Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
171 postów 2463 komentarze

Najpierw sprawiedliwość

miarka - ...nie przestajmy czcić świętości swoje I przechowywać ideałów czystość; Do nas należy dać im moc i zbroję, By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość. http://www.youtube.com/watch?v=1Tw0_BtJ3as

Państwo prawa fasadowego

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Państwo prawa fasadowego pochodzi od wyniesienia prawa do rangi wartości samej w sobie przez narzuconą nam mocą zdradzieckiej i faktycznie uzurpatorskiej władzy ideologii prawnictwa, i ma swoją pochodną w funkcjonującej już demokracji fasadowej.

Państwo prawa fasadowego to państwo bezprawia. To państwo bezkarności wszelkich już patologii, bezkarności wszelkich bestii (choć w ludzkiej skórze to już nie funkcjonujących jako ludzie, a faktycznie jako dzikie bestie kierujące się własnymi żądzami) odbierających ludziom ich godność i człowieczeństwo.

Państwo prawa fasadowego to państwo tworzenia pozorów ładu życia publicznego. Ład życia publicznego w państwie ze swojej natury musi być moralnym, zakorzenionym w wolnej, suwerennej woli Narodu Polskiego w państwie Polskim. Państwie, które jest jego niezbywalną własnością i dobrem wspólnym.

 

Bloger kula Lis opublikował na moim blogu ważną w tym temacie informację: bogaci ludzie terroryzują dziennikarzy, aby ci nie interesowali się prowadzonymi w sferze ładu publicznego państwa interesami ich rodziny.

Ponieważ to bardzo dobry przykład na budowę patologicznego stanu państwa bezprawia przytaczam jego tekst w całości:

„BEZCZELNOŚĆ MŁODYCH KULCZYKÓW! CZYLI DZIECI MILIARDERA POZYWAJĄ DZIENNIKARZY GAZETY FINANSOWEJ .

Sebastian i Dominika Kulczykowie, spadkobiercy najbogatszego Polaka, pozwali w ostatnich miesiącach „Gazetę Finansową” i jej dziennikarzy, bagatela, dwa razy po 300 tys. zł. Chodziło o publikacje, więcej niż niewinne, bo opisujące fakty i przypominające karierę i sposób zarobienia ogromnych pieniędzy przez seniora rodu.

Alternatywa, którą nam dano, nie była dolegliwa. Mieliśmy napisać drobne „przepraszam” i przestać pisać o interesach Doktora. Ponieważ, mówiąc językiem młodzieżowym, spuściliśmy oficjalnych (i nieoficjalnych) wysłanników młodych Kulczyków „na drzewo”, to ci odpowiedzieli pozwami, które mogą mieć tylko jeden cel – zastraszenie dziennikarzy. Po jednej stronie stoją bowiem nieograniczone, liczone w miliardach złotych, zasoby tej familii, po drugiej - nieduże wydawnictwo.
Taktyka brutalnej siły, którą doradził ktoś młodym Kulczykom, nie na wszystkich jednak działa. Osobiście rozumiem dyskomfort dzieci Jana Kulczyka, że nie chcą, aby ktoś im przypominał, jak dorobił się ojciec. Wciąż jednak prawo ludzi do zapoznania się z tą wiedzą jest większym prawem niż ich do tego, aby nikt im nie psuł wizerunku ojca. Brutalna prawda jest taka, że Jan Kulczyk nie był żadnym przedsiębiorcą. Miliardy zarobił na interesach zrobionych z państwem, dzięki państwu, a także takich, które w dużej części szkodziły Polsce i wszystkim jej obywatelom. Tak było, gdy na początku lat 90. za bezcen kupował od państwa browary Lech, dlatego że był polskim biznesmenem, a chwilę później opychał akcje ze znacznym zyskiem zagranicznemu inwestorowi. To co, państwo nie mogło samo sprzedać? Mogło, ale wówczas nie zarobiłby dr Kulczyk i jego przyjaciele. Podobnie było także w sztandarowej „prywatyzacji” pod okiem Doktora – sprzedaży państwowego monopolisty TP SA państwowej firmie francuskiej. No i pytanie, po co rząd polski potrzebował Kulczyka, aby sprzedać monopolistę rządowi Francji? Odpowiedź jest jasna: bo ktoś chciał zarobić. Młodzi Kulczykowie zapadli na specyficzną chorobę. Uznali, że posiadany majątek i pozycja dają im prawo i możliwości wymuszenia milczenia na swój temat. Kuracja i sprowadzenie na ziemię będą więc bolesne. W bieżącym wydaniu „Gazety Finansowej” publikujemy tekst o interesach rodziny Kulczyków, dotyczących morskich farm wiatrowych, a to dopiero początek. Ze wszystkich nauk dr. Kulczyka jego dzieci nie przyswoiły sobie najważniejszej: doktor Jan mawiał, że duże pieniądze lubią spokój, a wielkie – ciszę. {https://warszawskagazeta.pl/kraj/item/5099-bezczelnosc-mlodych-kulczykow-czyli-dzieci-miliardera-pozywaja-dziennikarzy-gazety-finansowej


