Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
177 postów 2607 komentarzy

Najpierw sprawiedliwość

miarka - ...nie przestajmy czcić świętości swoje I przechowywać ideałów czystość; Do nas należy dać im moc i zbroję, By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość. http://www.youtube.com/watch?v=1Tw0_BtJ3as

Społeczeństwo zamknięte czy otwarte?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Otwarta Rzeczpospolita to życzenie naszych najeźdźców. To nasza rezygnacja z woli samobrony i samostanowienia, z naszych tożsamości, z niepodległości i suwerenności – i to do reszty, do utraty dóbr wspólnych naszego polskiego narodu.

 Albo się obronimy na granicach, albo będziemy mieli już totalną wojnę wewnątrz.

Niejaki George Soros, wyprany z moralności spekulant międzynarodowy, ironicznie zwany filantropem i jego liczne organizacje otwarcie lansują w Europie i w Polsce ideologię społeczeństwa otwartego.


 

Niestety również w blogosferze można spotkać przychylną mowę o społeczeństwie otwartym, np.:

 Jednak jest istotna różnica między społeczeństwem otwartym, gdzie ład społeczny wynika z woli jego przestrzegania przez obywateli, a strukturą hierarchiczną z narzuconymi zasadami, gdzie policja (i inne organy kontrolne), pilnuje porządku ustalonego przez władcę”. http://cygnus.neon24.pl/post/138196,instytuty-rp-cp-kulig-czy-policja

Rzecz w tym że społeczeństwo otwarte to patologia. Taki twór istnieć nie może. Państwo bez jednoznacznej tożsamości też.

 

Hierarchia to podstawa jakiegokolwiek ładu społecznego – ona musi być aby był jakikolwiek ład społeczny.

Są dwa rodzaje hierarchii – albo:

- hierarchia wartości, a więc i zasad, idei i celów, z których wynika i proste prawodawstwo chroniące te wartości. I to wystarcza, bo już one same strzegą ludzkich motywacji od wewnątrz, od woli indywidualnej, oddolnie i dobrowolnie.

To już zapewnia i trwałość tak systemu wartości, jak i struktur społecznych.

Tak rozumiana hierarchia nikogo nie upokarza, a wszyscy mają równe szanse realizacji swoich osobistych celów przy celach wspólnotowych realizowanych priorytetowo i bez przymusu, a z poczucia wartości i sensu priorytetu dobra wspólnego, albo:

- hierarchia władzy, a więc i stanowionego przez nią prawodawstwa według jej tylko znanych kryteriów.

 

W przypadku pierwszym system jest prosty i przejrzysty, w pełni jawny, nakierowany prożyciowo, pokojowo i dalekowzrocznie. To system samopodtrzymujący się, bo trzymający się zasad zgodnego życia wspólnotowego z jego naczelną zasadą „równania w górę” tych, co akurat nie są dość samodzielni i samowystarczalni.

Ten system jest trwały, samopodtrzymujący się, ale musi pozostawać systemem zamkniętym.

To zamknięcie jest konieczne ze względu na miłość braterską, która jest miłością ofiarną, a która łączy członków wspólnoty tak w wymiarze wspólnotowym, jak i indywidualnym. Jest miłością która nie szczędzi ofiar ponoszonych na rzecz innych członków wspólnoty, ale w systemie zamkniętym, czyli te dobra jutro mogą wrócić do dzisiejszego darczyńcy jeśli to on znajdzie się w potrzebie – czy to od dzisiejszego obdarowanego, który już zaczął normalnie dysponować i już ma nadmiar dóbr, czy od kogoś całkiem innego, komu akurat zbywa.

Miłość jako kryterium doboru do wspólnoty i kryterium funkcjonowania wspólnoty jest barierą, która chroni przed przed przenikaniem do wspólnoty pasożytów i zdrajców. To działa bo miłość jest łaską, a więc nie da się do niej nikogo zmusić.

To dzięki miłości odbywa się to kluczowe  dla życia wspólnotowego „równanie w górę”, równanie nie tylko materialne, ale i w godności. Dzięki temu jest we wspólnocie jednakowe rozumienie i całego systemu wartości i dobra, które tu krąży w układzie zamkniętym, a więc i nie jest ono rozpraszane, a dzięki zbiorowej pracy i mądrości wciąż go przybywa służąc i kulturze, i bezpieczeństwu.

W społeczeństwie zamkniętym, ład społeczny wynika ze świadomej i wolnej, oraz dobrej woli jego przestrzegania przez obywateli.

 

W tym drugim przypadkuna każdym kroku decyduje widzimisię władcy i stanowionych przez władcę struktur organizacyjnych i środków przemocy, przy czym władcą może być i gremum zbiorowe i kacyk reprezentujący układ trzymający władzę, a pozostający w ukryciu, czy nawet system ideologiczny kierowany przez ukrytych ideologów i to dowolnej ideologii z satanistyczną, czy korporacjonistyczno-syjonistyczno-globalistyczną włącznie.

Wiodącą jest zasada: „... bo sługa nie wie, co czyni pan jego (J 15,15)”.

 Tu systemu nikt nie rozumie, decydują doraźne interesy hierarchii, wszystko kręci się wokół indywidualistycznego „Tu i teraz”, czyli korzyści doraźnych w warunkach podskórnej wojny wszystkich ze wszystkimi wewnątrz społeczności, i ciągłej gotowości do ekspansjonistycznej wojny na zewnątrz lub jej trwanie.

Taki system potrzebuje być otwartym dla zawłaszczania coraz to dalszych terenów, ich zasobów i faktycznie zniewolonych poddanych do pasożytowania na nich.

Taki system pada kiedy kończą się jego możliwości ekspansji, bo jego cechą jest pasożytnicza konsumpcja dóbr i przyjemności nad miarę, a więc demoralizacji w stosunku zdolności do przetrwania.

 

Społeczeństwo otwarte to społeczeństwo zbrodniczej patokracji. Nie ma w nim zgodności co do wartości którym trzeba służyć i które trzeba chronić – tak co do ich definicji, jak i ich hierarchicznego uporządkowania.

W życiu wewnętrznym tutaj tylko „policja (i inne organy kontrolne), pilnują porządku ustalonego przez władcę”.

Społeczeństwo otwarte może funkcjonować jedynie w państwie policyjnym. Próba zainstalowania go w innym ustroju jak totalitarnym musi się skończyć zniszczeniem państwa.

