Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
151 postów 2261 komentarzy

Najpierw sprawiedliwość

miarka - ...nie przestajmy czcić świętości swoje I przechowywać ideałów czystość; Do nas należy dać im moc i zbroję, By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość. http://www.youtube.com/watch?v=1Tw0_BtJ3as

Żydzi a osąd drugiego człowieka

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Najpierw to przypomnienie paradoksu, że przeciwieństwem dla dobra jest zło, a przeciwieństwem dla zła jest inne zło.

Jeśli żyd chce zejść ze złej drogi, czyli się nawraca, ale nie na religię katolicką, religię Kościoła prawdziwie Chrystusowego, to jest właśnie w tej sytuacji, kiedy ze złej drogi wchodzi na inną złą drogę (nie mylić Kościoła Chrystusowego z modernistycznymi, a nawet satanistycznymi breweriami sporej części dzisiejszej hierarchii kościelnej i oszukanych wiernych, zwłaszcza tych zwiedzionych przez poprawność polityczną, i ekumenizm sprowadzony z pozycji idei do ideologii).

Dotyczy to nie tylko żyda. - Każdy człowiek wychodzący od własnej postawy zła, a nie mający rzeczywistej orientacji na dobro prawdziwe, dobro takie, jakim go widzi Bóg (Stwórca wszystkiego co dobre, Bóg kochający bezinteresownie) ma szansę trafić na dobrą drogę (dojść do dobra) z prawdopodobieństwem jeden do nieskończoności (1:∞ ), chyba że sama natura robi dany wybór ograniczonym do skończonej liczby możliwości i intencji.

To, że coś nie jest złem nie znaczy że jest dobrem. Jest tylko brakiem zła, ale nie dobrem. Tak i żyd, który przestał być złym żydem jeszcze się dobrym żydem nie stał. Między dobrem a złem nie ma punktu neutralnego. Zło jest brakiem dobra (dokładniej to dobra aktualnie potrzebnego lub nadmiarem dobra potrzebnego danej sytuacji), ale brak zła też jest złem.

Dobro i zło w naturze obok siebie nie występują, podobnie jak materia i antymateria. Cała natura, w tym natura człowieka zmierza do ustalenia nieprzekraczalnych granic dla ich separacji.

Po to mamy samoobronną funkcję nietolerancji, a za nią kolejną – nierównouprawniania.

Pierwsze grozi ich anihilacją i wyzwoleniem energii niszczącej otoczenie. Drugie grozi śmiercią ludzi i ich społeczności, włącznie z ich możliwościami ich zagłady również w wymiarze przyszłych pokoleń.

Dobro i zło to zawsze tylko alternatywa mentalna – typ wyboru: tego co jest realnością i drogą ku życiu i życiu wiecznemu, albo tego, co jest pożądaną wizją, ale naprawdę to tylko jej atrapą, iluzją, chciejstwem, magią, wodzikiem chęci przemożnych ludzkiej woli wyłączającą rozum, uczucia i duchowość, przez co maskującą faktyczną drogę ku samozatraceniu własnym, i śmierci swoich bliskich. Stanem nademocjonalizmu ukrytym za fasadą emocji uprawnionych, towarzyszących uczuciom. Wodzikiem w rękach diabła kłamcy lub satanisty manipulatora sprytnie ukrytych tak, że wodzony na pokuszenie idzie w niewiadome jak w dym pewny siebie, że realizuje swoją władzę i swoją sensownie ulokowaną wolną wolę.

Ciekawe zależności logiczne są i z nienawiścią. Nienawiść jest przeciwieństwem miłości. Nie nienawidzić człowieka to go kochać (jeśli nie móc mu dobrze czynić, to przynajmniej życzyć mu dobrze, a życzliwość to już forma miłości).

Być obojętnym to już nienawidzić, to już unicestwić w swoim sercu – bo możliwości, by „nienawidzić inaczej” i „kochać inaczej” sensu logicznego nie mają.

