregach sabotażu i demoralizacji.

    Anty- to anty-, wróg to wróg. I oni są tu śmiertelnie poważni i śmiertelnie groźni.

    W sytuacji kiedy kardynał Kościoła Katolickiego wykazuje się w temacie kontaktów z islamem zaślepieniem modernistyczno-ideologicznym i zamiast umacniać przed Świętami naszą chrześcijańską tożsamość każe nam się otwierać na oczywistych wrogów którzy chcą nas zniszczyć, a w najlepszym przypadku coponiektórych zislamizować, to taki hierarcha sam staje się naszym wrogiem wewnętrznym.

    Nadchodzą Święta Wielkanocne - żeby je godnie obejść należałoby trwać w jedności Kościoła.
    - Co teraz zrobić jak taki kardynał też mówi że jest Kościołem i jeszcze nas chce pouczać?
  • @miarka 12:42:31
    Człowiek ma poczucie rozdwojenia. Komu wierzyć? Nie rozumiem papieża, nie rozumiem kardynała. Choć słowa kardynała to może być nacisk Watykanu na te sprawy. Ktoś mi o tym mówił, że wszyscy biskupi dostali polecenie stamtąd, aby walczyć o uchodźców. Nie wiem czy tak było. Jednak wyjaśniałoby to wystąpienie. Czyli kardynał dba o swoją pozycję. Co powie na to papież — to dla niego ważne. A wierni? Co na to powiedzą wierni? Czy w Polsce nie ma ubóstwa? Wydaje mi się, że najpierw należy pomóc swoim rodakom. A pomagać innym można na odległość.

    Słuchałam wypowiedzi biskupa z Aleppo, który prosił, aby nie przyjmować uchodźców. Oni tam mają swoją ojczyznę, swoje warunki życia itd. Jeśli ktoś chce ich przyjmować to niech nie dziwi się, że chcą żyć tak jak w swojej ojczyźnie.

    Wydaje mi się, że to są mądre słowa. Ten człowiek zawsze żył, tam na Wschodzie, o którym my nie mamy pojęcia. Dlatego później się dziwimy, że oni chcą żyć po swojemu i nie respektują naszych norm i zasad. Jak ich zapraszamy to powinniśmy się zgodzić na respektowanie ich odrębności.
    A to, że nie jest zgodne z zasadami kraju, w jakim będą żyć to chyba nikt się nie zastanawia. Pomagać im w miarę możliwości — tak, ale nie sprowadzać. A Kościół powinien wszelkimi sposobami starać się, aby zakończyć wojnę, tam na Wschodzie.
  • @leoparda 14:13:47
    Co do pomocy tam, i w miarę możliwości, a z trzymaniem ich jak najdalej od nas to 100% zgody.
    Ten biskup z Aleppo to mądry człowiek, bo i tam są potrzebni Syryjczycy żeby walczyli o swój kraj, czy za chwilę go odbudowywali.

    Co do przyczyn, dlaczgo kardynał dopuszcza się zdrady to jakiekolwiek próby szukania mu uprawiedliwień sensu nie mają, bo przyczyna jest tylko jedna: diabeł.
  • @miarka 14:29:51
    Nie jest dobrze, ale wiele zawirowań już było i Kościół się obronił :)
  • @leoparda 14:52:28
    Tak, ale takiego totalnego ataku to jeszcze nie było. - I z zewnątrz ze szczytów finansowych i szczytów politycznychi ze strony będących na usługach lewactwa mediów w szerokim sensie, mody i szkół, a nawet przedszkoli.
    Do tego z poprawnością polityczną ze strony dołów zdemoralizowanych i z wewnątrz ze strony katolików poddanych ogłupieniom modernizmu i ekumenizmu, ale i z wewnątrz przez szczyty zlewaczałej hierarchii, a także znaczną część biskupów. Również zakonników czy zwykłych księży idących za nowinkami nie brakuje.

    Żeby to jeszcze ci, co niszczą Kościół chcieli czegoś innego przekonani do swojej racji, to gdyby nawet nie dało się z nimi dogadać, to mielbyśmy rozłam i funkcjonowalibyśmy dalej. A tak to wszystko idzie tylko na zniszczenie i przeczekanie aż podrosną zdemoralizowani a ogłupieni, a z drugiej strony powymierają starsi, co dobrze wiedzą jakim Kościół być powinien.

    Ja to źle widzę. Jak nie zaczniemy już, a bez zbędnej zwłoki, oczyszczać Kościoła od wewnątrz, to jeszcze za naszego życia przestanie istnieć.
  • @miarka 15:46:50
    Wiesz, możesz mieć rację, że jest aż tak źle.

    "Ja to źle widzę. Jak nie zaczniemy już, a bez zbędnej zwłoki, oczyszczać Kościoła od wewnątrz, to jeszcze za naszego życia przestanie istnieć."