Takie społeczeństwo czy chce czy nie chce, ale już musi podlegać władzy absolutnej i totalitarnej z totalną inwigilacją obywateli, i z gwałtem na człowieczeństwie i woli poddanych, faktycznie zniewolonych na każdym kroku, pozbawianych i własności i możliwości realizowania i swojego człowieczeństwa, i swoich powołań - zwłaszcza do wolności, odpowiedzialności i życia.

 

Soros dobrze wie, że społeczeństwo otwarte niszczy wspólnoty ludzkie

 - i rodziny, i narody, i życie państwowe, które ze swojej natury musi być oparte na ładzie moralnym typowym dla narodu w państwie wiodącego. 

 Tego nie zdoła podrobić żadne prawodawstwo narzucane z góry, zniewalające i niszczące kogokolwiek, żadna przemoc, żaden terror. Niszczy ono bowiem wszystko co ludzkie, i dlatego to co ludzkie zawsze się będzie buntować przeciw zniewoleniu i ciała, i woli, a więc i całego człowieczeństwa.

W społeczeństwie otwartym nawet prawda jest stanowiona przez władzę, dlatego społeczeństwo otwarte czyni nienormalnym to, co dotąd normalnym było. W społeczeństwie otwartym „polskość to nienormalność”.

Bo to wymusza sam system totalitarny, system zbrodni, i choć to system, który od początku kopie sobie grób, biada tym, którzy się dostają w jego szpony, szpony bestii.

 

Wpuszczając do „społeczeństw otwartych” które dotąd były zamkniętymi fale imigrantów władze państwowe prowadzą do zbiorowego samobójstwa swojego społeczeństwa. Problem że w ramach tego społeczeństwa jako zamkniętego, sam naród przestał ściśle chronić swoją tożsamość i swoje w niej zamknięcie.

Oczywistą konsekwencją ich wpuszczenia jest nie jakaś tolerancja na zasadzie że to dobrzy i nieszkodliwi odmieńcy. Przeciwnie – tu od razu widać, że oni inaczej traktują dobro i zło więc nie są dobrymi ludźmi. Już tolerować nam ich nie wolno bo to by była tolerancja zła i wrogów wewnętrznych, a więc byłoby to samobójcze.

Tymczasem wiadomo, że mieliby roszczenia do równouprawnienia – a wtedy po nas, bo ich „prawa” są ideologiczne, „drukowane z powietrza” choćby były uzurpacjami, a nasze prawa muszą płynąć z naszego systemu wartości.

Jest w tym bezsens, bo równouprawnienie dotyczyć może tylko sytuacji, kiedy ktoś dą ży do tego samego co my celu, ale inną, niekonfliktową, a więc równą moralnie drogą. Skoro ich cele i ich moralność są inne, nie ma mowy o równouprawnieniu, a więc o budowie jakiejkolwiek wspólnej społeczności.

Oni by od razu zyskali faktyczne uprzywilejowanie, a nadto za nimi by były naciski międzynarodowego lewactwa.

 

W tej sytuacji naród aby przetrwać musi pilnie znów stać się zamkniętym, a wtedy nawet wymuszone otwarcie społeczeństwa mogło by się dać przeżyć. Inaczej to po nas.

Bez tego otwarcie społeczeństwa na przybyszów z zewnątrz spowoduje i unicestwienie władzy państwowej jako władzy ostatecznie bezsilnej, nie dość mocnej, by utrzymać pokój społeczny. To unicestwienie nieuchronne, bo na dyktaturę krwawą nie pozwolą ci sami, co dziś naciskają na przyjmowanie imigrantów.

A dyktatura krwawa i tak będzie po czymś takim koniecznością... i to z udziałem tych od nacisków.

 

Daje się obserwować u „naszych” władz państwowych jakąś dziwną miękkość w kontaktach czy to z Niemcami, czy UE, a osłabianie zwartości Grupy Wyszehradzkiej. Już gdzieś padła zapowiedź sprowadzenia jakichś 100 islamistów. Do tego widać tu wyraźnie zdradziecką postawę hierarchii kościelnej (zwłaszcza kardynał Nycz). Jest więc bardzo niebezpiecznie.

Naród Polski tu się musi obudzić bo to ostatni dzwonek. Logika wskazuje, że społeczeństwa „otwarte” i „zamkniete” nie mogą istnieć jednocześnie. Skutkiem gwałtu na naturze narodu jakim by było ich złączenie byłoby też „społeczeństwo otwarte”. Tak jak prawdę złączyć z fałszem to też będzie fałsz.

To by była tragedia dla nas zupełnie nie nawykłych do życia w społecznościach patologicznych, a przecież to by była również i otwartość na wszelkie patologie. A jak patologie, to i wrogów wewnętrznych.

„Niestety” nasza chrześcijan, a ściślej katolików natura jest nastawiona na życie wolne od wrogów wewnętrznych tak jak i demonów, i ideologii, i bogów obcych.

Jesteśmy dobrymi ludźmi, a w społeczeństwie patologicznym, jakim jest społeczeństwo otwarte „dobroć to nienormalność”, „uczciwość to nienormalność” i „śmierć frajerom”.

Nie można dłużej trwać w bierności względem tego co się tu zapowiada, bo wtedy nam biada.

KOMENTARZE

  • CZYZBY ONET STOSOWAL CENZURE KOMENTARZY
    ,,Zbigniew Ziobro przedstawił projekt rozszczerzenia granic obrony koniecznej,, .Pruba takiego banalnego wpisu zreszta wielokrotna do tego artykulu na onecie dzis nie przeszla panowie wlasciciele onetu co was tak niepokoji.......wlasne bezpieczenstwo...
    . oto wspmniany wpis
    Doszlo do obrzymiego rozwarstwienia spoleczenstwa teraz grupy urzewilejowane np przedstawiciele korporacji ktorzy przejeli polske [art,, Rosja najwieksza grabiez XXw,], chca sie zaezpieczyc przed plebsem ktory moze im zagrozic, np w RPA biali buduja istne fortece[kamery,niezaklcalna lacznosc przewodowa,zasieki zdrutu kolczastego,przewody wysokiego napecia wysokie mury na 4m pancerne dzwi i kraty,plus arsenaly broni.tylko pojawia sie pytanie ,DLACZEGOI,,co jest przyczyna,swoja droga Michalkewicz [ma wiedze] pisze o olbrzymiej ilosci bron przemycaneji z Ukrainy do Polsk[ [ alexjones.pl] Czyjemu bezpieczenstwu ma sluzyc ta bron.........
  • @jan 09:10:58
    "CZYZBY ONET STOSOWAL CENZURE KOMENTARZY"

    Co najmniej od 15 lat...
    WP, Interia, to samo...