Widać, że pieniądze młodych co prawda ludzi, ale w istocie już "starych bestii" ideologii prawnictwa (w znaczeniu "prawo jest bogiem", a że pieniądz jest formą prawa, to i "pieniądz jest bogiem", "ingerują ręcznie" w manipulowanie system prawa, narzucają jego własną interpretację dla ich przypadku taką aby mogli uzyskiwać maksimum własnych korzyści i patologicznego własnego spokoju tam, gdzie wchodzi w rachubę dobro publiczne w państwie.

Warto zwrócić uwagę, że to nie jest korupcja ani materialna, ani polityczna.

To jej nowa forma. - Korupcja przez zastraszenie. Korupcja z terroryzmem w tle. Ci, co mają "im załatwić sprawę" korzyści z tego nie mają.
Gorzej - oni chyba nawet tylko chcąc utrzymać się na stanowiskach nie mogą się bezkarnie wywinąć od dalszego psucia nie tylko stanu sprawiedliwości i praworządności, ale i demokracji i ładu życia publicznego.

Tak jest bo, bo ten stan "ładu życia publicznego", który te bestie tworzą, to stan wyniesienia prawa z pozycji jego służby na rzecz sprawiedliwości (a w okolicznościach już istniejącej i respektowanej w naszym patologicznym systemie demokracji fasadowej (w którym zza fasady sprawowane są rządy faktyczne; zza fasady, czyli i spoza zasad demokracji, prawa i sprawiedliwości) do rangi służby "prawu fasadowemu".


To "prawo fasadowe jest już skutkiem narzucanej społeczeństwu przez system uzurpatorskiej władzy nad nim jako obowiązującej ideologii prawnictwa, ideologii w której to "prawo ręcznie sterowane" wyniesionym zostaje do rangi religii.
Religii w której to oni (z racji ilości posiadanych pieniędzy (one tu nabierają funkcji prawodawcy i suwerena zarazem)) są w randze bogów. Znaczy - pogańskich bożków którym trzeba służyć (często niewolniczo), a ich żadne zasady nie obowiązują - ani co do praw, ani reguł sprawiedliwości, czy prawości, ani nawet moralności, czy człowieczeństwa.
Pogańskie bożki zwykle bywają dobre lub złe według swojego uznania. Za tym idzie i dążenie młodych bożków do bezkarności pod każdym względem.

Kulczykowe chcą narzucenia Polsce systemu panującego pogaństwa, w którym to oni będą powszechnie uznanymi i szanowanymi, i to już bożkami, a więc i sprowadzenia Polski do roli "państwa prawa fasadowego", a faktycznego państwa bezprawia.

Tu żadne fortuny posiadaczy dóbr nie przekładają się na ich wpływ na ich władzę, na prawo państwowe, na władzę nad treścią przekazu medialnego kierowaną na rynek medialny państwa. - Rynek również będący własnością niezbywalną i dobrem wspólnym narodu.