To też paradoks bardzo ważny, bo niezauważany. Za tym niezauważaniem stoi obłuda, typowa zwłaszcza dla faryzeuszów, żydów stawiających pewne interpretacje z Talmudu przed naukami Bożymi, czy ludzi opętanych ideologią prawnictwa i związaną z nią narracją rzeczywistości przez prawo prowadzą do wniosku przeciwnego. – Takiego mianowicie, że starczy nie robić nic złego aby wypełnić prawo, a robić więcej rzeczy dobrych jak złych żeby się uważać za człowieka sprawiedliwego (a na to konto nawet ukrywać przed ludźmi swoje złe czyny i nawet nie przyznawać się przed krzywdzonymi przez siebie do żadnej winy, nie naprawiać jej złych skutków itd.).

Takie „prawnicze” patrzenie na sprawiedliwość to oszustwo, bo to co najwyżej praworządność, a sprawiedliwość ma jeszcze swoje ludzkie służebności – idee, do których człowiek zmierza, a zmierza zawsze z innymi ludźmi, więc i sprawiedliwe relacje z nimi muszą być jego normalnością.

Takie „prawnicze” patrzenie na sprawiedliwość to obłuda prowadząca do zacierania w ludzkiej świadomości rozumienia tego co jest normalnym. A to bardzo ważne, żeby wiedzieć sprawiedliwość jest stanem ludzkiej normalności. Bardzo ważnym jest też żeby wiedzieć, że do cnót składających się na sprawiedliwość należą też zakorzenione w Bogu wiara nadzieja i miłość, z których najważniejszą jest miłość. Tak więc miłość, która jest łaską, więc nie może być nam nakazana i przez nikogo wymuszana, ma w sumie zmierzać do bycia wyrazem naszej sprawiedliwości i normalności. Stąd i człowiek normalny to człowiek zdolny do miłości – i to miłości tak przyjaciół, jak i nieprzyjaciół.

Tymczasem być obojętnym to być biernym wobec wokół dziejącego się zła, a więc i faktem dokonanym akceptować ten patologiczny stan rzeczy, a więc i pośrednio być po stronie tych co robią złe rzeczy.

Podsumowując ten fragment trzeba stwierdzić zwłaszcza, że każda w ogóle obojętność na ludzką krzywdę jest aktem nienawiści.

Co innego więc żydzi indywidualni, którzy jak najbardziej mogą być dobrymi ludźmi, to już za dobrego człowieka nie można uznawać nikogo ze społeczności, która na wszystkich, co do niej nie należą mówi „goje” i nie taktuje ich jak ludzi, a więc i nie jest wrażliwa na na dziejące się im krzywdy.

Za tym idzie i relatywizm moralny – samookłamywanie się tych niby „obojętnych”, oraz ich uzurpacja prawa do interpretacji wszystkiego takiej, aby było to jak najbardziej korzystne dla nich, czyli tworzenia faktycznych matrixów i narzucania innym jako obowiązującej tej swojej narracji rzeczywistości, przez co jak już im ulegną, to ich każdy wybór będzie zły.

Takimi typowymi z polityki przykładami matrixu jest prawo partii politycznych do tworzenia koalicji już po wyborach i realizację całkiem innego programu jak wspólna część ich programów, albo dopuszczenie na scenę polityczną partii których program jest sprzeczny z moralnością narodu w imieniu którego miałyby rządzić, czy też zgoda na nazywanie politycznymi koalicji połączonych ideologiami, albo z dążeniem do celów, które wiążą się z tym samym złem dla narodu które uwidaczniało się już w programach partii na etapie programów wyborczych, które przegrały, a teraz prze koalicję stają się jej programem wiodącym. W rezultacie bez względu na wynik wyborów, wyborcy będą krzywdzeni patologią której nie chcieli, a która w wyniku ich głosowania doszła do władzy. Na to, że pozostanie lojalną wobec narodu i uznającą jego władzę zwierzchnią nad sobą to już liczyć nie można. Przeciwnie – można się z jej strony spodziewać zdrad i terroryzmu dla podtrzymywania władzy, która wchodzi w niemoralność.