    Można napisać "gazować pedałów", ale "ludzie, popatrzcie na ... i pomyślcie o ..." bez szans.
  • @jan 09:10:58
    "...swoja droga Michalkewicz [ma wiedze] pisze o olbrzymiej ilosci bron przemycaneji z Ukrainy do Polsk[ [ alexjones.pl]"

    Najeźdźcy są w stanie agresji. Normalnie wystarczy 10% społeczności, aby wybić się na pozycję elity władzy i ją przejąć. Czasami - jak na Ukrainie dzisiejszej starczy parę%. Jednak tu już konieczna jest ingerencja propagandowa i naciski z zewnątrz.
    Ukraińców zarejestrowanych mamy już 2 miliony, ale możlie że jest ich znacznie więcej, bo rozlali się i po wsiach, a tam ich nikt nie rejestruje.
    To 5%. Przy wsparciu z zewnątrz, przy uzbrojeniu, lub przy wsparciu władz państwowych taka ilość już może wystarczyć do przejącia władzy.

    Ta broń to nieunikniona konsekwencja budowy społeczeństwa otwartego dla najeźdźców i patologii pod pretekstem że to obywatelskie, a nawet pod bardzo zdradzieckim pretekstem że to moralne.

    We Francji czy Hiszpanii mają to samo - co trochę odnajdują w meczetach składy broni.
    Tam jednak władze reagują. Wyraźnie dzieje się wo wbrew ich woli, narodów swoich się boją, ale u nas jest odwrotnie. Doniesienia o tych przemytach są zamiatane pod dywan.

    Jasne że nasze władze wspierają nie tylko instalowanie w Polsce Ukraińców jako tańszych od Polaków pracowników fabryk, ale i zdradziecko instalują je dla spacyfikowania społeczeństwa i narodu polskiego.


    "Czyjemu bezpieczenstwu ma sluzyc ta bron........."

    Tutaj słowo broń ma znaczenie mylące. To uzbrojenie agresorów.
    Najpierw przenikają do wewnątrz atakowanego kraju jako "ofiary wojny"
    (co jest nieprawdą, bo ich nikt nie atakuje, gdyż działania zbrojne są tylko na południowym wschodzie Ukrainy, a z Rosję Ukraina ma rozległe związki gospodarcze, więc i tu się na wojnę nie zanosi. Bardzo możliwe że ta cała wojna na Ukrainie, choć krwawa jest bandycko ukartowana, aby mieć pretekst do inwazji na Polskę. Pretekst bzdurny, ale jakże wielu go kupuje?).

    Jasne że uzbrojenie agresorów jest do ich zdobycia władzy przemocą, ale i dla jej podtrzymania terrorem, kiedy już społeczeństwo, czy konkretnie naród będą chcieli odsunąć zdradziecką władzę od rządów w myśl zasady, że "raz zdobytej nie oddamy nigdy".


    Jest tu jeszcze jeden element - władze "polskie" to popierają od początku. Nawet majdan popierały. Nawet swoje arsenały opróżniły, aby Ukrainę dozbroić, nawet pożyczek (wiadomo że niezwracalnych) Ukrainie miliardami dostarczały.
    One w tym całkiem świadomie, cynicznie uczestniczą. A skoro tak, to z pewnością szykują nam jeszcze wiele świństw.
    Boją się ale i broją, i zbroją.
  • @jan 09:10:58
    Jeszcze w kwestii tego Onetu.

    Zwykły system totalitarny to prawo i uprawnienia władz stanowione odgórnie. Satanistyczny system totalitarny to również prawda stanowiona odgórnie.

    Cenzura ze strony onetu to już prawda stanowiona odgórnie.

    – I to mimo że zgodnie z obowiązującą konstytucją cenzura jest zabroniona. A służby ochrony państwa milczą, czyli władze łamią Konstytucję – są antypaństeowe. Ma ona swoje poważne wady – zwłaszcza w kwestii bankowości, ale tu akurat jest dobra i respektowana być musi.

    Onet trzeba zamknąć.

    Może być trudno, bo władze państw zaangażowanych w cały ten korporacjonizm-syjonizm-globalizm to sataniści. Na razie pisałem o sataniźmie Trumpa i Dudy, a to tylko „góra” która nas interesuje. Ideologia satanizmu jest nam propagowana już od dawna zwłaszcza w produkcji Hollywood i muzycznej – teraz i poprawności politycznej i lewacjwie. Teaz już jest mnóstwo ludzi, którzy sobie nie zdają sprawy że są satanistami.

    Oczywiście ludzie sprawujący władzę państwową tacy głupi, żeby nie wiedzieć że w zbrodni systemu satanistycznego to nie są. Nie może być dla nich pobłażania.


    Z całym tym społeczeństwem otwartym to pierwotnie miało być ono otwarte na świat, aby likwidować zapędy totalitarystyczne rządzącego systemu. Miało być w obronie przed kapitalizmem i komunizmem. Wyszło otwarcie na świat dla ustanowienia światowego systemu totalitatystycznego.

    Tu jest najgorszym to, że systemy totalitarystyczne stoją na ideologiach, a te są zawsze wrogo nastawione do natury i idei, a więc i do wspólnot i narodów i państw jednoznacznie zdefiniowanych.

    Najgorszą oczywiście jest ideologia satanistyczna – przegrywamy bój o prawdę, przegrywamy wszystko.

    Tu groźne jest nie tylko cenzurowanie prawdy. Jest zabójczo groźne również przemilczenie, że rzeczywistość się zmieniła.

    I tak w naszym temacie pierwotne znaczenie „społeczeństwa otwartego” jest nam dalej sprzedawane jako obowiązujące, choć jego cel się zmienił na przeciwstawny.
    Ono już nie służy naszej wolności a naszemu zniewoleniu.
  • @miarka 14:41:44
    Otwarty dostęp do nieograniczonych zasobów wiedzy jest faktem.
    Wynika z tego problem dla Polskiej szkoły, bo nauczyciel przegrywa z internetem.
    Wynika z tego problem dla Polskiego domu, bo mięknie solidarność międzypokoleniowa.

    Problemy pomyślności "otwartego społeczeństwa", są wtórne, wobec zagrożeń dla relacji rodziny i narodu.