Próby zmiany tego stanu rzeczy m.in. przez Kulczyków to groźna patologia patologia której przezwyciężenie wymaga przede wszystkim sądów nie tyle sprawiedliwych, co moralnych, bo mocno wkracza w dziedzinę moralności.

Zwykły wymiar sprawiedliwości to sądy sprawiedliwe, a sędziowie moralni.

W państwie, gdzie tacy Kulczykowie mogą sobie bezkarnie pozwalać na takie rzeczy na jakie sobie publicznie pozwalają, a w szczególności na terroryzowanie dziennikarzy działających w dobrze pojętym interesie społecznym i dla trwania państwa, sędziowie którzy na to przyzwalają już muszą być ludźmi zdemoralizowanymi, a więc mandatu społecznego do sprawowania swojej władzy sądzenia nie mają.

Taki mandat mogą mieć tylko sędziowie działający w imieniu narodu, narodu właścielskiego państwa i jego dóbr wspólnych, który kieruje się jako całość moralnością „z najwyższej półki”.

 

Ten stan instalacji patologi w życiu publicznym państwa przez takich przykładowych Kulczyków nam jako ogółowi obywateli państwa otwiera drogę do działań społecznych na rzecz przywrócenia rzeczywistego państwa prawa – a takim jest tylko prawo oparte o moralny ład życia publicznego w państwie. - Zarazem gdyby miały z tym być trudności, to i wezwania wojska na pomoc, włącznie z sądami polowymi nad zdemoralizowanymi sędziami i władzami państwowymi politycznymi, bo wojsko jest ponad wszelką władzą w sytuacjach kiedy zagrożony jest byt państwowości - również od strony wewnętrznej.

KOMENTARZE

  • @
    Rozpocznę dyskusję od pytań:

    - Jak by rozwiązało sprawę Kulczyków państwo PO, a czego się tu można spodziewać po PiS? Przecież PiS jest atakowany przez "ulicę i zagranicę" za nie bycie państwem prawa.

    - Czy rzeczywiście tak jest i Państwo stanie po stronie Kulczyków, czy też okaże się że chce być rzetelnym państwem prawa, a więc prawa opartego o moralny ład życia publicznego w państwie i da Kulczykom potężną nauczkę na skalę ich majątku użytego tu w tle do celów przestępczych i to w randze zbrodni antypaństwowej i antynarodowej?
  • @miarka 19:09:46
    No właśnie, wcześniej czy póżniej musi być rozliczona tzw. ,,prywatyzacja" majątku narodowego, wypracowanego przez cały Naród w okresie PRL i od tego PIS powinien zacząć. Każdy magazynier przejmujący magazyn po byłym magazynierze robi dokładną inwentaryzacje majątku w magazynie, tak samo z całym magazynem majątku polskiego po PRL-u.
    Kulczyk był tylko słupem, dobrze opłacanym przez tych co inkasowali pod stołem jeszcze większe apanaże np; Alicja Kornasiewicz, służby specjalne tzw. ,,nasze" oraz obcych państw jak mossad, BND, CIA.
    W Polsce dokonano rozbiorów ekonomicznych w ciągu 30 lat i one trwają nadal, ale bardzo sprytnie są realizowane.
    Obsrane słowo ,,prywatyzacja" zastąpiono repolonizacja, czego skandalicznym przykładem tzw. repolonizacji jest PKO BP, PZU, Alior Bank czy fundusz ,,Mars". To mld wypłynely z Polski na konta mafii.
    Czy zapożyczanie Polski i nowo narodzonych polaków w światowych mafijnych funduszach finansowych to nie jest działaniem skrajnie antypolskim?
    PIS nie chce żadnej prawdy o mechanizmach rozbiorów Polski, ponieważ większosć ludzi PIS w tych rozbiorach odgrywało kluczowe decyzje, ci ludzie obecnie są na bardzo odpowiedzialnych stanowiskach jak np; NBP.
    Ci co tak krzyczeli swego czasu o ,,złodziejskiej prywatyzacji" dzisiaj siedzą w ławach poselskich i klepią antypolskie ustawy czego negatywnym przykładem jest J. Szewczak.
    Media pisowskie milczą o ,,złodziejskiej prywatyzacji", co dzień durnotami odwracają uwagę naiwnych wyborców pisowskich.
    Ogromnym beneficjentem majątku narodowego jest fundacja J. Kaczyńskiego FPS, co woła o pomstę do nieba. Za uwłaszczenie Kaczyńskiego nikt mordy nie drze.
    Na prywatyzacji TP SA Polski budżet mógł stracić nawet 40 mld zł.
    Dużo wie o tej prywatyzacji Andrzej Chronowski były MSP za czasów AjWajEs-u czyli obecnego POPIS-u
    To był deel, wtedy ludzie Kaczynskiego i Kwasa, Belki prywatyzowali PZU a Blacerowicza TP SA, straty z tego tytułu mogą sięgać nawet 100 mld zł.
    Ach szkoda nerw na nich.
  • @Wrzodak Z. 22:02:03
    "No właśnie, wcześniej czy póżniej musi być rozliczona tzw. ,,prywatyzacja" majątku narodowego, wypracowanego przez cały Naród w okresie PRL i od tego PIS powinien zacząć. Każdy magazynier przejmujący magazyn po byłym magazynierze robi dokładną inwentaryzacje majątku w magazynie, tak samo z całym magazynem majątku polskiego po PRL-u".