    A jak my mamy to zrobić? Przecież w kościelnych hierarchiach jest posłuszeństwo. Księża muszą słuchać swoich przełożonych.
  • @leoparda 18:11:32
    No to szukajmy pomysłów:
    Np. akcja niedawania na tacę i żadnego "co łaska" do skutku. Obowiązku nie wprowadzą, a Rotszyld zdaje się już trzyma łapę na grubej kasie. W końcu brakiem dostępu do kasy wykończyli Benedykta XVI.
    Albo zamiast kasy dawanie kwiatka - kwiatek albo w ogóle.
    Albo akcja przychodzenia do kościoła, ale nie wchodzenia do środka, tylko odmawiania różańca i zbierania listy postulatów do spełnienia przez władze kościelne celem przywrócenia Kościoła do normalnego funkcjonowania.
    Albo pikiety z plakatami żądającymi powrotu mszy trydenckich i muzyki organowej, balasków i komunii świętej na klęcząco i do ust, noszenia przez księży sutann...
    Albo akcja z żądaniem wycofania się Kościoła w wszelkich herezji i apozstazji z ekumenizmem na początek.
    Albo akcja z żądaniem wymiany całej podejrzanej o modernizm, lewactwo, czy masonizm hierarchii.
    Albo akcja z żądaniem zakazu wypowiadania się księży dla mediów
    Albo "czarne marsze" w okolicy kościołów w czasie mszy.
    Albo akcja noszenia specjalnego, wyraźnego elementu garderoby poprzedzona wielką akcją konkursu na taki element.
    Albo niekupowanie katolickich mediów poparta akcjami żądającymi zawieszenia księży którzy by się wyłamali.
    Albo akcje z żądaniami zakazu kontaktu księży z politykami poprawnopolitycznymi , lewackimi, czy globalistycznymi, czy masońskimi, iluminackimi, skorumpowanymi, resotowymi dziećmi, okrągłostołowymi i w ogóle tymi co już działali w ostatnim 78-leciu, szkolonymi za granicą...
    Albo akcje zbierania milionów podpisów po każdym zauważonym akcie niszczenia Kościoła - piętnując każdy poprawnopolityczny czy modernistyczny zwrot w kazaniu i żądając zmiany księdza, choćby "mu kazali" i z następnym to samo - non stop czujna i nieufna obserwacja.
    ...
  • @miarka 20:18:21
    Dodam jeszcze wielką akcję usuwania z Kościoła śladów islamizacji, buddyzacji, judaizacji i protestantyzacji Kościoła dokonanych w okresie posoborowym'
    oraz akcję z żądaniem nowego Soboru zamykającego erę SV II i przywracającego Tradycję oraz dystans do tzw. świata. Tą to dopiero po usunięciu zbłąkanej, czy zdradzieckiej hierarchii.
  • @miarka 20:45:57
    Niestety ja tego nie widzę. Choć my mamy wielką broń, o której zupełnie zapomniałam. To MODLITWA. Szczęść Boże.
  • @leoparda 21:33:41
    Owszem, modlitwa to potężne narzędzie walki, tylko że sens to ona ma na rozpoczynanie działań, a nie zamiast nich. Dopóki mamy jakiekolwiek siły, środki, pomysły i możliwości działania, jakieś zasoby, jakichś ludzi, których Bóg już postawił na naszej drodze, jakieś możliwości skrzyknięcia się do działań wspólnych, jakąś wiarę, że Bóg nie stawia nam zadań nad nasze siły, które jesteśmy w stanie ubrać w nasze działania, to nie da się ich niczym zastąpić.

    Złu aby zwyciężyło wystarczy bierność ludzi dobrych. Nie wystarczy wierzyć w Boga, trzeba jeszcze wierzyć Bogu. Nie wystarczy modlić się o Boże zwycięstwa, czy zwycięstwa świętych Aniołów na wyżynach niebieskich. Trzeba jeszcze żeby Bóg zwyciężał w naszych sercach, aby rodzili się w nas wolni ludzie, bohaterowie i zwycięzcy.
    Trzeba nie tylko czekać na "pieczone gołąbki" Bożych zwycięstw, ale iść za Bogiem, by je zbierać, aby wykorzystywać każdą okazję umacniania się w miejscu naszych słabości i niedowiarstw. Trzeba iść z Bogiem, a nawet i przygotowywać Panu Bogu drogę.

    Z drugiej strony to nasza aktywność jest potrzebna, aby docenić możliwości dotąd nam nieznane działań skutecznych, a które Bóg nam ukazuje w trakcie naszych modlitw. Najlepiej modlitw wspólnych - "Bo gdzie dwóch lub trzech modli się w Moje imię, tam i Ja jestem".
    Przecież nasza modlitwa to przede wszystkim zdolność patrzenia na naszą rzeczywistość oczami Bożymi. To umacnianie naszych serc - a nasze serca, a więc i uczucia, które w nich mieszkają to przecież motory naszych aktywności życiowych - po to je mamy jako zapoczątkowane Bożą miłością do nas.

    Po to mamy całe Jezusowe przykazanie miłości, aby walczyć o prawdę, dobro, czystość, piękno, życie i Kościół Boży ku którym kierujemy swoją miłość oraz swoją nienawiść ku kłamstwu, złu, brudowi, brzydocie, śmierci i aktywnym wrogom nas, Kościoła i tego, co kochamy i tych których kochamy.
    To, co kochamy musi być w oddzieleniu od tego co nienawidzimy, a więc nie chcemy widzieć obok tego co kochamy i chcemy chronić.

    Kościół Katolicki jest Kościołem wojującym. Teraz okazuje się, że jak przestaje walczyć, jak obrasta w sadełko ciepełka i bierności - ginie.
    Dlatego nie tylko modlitwa, a modliwa i działanie, modlitwa i praca, modlitwa i walka.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031