    A w identyfikacji tych zagrożeń, nie widzę sprzeczności pomiędzy Panem a panem Krzysztofem Wojtasem.
  • @Andrzej Madej 21:38:09
    "Otwarty dostęp do nieograniczonych zasobów wiedzy jest faktem".

    Owszem - i trwa indoktrynacja ideologiczna, i trwa gorszenie maluczkich, i trwa propagowanie kłamstw i półprawd jako faktów, a zarazem sprytne pomijanie, czy cenzurowanie faktów stanowiących o prawdzie.
    Dzieci bez czujej opieki rodziców są skazane na porażkę, bo nie odsieją ziarna od plew, ani ziarna złego od dobrego, więc i nie zastosują zasad higieny umysłowej.

    Tu zawsze przodem musi iść ludzka duchowość, ludzkie wartości i uczucia, oraz logika i mądrości niepodważalne.
    Bez tego dziecko może mylić wolność ze swawolą, czy prawa z możliwościami. Nie wypracuje sobie miary rozsądku i roztropności. Będzie podatne na byle manipulacje i obiecanki cacanki a głupiemu radość, wyroście na niewolnika, bo nigdy nie dorośnie do odpowiedzialnej samodzielności.

    Wiedza jest dobra i bardzo dobra, ale zły jest nie tylko niedostatek potrzebnej wiedzy, ale i nadmiar wiedzy. Tak wiedzy prowadzącej na manowce tożsamości i człowieczeństwa, jak i wiedzy zupełnie zbędnej, balastu który przeciąża umysł i nie zostawia juz miejsca na myślenie racjonalne.


    "Wynika z tego problem dla Polskiej szkoły, bo nauczyciel przegrywa z internetem".

    Nauczyciel nie może sobie, a rodzina sobie. Nauczyciel powinien mieć swoje kilka godzin dziennie z dziećmi, ale i drugie kilka z rodzicami - i to rodzice muszą mieć decydujący głos.
    Czasy industrializacji minęły. Są już automaty do czynności powtarzalnych. Nic nie zmusza nauczycieli by wychowywali dzeci jednakowo. Przeciwnie - każde powinno rozwijać własne predyspozycje. Oczywiście władzom państwowym trzeba tu dać po łapach, żeby się do nauki i wychowania nie wtrącały, bo nie od tego są.


    "Wynika z tego problem dla Polskiego domu, bo mięknie solidarność międzypokoleniowa".

    Jest odwrotnie. To jej uprzednia miękkość, nieodpowiedzialność i pobłażliwość dla spraw gdzie trzeba stanowczo reagować, krótkowzroczność, naiwność i łatwowierność, a więc i brak czujności rodziców względem ataku potencjalnych wrogów dziecka i rodziny, siewców demoralizacji, deprawacji aż po odczłowieczenie dzieci zanim same osiągną stan dijarałości powoduje nieodpowiedzialne i głupie korzystanie z internetu przez dzieci.


    "Problemy pomyślności "otwartego społeczeństwa", są wtórne, wobec zagrożeń dla relacji rodziny i narodu".

    W jakimś sensie tak, ale tu nie o to chodzi. Ideologia społeczeństwa otwartego wkracza niezależnie od problemów życia rodzinnego i narodowego i w relacji narodu do rodziny.
    "Otwarte społeczeństwo" wchodząc tu niszczy wspólnoty - i rodzinę, i naród, i ich relacje - wykorzystuje z premedytacją najmniejszą ich słabość, atomizuje - buduje "masę", jak pod komunizm.

    Nie o to chodzi, bo "otwarte społeczeństwo" kiedy ma poparcie ideologii, czy państw ościennych, albo korporacji prywatnych gotowych tu rzucać wielkimi pieniędzmi, dokonuje pożądanych dla siebie zmian na drodze gwałtu, przemocy, terroru, korupcji, cynicznym budowaniem sprzeczności wewnętrznych wewnątrz naturalnych społeczności (z wprowadzaniem do wnętrza społeczności na drodze postępujących nacisków i gwałtu mas imigranckich) i innych zbrodni, włącznie z dosłownym mordowaniem oponentów.
    W pierwotnym rozumieniu "otwartego społeczeństwa" miała to być jego ochrone przed zagrażającym mu totalitaryzmem. W dzisiejszym rozumieniu ci, co mieli go tatować sami okazują się najgorszymi, zbodniczymi totalitarystami (p. Soros). To "otwarcie" z jakim mamy do czynienia to już wpuszczenie do naszego wnętrza najgorszych patologii.


    "A w identyfikacji tych zagrożeń, nie widzę sprzeczności pomiędzy Panem a panem Krzysztofem Wojtasem".

    Przeczytałem notkę p. Wojtasa i dalej już nie śledzę meandrów jego myślenia.
    W każdym razie on korzysta z pierwotnej, jeszcze cukierkowej definicji społeczeństwa otwartego, podczas kiedy nam już jest narzucana jego zbrodnicza, totalitarna wersja.
    To go musi prowadzić do błędnych wniosków i stanu zmanipulowania.
  • @miarka 22:45:42
    Czytając Pana komentarze, widzę jak znakomicie uzupełniają one moje stwierdzenia. Nie piszę tego żeby gdakać, że to ja jestem jajkiem przed kurą, ale żeby pokazać praktyczny sens solidarnego rozwoju wiedzy. Wiedzy naszej i wiedzy osób, które przeczytały z zainteresowaniem Pana komentarze.

    By świętości przeszły w rzeczywistość ...
    Trzeba by postawić rządowi jakieś postulaty dla ustroju solidarnego rozwoju wiedzy, potrzebnych różnym kompetencjom odpowiednich dla nowoczesnych technologii.
    Na przykład technologii telemedycznych.


    Nie wiem na ile śledzi Pan zmiany w sposobach finansowania edukacji wprowadzane z nakazu Europejskich centrów sterowania rządowymi administracjami (to się całkiem inaczej nazywa, ale tu nie musimy być drobiazgowi).

    Wbrew powszechnemu lekceważeniu tych rozwiązań, szczególnie wśród osób podchodzących z powagą do spraw narodowych, ja znajduję w nich wiele praktycznych mechanizmów dla odzyskania praw oświatowych przez rodziców.
    Nazywa się to "podmiotowe finansowanie edukacji". Jak rodzica i dziecko potraktować jako "podmioty", to wychodzi postulat "samokształcenia w rodzinie", jako zasada główna systemu edukacji.