    No właśnie. Za kulą Lisem:
    "na początku lat 90. za bezcen kupował od państwa browary Lech, dlatego że był polskim biznesmenem, a chwilę później opychał akcje ze znacznym zyskiem zagranicznemu inwestorowi. To co, państwo nie mogło samo sprzedać? Mogło, ale wówczas nie zarobiłby dr Kulczyk i jego przyjaciele".

    Miało w kraju zostać, to by było normalne, zwłaszcza gdyby, co oczywiste, pieniądze z tej tansakcji zasiliły potrzebną dla uzyskania konkurencyjności na rynkach światowych reorganizację innych podmiotów gospodarczych.

    A tak nastąpiła zdrada wołająca o pomstę do nieba. To co dla nas było tak ważne, budujące naszą przyszłość zaczęło od razu pracować na wrogą konkurencję i pasożytów, korupcją i bezkarnością psuć państwo, mnożyć patologie, mnożyć dalsze bezkarne patologie.
    To wszystko nie tylko że bezkarnym pozostać nie może, ale wszystko co zepsute musi być naprawionym.
    Czy tu się obejdzie bez sądów polowych nad sędziami i politykami w to zaangażowanymi?


    "Obsrane słowo ,,prywatyzacja" zastąpiono repolonizacja, czego skandalicznym przykładem tzw. repolonizacji jest PKO BP, PZU, Alior Bank czy fundusz ,,Mars". To mld wypłynely z Polski na konta mafii.
    Czy zapożyczanie Polski i nowo narodzonych polaków w światowych mafijnych funduszach finansowych to nie jest działaniem skrajnie antypolskim?"

    Jasne. Flaki się wywracają, kiedy o tym myśleć. Tu przecież nie chodzi tylko o nierozliczone zaszłości, ale to trwa
    - i dalej psuje politykę w tym prawo czyni fasadowym, czy go w tym patologicznym stanie umacnia
    - i dalej psuje sprawiedliwość, w tym demokrację czyni fasadową, czy ją w tym patologicznym stanie umacnia
  • @miarka 22:45:54
    Tylko to ze dano osoba prywatnym prawo do tworzenia pieniedzy zasluguje na kare bo umozliwia przejmowanie wartosci produktow i uslug produkowanych w tym panstwie.
    Bez zmiany prywatnej wlasnosci bankow na panstwowe zadna zmiana systemowa nie bedzie mozliwa bo umozliwia to "zgodnie z prawem "przejmowanie majatku tego panstwa i wplywanie na stanowienie prawa i wykladnie tego prawa przez lobbing bankowy.
  • @mac 06:45:23
    "Tylko to ze dano osoba prywatnym prawo do tworzenia pieniedzy zasluguje na kare bo umozliwia przejmowanie wartosci produktow i uslug produkowanych w tym panstwie".