 

Poza tym osądu czy ktoś jest dobry, czy zły dokonujemy nie w ramach sądu ostatecznego, ale w celach pragmatycznych, bo życie przed nami. Sąd ostateczny to sąd sprawiedliwy dalekowzrocznie, a więc to nie tylko sprawiedliwość, czy prawość widziane same w sobie. To nawet więcej jak moralność, bo ta oznacza zdolność do przeżycia, współżycia i życia. Sąd ostateczny zaś ma nas kwalifikować jako zdolnych do życia wiecznego.

W szczególności w wyniku swoich osądów nie wolno nam nikomu przebaczać jego złych uczynków względem nas, które czyni, nawet gdy „nie wie co czyni”, lub zamierza czynić. Póki żyje. Wielu tu popełnia błąd, że wchodzi w kompetencje Pana Boga. Przez analogię dokładnie z tych samych względów nikogo nam nie wolno tolerować, czy równouprawniać.

Nie interesuje więc nas osąd sytuacji oczami osoby sądzonej w jej wolnej i świadomej woli, oraz jej rozróżnianie dobra i zła, ale oceniamy jej zdolność do wchodzenia w relacje z nami i ich sensowność z naszego punktu widzenia, z punktu widzenia sprawiedliwości, prawości (tu zwłaszcza bycie dobrym człowiekiem) i moralności – zawsze z takiego punktu widzenia jaki my zajmujemy.Gdyby był z nami zintegrowany, to i on by umiał patrzeć z naszego punktu widzenia (ale to już inna sprawa).

Tu my sądzimy, na nasz użytek, i to tylko nasza sprawa.

 

KOMENTARZE

  • Autor
    Ustosunkuję się do jednej tylko kwestii. Nie zgadzam się, że jeżeli się kogoś nie kocha, to sie go nienawidzi. Nienawiść to pejoratywne uczucie zawierające w sobie duży, negatywny emocjonalny ładunek. Zamiast kochać można mieć dla kogoś sympatię, lubić jego towarzystwo, darzyć go szacunkiem czy zainteresowaniem wynikłym z naszych potrzeb. Można czuć do kogoś niechęć, obojętność tj. nie czuć do niego nic ale dla własnego dobra dystansować się od osobnika bez żadnej nienawiści, zwyczajnie, pragmatycznie. Są ludzie, a nawet grupy ludzi, którzy albo przesadnie kogoś "kochają" a jak ten ktoś - w ich ocenie-podpadnie, to się nienawidzi. Podobnie bywa z rozwodzącymi się małżonkami. W Polsce do takich grup należą zdaje się Kurpie. No i chyba żydzi też to mają, bo stale ględzą o nienawiści do nich i o antysemityżmie. Ja tam ich nie nienawidzę ale też i nie kocham.
  • @wercia 22:58:36
    "Nie zgadzam się, że jeżeli się kogoś nie kocha, to sie go nienawidzi"...

    W tym temacie w notce napisałem:

    "Ciekawe zależności logiczne są i z nienawiścią. Nienawiść jest przeciwieństwem miłości. Nie nienawidzić człowieka to go kochać (jeśli nie móc mu dobrze czynić, to przynajmniej życzyć mu dobrze, a życzliwość to już forma miłości).

    Być obojętnym to już nienawidzić, to już unicestwić w swoim sercu – bo możliwości, by „nienawidzić inaczej” i „kochać inaczej” sensu logicznego nie mają".

    Temat rozważałem więc na poziomie logiki. Poprzedzały go paradoksy dotyczące dobra i zła:
    "To, że coś nie jest złem nie znaczy że jest dobrem. Jest tylko brakiem zła, ale nie dobrem".
    "Między dobrem a złem nie ma punktu neutralnego. Zło jest brakiem dobra (dokładniej to dobra aktualnie potrzebnego lub nadmiarem dobra potrzebnego danej sytuacji), ale brak zła też jest złem".
    "przeciwieństwem dla dobra jest zło, a przeciwieństwem dla zła jest inne zło".

    Pisałem też że "Dobro i zło to zawsze tylko alternatywa mentalna".
    Tak samo alternatywą mentalną są dla siebie miłość i nienawiść. One nie występują w tej samej raczywistości - w tym samym samym czasie i miejscu i odnośnie tych samych obiektów.