    Co mniej więcej pięć lat temu napisałem tutaj
    http://si.neon24.pl/post/57766,ruch-egzekucji-praw-oswiatowych
  • @Andrzej Madej 08:59:29
    "Każde dziecko dobrze wie, że szkoła zamiast otwierać ciekawość poznania i formować umiejętność samokształcenia przez całe życie, wtłacza obowiązujące dogmaty i formuje postawy konformistyczne. Jest wiele barier, które hamują modernizację systemu edukacji. Najczęściej na pierwszym miejscu wymieniana jest zachowawczość lobby nauczycielskiego, skupionego na obronie przywilejów Karty Nauczyciela. W drugiej kolejności wskazywane są interesy trwałości administracji edukacyjnej wszystkich szczebli. W trzeciej wskazuje się na inercję rodziców, abdykujących z obowiązków wychowawczych na rzecz nauczycieli i administracji edukacyjnej".

    Dobre. Zwłaszcza to samokształcenie przez całe życie. Do tego już łatwo dołączać dzici do tego procesu, porywać przykładem i uczyć higieny umysłowej.
    Jeżeli rodzice nie będą krok przed dziećmi w przyswajaniu nowej wiedzy, zwłaszcza z internetu, publikatorów i kinematografii, czy dziełach kultury, w tym muzycznej, oraz modzie i reklamie; dopóki sami nie będą walczyli z demoralizacjami instalowanymi tam przez powiązaną z władzami patokrację , to będzie to znaczyło że rodzicami zostali przez pomyłkę, a teraz abdykują z wychowania swoich dzieci na ludzi.

    Nie można otwierać dzieci na agresywny i patologiczny świat dopóki nie zadba się o ich mocne, zamknięte wnętrze - wnętrze zasad, wartości i dobrego ducha wyraźnie odróżnianego od złych duchów i demonów które coraz bardziej bezkarnie hasają po dzisiejszym świecie.


    Szczególnie warto wyróżnić tu komentarz:
    "Może EDUKACJA również poprzez wymianę wiedzy między pokoleniami?
    W czasie transformacji ustrojowej zlikwidowano wiele zakładów, w których pracowała wysoko wyspecjalizowana kadra polskich inżynierów, techników, ekonomistów i pracowników innych specjalności. Ci ludzie w przeważającej większości są na emeryturze, również tej wcześniejszej. Wielu z nich mieszka w domach seniora.
    Byłoby niedobrze, gdyby ich wiedza i doświadczenie zawodowe zostały zapomniane i nie przekazane młodym pokoleniom. Tym bardziej, że w wyniku ich odejścia z zawodu w POLSCE powstała luka technologiczna i została zachwiana ciągłość w wielu zawodach sfery gospodarczej. Brakuje fachowo przygotowanych inżynierów i techników oraz kontaktów z doświadczonymi rzemieślnikami uprawiającymi unikatowe i ginące zawody.

    W ramach proponowanej metodyki proponuję przygotowanie SYSTEMU MIĘDZYPOKOLENIOWEJ WYMIANY WIEDZY i zbudowanie pomostu między młodą kadrą posiadającą teoretyczną wiedzę w zakresie nowoczesnych technologii a doświadczonymi grupami zawodowymi wychodzącymi z aktywności zawodowej.

    W Polsce opracowanie systemu transformacji wiedzy między pokoleniami ma szczególne uzasadnienie. Zbudowany system transformacji wiedzy między pokoleniami mógłby być bardzo użyteczny tym bardziej, że ta wiedza mogłaby być przekazywana drogą internetową. Metoda przekazywania wiedzy drogą internetową została sprawdzona i pozytywnie oceniona na szeregu międzynarodowych konferencjach. Taka baza wiedzy ze względu na upływ czasu powinna powstać w możliwie krótkim czasie. Opatrzność sprawia, że szeregi tych, którzy powinni podzielić się swoim doświadczeniami zawodowymi topnieją.
    nadużycie link skomentuj
    H.Połcik"

    oraz:
    "Świetny artykuł
    Bardzo przyjemnie, sie czyta gdy ludzie nie kłucą się o szczeguły tylko daja wspaniałe propozycje, plany pracy organicznej. Tego nam właśnie potrzeba planów i działania!

    Mam pytanie do autora niedawno skończyłem szkołę. Więc dosyć dobrze znam sytuacje. Zdaje mi się, że finanse nie są tu najpoważniejszym problemem ponieważ większość pedagogów(szcegulnie tych dobrych) pracuje tak naprawdę charytatywnie w szkole więc nie było by porblemem "zaciągnąć" ich do dodatkowej pracy robią to z pasji to pewnie by się zgodzili.

    Ale co po swoich obserwacjach mogłby nam pan powiedzieć o dzieciach i młodzieży.

    Szkoła to miejsce totalnej indoktrynacji i prania mózgów. Sam brak bezpośredniej zależności nauczyciela od rodzica praktycznie uniemożliwe wyegzekwowanie czego kolwiekod nauczyciela nawet jeżeli chodzi o PRAWDĘ. Nauka przez to, że spędza się chłopców z dziewczętami, mądrych z głupimi, utalentowanych arystycznie z utalentowanymi technicznie jest strasznie długa to jest ok 6h dziennie.
    Jako pierwszożedny fachowiec to ja nwet pracować tyle nie musze żeby się utzrymać. Jakie są możliwości zachęcania młodych ludzi do dotkowych zajęć??

    Ja sam szczegulnie w młodości bardzo ceniłem wiedzę i rozum ale po tylu godzinach w szkole (a naprawde mogę dużo znieść) nie było sensu nigdzie chodzić w najlepszym wypadku tylko bym przeszkadzał.

    Czy jest jakieś rozwiązanie? Ze szkoły dziecka wypisać nie można.
    nadużycie link skomentuj
    parasolnikov "

    ...no i to"
    "@Jerzy Wawro 17:13:55
    Pisząc o "dobroczynności wspólnoty" myślę właśnie o wyjściu poza ofiarność jednostki. Nie odchodzimy daleko od tematu bo dzisiejsze finansowanie przymusu edukacyjnego też ma swoje początki w dobroczynności wspólnoty. Tyle model opiekuńczego państwa zaciemnił tą optykę, "dobroczynność" stała przymusowa.