    I tak i nie. To samo może być kiedy emitentem jest państwo.
    Jak napisałem w tekście pieniądz jest formą prawa. Jest prawem do dokonania zakupu potrzebnych dóbr w zamian za spełniony, umówiony obowiązek przez tego, kto wykonał daną pracę w zamian za którą otrzymał umówiony pieniądz.
    Pieniądz to tylko ekwiwalent za wykonaną pracę.

    Stawiam tutaj tezę, że powinno być obojętne, czy wytwórca pieniądza będzie osobą prywatną, czy państwem. Temat jednak rozwinę w oddzielnej notce.
  • Niestety
    W internecie drastycznie spadła liczba komentarzy wybitnych: publicystów, politologów i ekonomistów. Zaczęła się bowiem szkoła.
  • @wujal 11:29:50
    Nie ma się co za bardzo cieszyć. - Tak jak chwasty są odporne na środki stosowane do ich zwalczania, tak i oni na wiedzę, że o logicznym myśleniu nie wspomnę :-).
  • A to jest ostatecznym celem FASADOWEGO ,,panstwa prawa,,
    ZA POMOCA ZASTRZYKOW ,ZYWIENIA I SYSTEMU ZAKAZOW I NAKAZOW STWORZYMY TYP CZLOWIEKA NIEZDOLNEGO DO OPORU PRZECIW WLADZY- BERTRANT RASSEL

    [slowem jekie to normalne i nowoczesne miec najnowszego smartfona- kupieni za kolorowe koraliki ]


    ,,Cyfrowe niewolnictwo w cywilizacji cyfrowej,,,

    Najnowsze zachodnie technologie kontroli nad człowiekiem grożą przekształceniem społeczeństwa w cyfrowy obóz koncentracyjny.

    Z każdą sekundą ludzie stają się coraz mniej wolni. Dawno już minęły czasy, kiedy życie prywatne było swego rodzaju tabu. Słynne angielskie wyrażenie „Mój dom – moja twierdza” utraciło swoje znaczenie. Całe nasze życie począwszy od pracy, ulicy, restauracji, teatru do naszej sypialni jest teraz pod kontrolą. Nigdzie nie możemy uciec od milionów kamer i urządzeń, które rejestrują i wysyłają informacje o nas do ogromnych centrów, gdzie na każdego człowieka czeka oddzielny „tatuś”, czekający na swój czas. Już nas nie dziwi, że całą dobę śledzą nas nasze własne gadżety oraz urządzenia domowe, począwszy od telewizorów i tosterów a kończąc na radio-opiekunce i żarówce. Przyzwyczailiśmy się do nowej rzeczywistości.

    Mało kto z ludzi zastanawia się, po co to jest. Komu i w jakim celu potrzebne jest tworzenie i przechowywanie tej ogromnej masy informacji o prostym zwykłym człowieku, od którego nic nie zależy? Czasem nam tłumaczą, że jest to konieczne w celu uzupełnienia, aby do konkretnej osoby dochodziła informacja o towarach, usługach i nowościach, żeby nikt nie utonął w morzu nie potrzebnych mu informacji. Jest to częściowo prawda. Ten biznes zajmuje znaczny segment w gospodarce cyfrowej. Jednak główny cel jest inny.

    Jak pisałem w artykule „Europejska apokalipsa: ludobójstwo Europejczyków i podziemne miasta dla islamistów”, obecnie ma miejsce proces tworzenia nowego społeczeństwa, składającego się z ludzi średniej rasy i karnacji (egipski typ), średniego wyznania, średniej płci, ale pod kierownictwem „wyższej rasy” – kreatywnych i mądrych Żydów, na których asymilacja nie będzie miała najmniejszego wpływu. Celem obecnej inwazji migrantów na Europę jest ludobójstwo i oczyszczenie fenotypu narodów europejskich (kodu genetycznego różnych narodowości). Metody tego osiągnięcia – przymusowe pomieszanie ras w drodze przemocy, ucisku, rzezi, terroru i totalitaryzmu. Naturalnie, większość ludzi będzie opierać się takim zmianom, i aby osiągnąć pełną kontrolę nad ludźmi, zrobić z nich posłuszne stado, posłusznie podporządkowujące się komendom, potrzebna jest pełna informacja, nie tylko o tym co robią, ale również co myślą. Na to kierowany jest teraz cały proces technologiczny.