    Tak samo jak w kwestii dobra i zła nie ma między nimi punktu neutralnego.
    Takim narzucającym się "zdrowemu rozsądkowi" punktem neutralnym między miłością a nienawiścią jest obojętność.

    Z przedstawionych przeze mnie argumentów logicznych wynika że obojętność jest już nienawiścią.

    Obawiam się że i ja nie znajdę tu zdroworążsądkowego wytłumaczenia tego paradoksu, ale kłócić się z logiką to jak kopać się z koniem.


    Niemniej jednak sprobuję głośno pomyśleć. Jeżeli uznać, że kochać to robić komuś dobrze, a nienawidzić to robić mu coś złego, to czy swoją obojętnością na grożącą mu krzywdę, nie czynię źle?
    Przecież mamy biblijną mądrość: "Kto zaś może dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy"! (Jk 4,17).


    Piszesz: "Nie zgadzam się, że jeżeli się kogoś nie kocha, to sie go nienawidzi".

    a ja piszę: "Tak samo alternatywą mentalną są dla siebie miłość i nienawiść. One nie występują w tej samej raczywistości - w tym samym samym czasie i miejscu i odnośnie tych samych obiektów".

    Masz tu więc jeszcze kryterium tego samego czasu i miejsca.

    Może to wystarczy, żebyś się czuła uprawniona do swojego myślenia? :-)
  • @miarka 00:49:36
    Kryterium czasu i miejsca powoduje, że im bliżej jesteśmy drugiej osoby, tym łatwiej miłości przejść w nienawiść.

    Bo czasoprzestrzeń wprowadza kryterium tajemnicy poznania.
    Którą kiedyś naruszyła Ewa.
  • @Andrzej Madej 05:14:09
    O ile nie zaczniemy sobie lojalnie pomagać w ochronie cyfrowych tajemnic, będziemy goli jak święci tureccy w bliskich spotkaniach z wężami.

    I lojalność i solidarność wymagają pokory wobec słabości. Wymagają dobrego rozwiązywania dylematu Judasza.

    Cyfrowy świat wymaga mocnych sumień.
  • @miarka 00:49:36
    "..ale kłócić się z logiką, to jak kopać się z koniem"
    W tym sęk, że emocji i uczuć nie da się zwykle logicznie oceniać.
  • @Andrzej Madej 05:14:09
    Blisko związaną z tą notką jest moja następna notka:
    http://miarka.neon24pl.neon24.pl/post/140080,z-kim-mozemy-ukladac-swoje-konstruktywne-relacje
    ... a w nej, zaraz na początku jest wyjaśnienie:
    "Miłość zawsze stawia wymagania, których spełnienie prowadzi do przemiany życia".

    W skrócie: my wymagamy, ktoś nie spełnia wymagań, to się na niego złościmy. Nawet tym bardziej się złościmy, im bardziej widzimy, że to, co powinien zrobić jest dla niego dobre. Zależy nam.
    Im bardziej kogoś kochamy, tym bardziej nam na nim zależy, tym bardziej dalekowzrocznie patrzymy na jego dobro, a tym mniej patrzymy na jego przejściowe przyjemności, nieprzyjemności, czy nawet cierpienia - widzimy już jego przyszłą radość i jego dobro większe i trwalsze.

    Oczywiście między normalnymi ludźmi nienawiść nigdy nie spowoduje im nieodwracalnej krzywdy, a jak już sprawa minie, to wyrządzona im krzywda zostanie solidnie osłodzona :-).

    Przecież nasza nienawiść sięga i miłości rodziców, a tych, to na pewno nie chcielibyśmy skrzywdzić. Tymczasem sam Jezus mówi, że w sytuacji wyboru między wolą Bożą, a wolą naszych rodziców mamy iść za wolą Bożą i to tak jednoznacznie, że aż po nienawiść rodziców. (Lk 14, 26 «Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści5 swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. )

    I odwrotnie: w tej nienawiści bijemy kochaną osobę "po łapach", czy "po tyłku" żeby ją powstrzymać przed robieniem źle ("po tyłku" to już po fakcie, a więc aby powstrzymać ją przed robieniem jeszcze raz tak żle jak przed chwilą, więc żeby zapamiętała naukę).

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930