    Dziś wracając do modelu pomocniczego, powinniśmy przewidywać taką konstrukcję rynku usług edukacyjnych, by pozwalała na różnego rodzaju "dodatki" do "wymuszonej dobroczynności". Samokształcenie w rodzinie jest formą takiego "dodatku". Kogo na nią nie stać powinien uzyskać wsparcie wspólnoty, ale wcale nie koniecznie od administracji publicznej państwa (wszystko jakiego szczebla). Są mniejsze wspólnoty zdolne do mobilizowania i organizowania dobroczynności (tu na rzecz uczestnictwa społecznego w edukacji).

    Ale oczywiście masz rację, że dla ustroju partnerstwa pryawatno - publicznego (w nowym znaczeniu) konieczne są zmiany i system finansów publicznych i systemu gospodarczego (tu rynek usług edukacyjnych).
    nadużycie link skomentuj
    Andrzej Madej"

    "dzisiejsze finansowanie przymusu edukacyjnego też ma swoje początki w dobroczynności wspólnoty. Tyle model opiekuńczego państwa zaciemnił tą optykę, "dobroczynność" stała przymusowa".

    Ja bym to nazwał uzurpacją i zawłaszczeniem dóbr wspólnych narodu w tym państwa przez władze państwowe.
    To się realizuje w formie podatków, a podatków nie może ustalać władza państwowa, a tylko obywatele mogą się świadomie i dobrowolnie opodatkowywać.

    Można powiedzieć że samo tworzenie publicznej ościaty jest działalnością dobroczynną (na rzecz tych, których nigdy nie było by stać na porządną edukację), ale jest to przede wszystkim konsekwencja budowy przez obywateli ich potencjału dóbr wspólnych.
    Władzom państwowym nic do tego. Tu decydujący głos zawsze muszą mieć faktyczni właściciele tych dóbr i całego państwa - naród.


    O, widzę, że i ten głos jest godny szczególnego wyróżnienia:
    "Szkoła dla ludzi
    Trzeba jeszcze pamiętać, że naprawa szkolnictwa musi dotyczyć nie tylko tego co dzieje się w klasie, ale także tego co dzieje się na korytarzu, w szatni i przed szkołą. Nie chodzi mi tutaj o jakieś wysublimowane działania wychowawcze, tylko o utrzymanie elementarnych reguł, które winny stawiać społeczność ludzką w opozycji do stada zwierząt. Bez wprowadzenia ludzkiego porządku (nie mylić z tzw. dyscypliną!) w szeroko pojętej przestrzeni szkolnej, zamieniamy młodość jednostek myślących i obdarzonych uczuciami wyższymi w okres znaczony mniejszą lub większą traumą, a ich intelektualny i emocjonalny rozwój zostaje spowolniony, jeśli wręcz nie zahamowany. Warunkiem sine qua non takiego pożądanego stanu rzeczy jest oczywiście przywrócenie możliwości szybkiego usuwania z placówek oświatowych jednostek, które w swojej masie tworzą coś co nazwę motłochem, by nie zanudzać czytelników oczywistą charakterystyką właściwych tej grupie zachowań.
    Protestujący przeciwko temu oczywistemu moim zdaniem postulatowi, to osoby, które mają problemy z rozróżnieniem funkcji resocjalizacyjno-terapeutycznych i wychowawczych, przynależnych różnym typom instytucji społecznych. Krótko: szkoła to nie psychiatryk ani zakład poprawczy!
    W odniesieniu do słusznych uwag parasolnikov'a:
    1. Szkoła indoktrynuje miast edukować i wychowywać (w sensie ogólnej kultury)
    2. Szkoła wyemancypowała się od usługobiorców, i traktuje ich jak swoich wasali, ale to skutek socjalizmu i rządów "ludziów pracy" czyli etatystycznej czapy administracyjno-oświatowej.
    3. Prawda to pojęcie ze wszech miar znienawidzone przez współczesne "elity" wychowane na produktach tych kierunków filozoficznych, które zanegowały znaczenie tradycyjnej metafizyki.
    4. W panującej nam niemiłościwie pantoedukacji wrzuca się do jednego młyna przyszłych lekarzy, filozofów, architektów itd. z przyszłymi prostytutkami i złodziejami samochodów. to nie tylko nie fair, to jest nieludzkie! Chodzi mi oczywiście o poziom gimnazjalny i powyżej. To skutek przesądu egalitaryzmu.
    5. Edukacja pożera i bezpowrotnie marnuje cudowny czas młodości naszych pociech. Dotyczy to zarówno czasu w skali roku, jak i dnia. Sześć do ośmiu godzin dziennie przeznaczone na wysiadywanie w ławie i przepisywanie do zeszytu tekstów dostępnych w publikacjach książkowych oraz internecie to skandal.
    nadużycie link skomentuj
    ARMAGEDON"

    "3. Prawda to pojęcie ze wszech miar znienawidzone przez współczesne "elity" wychowane na produktach tych kierunków filozoficznych, które zanegowały znaczenie tradycyjnej metafizyki".

    I niestety to nie tylko trwa, ale już wyrodziło się w satanizm - i "erę postprawdy" (http://jeznach.neon24.pl/post/138223,biada-prawdzie ) i piekło "prawdy stanowionej" (http://miarka.neon24pl.neon24.pl/post/138054,prawda-ustanowiona )

    Rozpoznawanie prawdy i fałszu, a więc zwłaszcza nauka logiki to podstawa wychowania dzieci.
    Ze swojego dzieciństwa pamiętam jak wielką tu rolę odgrywały zagadki zadawane dzieciom i przez rodziców i przez nauczycieli - często zagadki, którymi później dzieci żyły roznosząc je między inne dzieci.
  • @miarka 11:01:37
    To, że transport (głównie islamskich) uchodźców z Południa (Afryki) na Północ (Europa, preferowany kierunek: Niemcy, Skandynawia) ma charakter zorganizowany, chyba już nie jest dla nikogo żadnym zaskoczeniem.

    Wojna w Syrii to na pewno jeden z powodów tego zjawiska. Ale niewyłączny. Niewykluczone, że samą wojnę wykorzystano jako pretekst, by "podłączyć" pod tłum uchodźców ileśtam razy większy tłum "rozrabiaków", w sobie znanym celu lub by na tym zarobić.

    Nie można oczekiwać od nas, Europejczyków, że ta nasza zaleta (humanitaryzm) zostanie potraktowana jako naiwność i wykorzystana przeciwko nam samym.

    To tak, jak gdyby najeźdźcy podchodzili od warownię chronieni ciałami własnych dzieci i za ich plecami do niej wchodzili nie po to, by uzyskać pomocy, lecz po to, by ją rozsadzić od środka.