    ***

    Jaskrawym przykładem naruszenia prywatności i zbierania informacji osobowych jest fakt, że zgodnie z Deutsche Welle w miesiącu czerwcu, rząd niemiecki uchwalił ustawę o rozszerzeniu uprawnień policji i możliwości otwierania urządzeń należących do wszystkich ludzi podejrzanych o działalności przestępczą, nie tylko tych, którzy są podejrzani o dokonanie przestępstw terrorystycznych. Nowa wersja oprogramowania do przekazywania zdalnych komunikacji Niemiec (RCIS) będzie gotowa do użytku do końca tego roku. W przeciwieństwie do pierwszej wersji, RCI 2.0 nie ogranicza się ona do nadzoru pulpitu, a może być stosowany w urządzeniach mobilnych z systemem Android, iOS i Blackberry. Omija szyfrowanie wbudowane w usługi takie jak WhatsApp i Telegram, włamuje się sama do komórek i czyta wiadomości „ze źródła”, z ekranów użytkowników.

    Opublikowany dokument ujawnia, że służby bezpieczeństwa Niemiec opracowały oprogramowanie FinSpy do obserwacji, robiąc jego kopię w przypadku gdy system RCIS zostanie opublikowany lub skompromitowany. Sam program może wykraczać poza to, co jest obecnie dozwolone przez prawo niemieckie. Część FinFisher opracowanego przez Gamma International w Monachium, pozwala zdalnie rejestrować wszystkie połączenia i wiadomości w telefonie – zarówno wiadomości SMS, jak i inne usługi tekstowe, jak również włączać mikrofon i kamerę, znajdować i śledzić urządzenie w czasie rzeczywistym.

    Co ciekawie, RCIS 2.0 był w fazie opracowywania od początku 2016 r, na długo zanim pojawiły się propozycje opracowania do niego prawa. Innymi słowy, siły bezpieczeństwa wywierają nacisk na legitymację technologii, którą już rozwijają. Najpierw rozwijają technologię, a następnie próbują ją zalegalizować. Fakt ten dowodzi, że bezpieczeństwo nie jest głównym czynnikiem przy przyjmowaniu takich praw. Technologie są opracowywane do innych celów. Według Edina Omanovica z brytyjskiej organizacji pozarządowej Privacy International, podobne przepisy w najbliższym czasie zostaną podjęte również w innych krajach – wielkiej Brytanii, Austrii, Włoszech, Francji. Teraz kraje te angażują się w hackerstwo, ale jeszcze nie zalegalizowały takich działań. Omanovic przytacza również fakty dotyczące nadużyć takich technologii, jak w przypadku nadzoru FinSpy nad atakami na obrońców praw człowieka i prawników w Bahrajnie. Ponadto, podobne technologie są komercyjnymi projektami i mogą trafić w ręce każdego, kto jest w stanie za nie zapłacić.

    Oprócz tych technologii, według The Associated Press, władze niemieckie rozpoczęły półroczny test technologii automatycznego rozpoznawania twarzy na dworcu kolejowym w Berlinie. Znalazło się nawet 200 ochotników, którzy zgodzili się wziąć udział w teście, a którego legalność wywołuje ogromne wątpliwości u obrońców praw człowieka i prawników. Ulrich Schellenberg, szef niemieckiego stowarzyszenia adwokackiego, powiedział: „Nie wszystko, co jest technicznie możliwe, możemy wprowadzić do społeczeństwa”. I to jest najbardziej delikatny komentarz.Ale prawdziwą i pełną kontrolę nad człowiekiem w czasie rzeczywistym można uzyskać tylko poprzez jego zachipowanie – wszczepienie do organizmu chipa zdolnego do wykonywania szerokiego zakresu działań, począwszy od identyfikacji a kończąc na śledzeniu. Wiele firm zaczęło masową chipizację swoich pracowników. Szwecja, Belgia, Czechy znajdują się w awangardzie tego procesu. Inżynier oprogramowania Sutra Bengtson powiedziała, że w ciągu 10 lat chipowanie będzie zwykłym procesem, a ludzie bez wszczepionych chipów będą wyrzutkami.

    W Stanach Zjednoczonych chipowanie ma już masowy charakter. Ogromna liczba kompanii i firm pod groźbą zwolnienia wszczepia chipy swoim pracownikom. Chipowaniem pracowników zajmują się tacy giganci, jak „Federal Express”, „General Electric”, IBM, Microsoft i inni. Dowódca US Navy powiedział, że będzie implantować chipy u wszystkich wojskowych. USA Today mówi, że w przeciągu kilku lat wszyscy Amerykanie będą zachipowani na zasadzie obowiązkowej, co wywołuje jedynie protesty niektórych organizacji chrześcijańskich, które w sieciach społecznościowych prowadzą kampanię na rzecz bojkotu chipowania.

    * * *

    Ale powszechna chipizacja nie jest szczytem kontroli nad ludźmi. Jak donosi gazeta ANTIMEDIA, rząd Stanów Zjednoczonych jest na krawędzi stworzenia technologii czytania w myśli. Używając inteligentnego algorytmu, operator może dowiedzieć się o czym myśli dana osoba, a nawet o jego konkretnej intencji. Po skanowaniu mózgu badanego naukowcy byli w stanie przewidzieć jego ostateczne plany, oparte tylko na danych jego mózgu. Badania te planuje się przede wszystkim wykorzystać w amerykańskim systemie sprawiedliwości.

    Co ciekawe, podobne badania przeprowadziło CIA w 1955 roku. Biorąc pod uwagę już przyjęte prawo w USA o dopuszczalności masowej inwigilacji obywateli, gromadzeniu i przechowywaniu danych osobowych, kodyfikacji prawa amerykańskich sił zbrojnych do zatrzymywania obywateli USA na czas nieokreślony, bez procesu i wniosku o praktykach odrzucenia przez Senat dowolnych sprawozdań z tortur zatrzymanych, metoda czytania w myślach pozwoli rządowi USA na kontrolę któregokolwiek z obywateli i karanie go za jego myśli na mocy wyprowadzonego oprogramowania komputerowego.

    Ludzkość zbliża się do progu swojego całkowitego sformatowania i podziału na w pełni kontrolowane i zarządzane stado i małą grupę elit, która będzie kierować tym stadem.

    Epoka cyfrowa zamiast dobrobytu w rzeczywistości przynosi ludzkości cyfrowe niewolnictwo z pełną utratą osobowości każdego przeciętnego członka społeczeństwa. A wszyscy nie zgadzający się zostaną zgładzeni w najbardziej barbarzyński sposób bez najmniejszych szans.

    Nasza Ziemia, wraz z nowoczesnym rozwojem technologii wydaje się tak mała, że po prostu niemożliwe jest na niej znalezienie miejsca na schronienie i spokojne życie. Pod hasłami demokracji i praw człowieka ludzkie społeczeństwo wchodzi w ostatnie stadium swojego rozwoju – cyfrowy obóz koncentracyjny.