    Strzelać do dzieci? Oczywiście że nie.

    Ale albo ich nie wpuszczać, albo oddzielić potrzebujących od najeźdźców, jeśli potrafimy.
  • @maharaja 11:49:30
    Nie. To są detale. Jak będziemy tak potrzyli to tylko będziemy się żarli i nic z tego nie wyniknie.

    Przyczyny są systemowe. To cały system, satanistyczny system trzeba obalić. To wszystko jest celową robotą patologicznego systemu, aby zniszczyć naszą tożsamość i nasze wspólnoty, a nas samych zatomizować, przerobić na "masy" i zniewolić.

    Najpierw to trzeba przywrócić prawdę jako fundament naszych ludzkich konstrukcji. Obronić i wzmocnić wspólnoty, ich kręgosłup najszytniejszych wartości i obalić system, a dopiero patrzeć, czy są jeszcze przoblemy z imigrantami, którzy by chcieli z nami mieszkać - oczywiście na naszych zasadach.

    Na dziś to wyłącznie dobroczynność, aby wspomóc tych potrzebujących walczyć z ich problemami na ich terenie.
    Ich wędrówki ludów w dzisiejszej sytuacji nie mają sensu -m faktycznie nie pomogą a nam zaszkodzą i to tragicznie.

    Światowy sataniz - korporacjonizm-syjonizm-globalizm tulko się winduje tym sposobem.

    Przezwyciężyć tą superpatologię to przede wszystkim nie dać się zmanipulować że ktokolwiek tu robi cokolwiek "dla naszego dobra", ani przekupić "na tu i teraz" a zwłaszcza zastraszyć. Do tego koniecznym jest niezłomnie stać na gruncie dobrego ducha i własnej tożsamości, własnych korzeni - zwłaszcza w prawdzie.
  • @miarka 11:01:37
    Dziękuję za tą kwerendę, sieci wiedzy to moc :)

    Próbuję tą mocą wiedzy zainteresować kilka krakowskich wyższych uczelni. Trochę to nawiązuje, do Węgierskiego pytania o znaczenie uniwersytetu dla narodu, ale od jasnej strony mocy :)

    Sprawa jest na wczesnym etapie, więc nie wypada mi teraz o niej więcej pisać. Ale gdyby był Pan zainteresowany bezpośrednią współpracą, proszę o informację przez pocztę prywatną tego portalu.
  • @miarka 11:01:37
    Kieyś w szkole uczyło się wychowania. To chyba zanikło w latach dziewiędziesiątych z przyczyn odgórnych. Nagle nauczyciele dowiedzieli się, że nie wolno im wychowywać dzieci, bo od tego są rodzice, a oni mają tylko nauczać. A to przecież paranoja. Nie można tego oddzielić. Oczywiście na wychowanie wpływ nadrzędny powinni mieć rodzice, ale w szkole na każdym kroku występują zdarzenia, na które trzeba natychmiast reagować wychowawczo. Inaczej rodzice musieliby być bez przerwy w szkole.

    Kiedyś mówiło się, że szkolnictwo prywatne poradzi sobie ze wszystkimi bolączkami. Tylko, że w Polsce jest inaczej niż np. w Anglii, gdzie pójście do znanej prywatnej szkoły jest swego rodzaju nobilitacją. A u nas? Szkoła nie jest prywatna, bo podatnicy ją dotują, rodzice płacą. A wyniki nauczania? Nie wiem jak jest obecnie, ale przed paroma laty to szkoły publiczne miały o wiele lepsze wyniki w maturach niż prywatne. Poza tym jest coś takiego w tych szkołach: rodzic wymaga, to dziecko powinno mieć lepsze stopnie. A to, że nie umie? Są różni rodzice, są też rodzice rozczeniowi, którzy uważają, że oni wiedzą lepiej. Wywierają presję na nauczyciela w kwestii ocen, bo on wie lepiej jak oceniać daną pracę ucznia. Aby to wszystko doszło do względnej równowagi potrzeba paru pokoleń.

    Według mnie wiele zależy od nauczycieli, którzy uczą w danej szkole i od dyrekcji tej szkoły. Wtedy w jednej klasie można uczyć uczniów zdolnych i tych normalnych. Nie da rady podzielić klasy na więcej stopni trudności. Uczniowie jak chcą to chętnie chodzą na dodatkowe zajęcia. Jednak tutaj należałoby podjąć jakąś pracę czy uświadamianie rodzicom co jest dla ich dziecka dobre. Często jest tak, że dziecko chciałoby chodzić na dodatkowe zajęcia w swojej szkole, ale zwyczajnie na to nie ma czasu, bo rodzic obłożył je dodatkowymi zajęciami według swojego uznania. Często jest to realizacja niespełnionych marzeń jakie miał rodzic wobec swojej osoby.

    "Jeżeli rodzice nie będą krok przed dziećmi w przyswajaniu nowej wiedzy, zwłaszcza z internetu, publikatorów i kinematografii, czy dziełach kultury, w tym muzycznej, oraz modzie i reklamie; dopóki sami nie będą walczyli z demoralizacjami instalowanymi tam przez powiązaną z władzami patokrację , to będzie to znaczyło że rodzicami zostali przez pomyłkę, a teraz abdykują z wychowania swoich dzieci na ludzi.'

    Wydaje mi się, że dzisiejsi rodzice nie są nieobeznani z Internetem, z modą czy reklamą. Natomiast masz rację, że muszą sami walczyć z demoralizacjami.
  • @leoparda 18:20:48
    "Kieyś w szkole uczyło się wychowania. To chyba zanikło w latach dziewiędziesiątych z przyczyn odgórnych. Nagle nauczyciele dowiedzieli się, że nie wolno im wychowywać dzieci, bo od tego są rodzice, a oni mają tylko nauczać".

    Natura nie zna próżni. Nauczyciele zerwali kontakt i współpracę z rodzicami i wyłączyli się z wychowania. Zaczęło się więc antywychowanie - już przez wszelkie ciemne i wrogie dzieciom siły - ulica, moda, popkultura skrojona pod satanizację. Doszła seksedukacja głównie po to, żeby całe to antywychowanie faktycznie legalizować, wpajać dzieciom "prawa" i postawy roszczeniowe.


    "Wydaje mi się, że dzisiejsi rodzice nie są nieobeznani z Internetem, z modą czy reklamą. Natomiast masz rację, że muszą sami walczyć z demoralizacjami.".

    I stąd tylu lemingów między nimi, a zdemoralizowanych, znieprawionych i wynaturzonych dzieci wchodzących w dorosłość jako osoby zupełnie nieodpowiedzialne i niedojrzałe tak do pełnienia funkcji społecznych, jak rodzinnych.
    Stąd później częste żerowanie na rodzicach młodzieży zdolnej do pracy, stąd brak rodzin wielopokoleniowych i eutanazje osób starszych (na razie na Zachodzie, ale satanizm się szybko rozprzestrzenia).

    Oczywiście że wiem, iż rodzice "są nieobeznani z Internetem, z modą czy reklamą". Wielu tu zostało w tyle za dziećmi, a nawet nie ma o tych sprawach pojęcia technicznego ani sprzętu czy wolnych pieniędzy na niego, a co mowa zrozumienia zagrożeń płynących dla dzieci czy z inernetu czy z życia publicznego.

    Tu jest pilnie konieczny społeczny ruch samokształceniowy - przede wszystkim rodzinny, sąsiedzki, czy parafialny.
    Nadto już się tu powinien formować potężny ruch narodowy korzystający z dobrowolnych wpłat tych, których na to stać, a którzy aktywnie nie uczestniczą w kształceniu potrzebujących, a także z możliwości skierowania do niego 1% podatków tych wszystkich którzy zechcą ten ruch wesprzeć.
  • @miarka 20:18:52
    Według mnie te wszystkie zmiany (wychowawcze) jakie były w oświacie nie wniosły nic dobrego. A te były narzucane przez kolejne rządy. Aby były jakieś tego wyniki to powinna być stabilizacja i stałe wzorce wymagań i zachowań. Wymagania powinny być przejrzyste. Mam tutaj na myśli wymagania wobec uczniów.
    Nadmierną nadopiekuńczością robi się krzywdę młodzieży. Bo ona wcale nie jest taka zła, umie być odpowiedzialna, tylko należy jej na to pozwolić.

    "Oczywiście że wiem, iż rodzice "są nieobeznani z Internetem, z modą czy reklamą". Wielu tu zostało w tyle za dziećmi, a nawet nie ma o tych sprawach pojęcia technicznego ani sprzętu czy wolnych pieniędzy na niego, a co mowa zrozumienia zagrożeń płynących dla dzieci czy z inernetu czy z życia publicznego."

    Kilkanaście lat temu mogłabym się z tym zgodzić. Teraz to się zmieniło. Większość dzieci nie interesuje "techniczna" strona komputerów, interesuje je rozrywka taka jak filmiki, gry, portale społecznościowe itp.
    Szkoła ma obowiązek mowić o zagrożeniach jakie czyhają na dzieci w Internecie czy to na lekcjach, a rodzicom na wywiadówkach. To, czy dalej będą na to uważać w domu to już ich sprawa.

    O jakim ruchu samokształceniowym piszesz? Mogłbyś to rozwinąć? A może napisałbyś o tym notkę, bo daleko odeszliśmy od tematu.
  • @leoparda 23:45:40
    "Według mnie te wszystkie zmiany (wychowawcze) jakie były w oświacie nie wniosły nic dobrego".

    Bo one nie po to były. Zaczęły sie w roku 1974 jak Gierek pożyczał pieniądze na Zachodzie. Już wtedy banksterstwo miało wredne plany wobec Polski. Oczywiście najgorsze przyszło po 1989 - i wciąż trwa stając się już antywychowaniem.


    "Nadmierną nadopiekuńczością robi się krzywdę młodzieży. Bo ona wcale nie jest taka zła, umie być odpowiedzialna, tylko należy jej na to pozwolić"

    Całe to antywychowanie zmierza do "wychowu", do pobłażliwości i toleracji, a zaspakajania roszczeń i "praw".
    Ja się obawiam, że tu pozwolenie na działania skutkujące odpowiedzialnością rzadko przyniosą dobre efekty, bo trwa demoralizująca presja otoczenia.
    Miedzumieć a być odpowiedzialną młodzież musi jeszcze chcieć - i to chcieć w warunkach silnej woli realizacji tej chęci - a to już oznacza silne morale. Ono nigdy takim nie będzie bez motywacji społecznej i porywających przykładów.
    Dopóki trwają patologie, to żeby iść naprzód z wychowaniem, najpierw trzeba się uwolnić od patologii.


    "Większość dzieci nie interesuje "techniczna" strona komputerów, interesuje je rozrywka taka jak filmiki, gry, portale społecznościowe itp."

    Antywychowanie zrobiło swoje. Dawniej młodzież chłonęła zainteresowania i pasje, miała marzenia, ale i wszystko wtedy zachęcało do rywalizacji o to by "być" nie tylko dobrym, ale i lepszym, mieć oparcie w konkrecie, w realu. Demoralizacja sprawiła że wystarczy "mieć". "Być" nie zamyka drogi do "mieć". "Być" to godność, być to honor, "być" to świadomość i rzeczywistości i siebie i innych. To poczucie tożsamości i celów. To chęć życia i budowy przyszłości. Gorzej że jak się już "ma" to nie widać motywacji do "być".
    Przyszły czasy łatwizny, to i skutkiem ich stało się poczucie "bycia posiadaczem" - a to już "mieć" - bardzo demoralizujące, bardzo materialistyczne i konsumpcjonistyczne, bardzo aspołeczne...

    I najgorsze w tym, że zwykle za przykładem rodziców. Rodzice nie dopilnowali... "Dzwonnik co dzwonić miał na trwogę, miał toastami ręce zajęte..."

    I nie ma innego wyjścia dla ratowania dzieci jak samokształcenie, czy wychowanie rodziców - a to już walka o ich remoralizację w pierwszym rzędzie. I nie trzeba tu specjalnej wiedzy o komputerze, tylko o zaszczepienie ich chęciami samokształcenia ustawicznego w oparciu o możliwości jakie daje internet. Oczywiście książki zawsze będą niezastąpione.


    Co do tego ruchu samokształceniowego, to chyba dość jasno wyraziłem jego ideę. Myślę że teraz to już się organizować a w trakcie działań dyskutować i dzielić się doświadczeniami.

    Tu konieczne jest porywanie innych konkretnym przykładem praktycznym, bo to zadanie bardzo trudne.
    "Łatwiej kogoś oszukać jak go przekonać że został oszukany". Tak samo i przekonać go, że coś źle robi zanim się nie sparzy, nie straci, czy go nie zaboli. - Na konkretnym przykładzie zaś jest to możliwe.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031