    Aleksandr Nikiszyn

    calosc na treborok wordpres .com. polecam komentarze i wskazane tam linki do opracowan
  • @miarka 19:09:46
    http://niewygodne.info.pl/miejsca/warszawa-palac-n-i-k-self-550.jpg Sędzia, który orzekał w/s Poznańskiej 14, to ten sam, który zatwierdzał kuratorów do Twardej 8 i 10 oraz Siennej 29. Przypadek? W sprawie afery reprywatyzacyjnej wypływają coraz ciekawsze informacje. Okazało się, że sędzia, który wydał postanowienie spadkowe w/s kamienicy przy ul. Poznańskiej 14 (domniemany spadkobierca odsprzedał uzyskany w ten sposób spadek handlarzowi roszczeń) to ten sam, który zgodził się na kuratorów dla nieruchomości położonych przy ul. Twardej 8 i 10 (Gimnazjum nr 42) oraz Siennej 29. Przypadek? Zbieg okoliczności? A może sprawa pokazuje, że w proceder umoczeni byli nie tylko obrotni adwokaci czy urzędnicy stołecznego ratusza lecz także przedstawiciele władzy sądowniczej? Przypomnijmy, że prawa do kamienicy przy ul. Poznańskiej 14 w 2013 r. odzyskał orzeczeniem sądowym domniemany spadkobierca przedwojennych właścicieli, którego reprezentował adwokat Robert N. (dziś ciążą na nim prokuratorskie zarzuty w związku z aferą reprywatyzacyjną). Po tym jak sąd ustanowił go prawnym spadkobiercą, urzędnicy Miasta St. Warszawy przekazali mu nieruchomość w 99-letnie użytkowanie wieczyste, a ten kilka miesięcy później sprzedał prawa do spadku mec. Andrzejowi N. i Januszowi P. - słynnym w Warszawie handlarzom roszczeń, którzy z olbrzymim zyskiem sprzedali kamienicę prywatnej spółce. Dopiero w sierpniu 2017 r. urzędnicy stołecznego magistratu zrozumieli, że popełnili błąd i złożyli do sądu wniosek o zmianę postanowienia w przedmiocie nabycia spadku. "Pod koniec ub.r. prokuratura przesłała informację, z której wynikały wątpliwości, co do prawidłowości postępowań spadkowych. Po dalszych ustaleniach w tej sprawie złożyliśmy wniosek o zmianę postanowienia w przedmiocie nabycia spadku" - informowała media Agnieszka Kłąb ze stołecznego ratusza. W przypadku nieruchomości przy Placu Defilad (dawna Sienna 29) oraz ul. Twardej 8 i 10 mecenas Andrzej M. występował do sądów z wnioskiem o ustanowienie kuratora dla spadkobierców nieznanych z miejsca pobytu lub tzw. kuratora spadku nieobjętego. Jako kandydatów na te funkcje wskazywał podejrzanych adwokatów Tomasza Ż. lub Grażynę K.-B. Sądy akceptowały wskazanych przez Andrzeja M. prawników i wyznaczały ich na kuratorów, mimo że osoby, które mieli reprezentować, powinny zostać uznane za zmarłe. W jednym przypadku sąd ustanowił kuratora dla osoby, która w chwili wydania decyzji miałaby 138 lat, a w innym przypadku – 128 lat. W innej ze spraw sąd ustanowił kuratora dla osoby żyjącej, znanej mecenasowi Andrzejowi M., która nie została zawiadomiona o toczącym się postępowaniu. Tak wyznaczeni kuratorzy – adwokat Tomasz Ż. i adwokat Grażyna K.-B. – występowali do sądów z wnioskami o zniesienie roszczeń do nieruchomości ze strony rzekomo reprezentowanych przez nich osób. Wykraczało to poza czynności obejmujące zarząd majątkiem spadkowym, do którego kuratorzy byli upoważnieni. Sądy pozytywnie rozpatrywały wnioski przyznając całość praw do nieruchomości na rzecz spadkobiercy reprezentowanego przez mecenasa Andrzeja M. W zamian kuratorzy mieli otrzymywać kwotę odpowiadającą wartości udziałów w roszczeniach należących do osób, które rzekomo reprezentowali. Wysokość tej kwoty szacowali rzeczoznawcy Michał Sz. i Jacek R., choć transakcje, które miały być podstawą wyliczenia, nigdy nie miały miejsca. W efekcie sądy wyrażały kuratorowi zgodę na zniesienie praw i roszczeń pozostałych spadkobierców za cenę od 2 do 3 proc. wartości nieruchomości. W przypadku nieruchomości przy ul. Twardej 8 jej wartość oszacowano na 23 miliony złotych, a wartość praw i roszczeń na 371 tysięcy złotych. Wartość nieruchomości położonej przy ul. Twardej 10 została oszacowana na 20 milionów złotych, a roszczenia na 490 tysięcy złotych. W przypadku nieruchomości przy Placu Defilad, a więc w sąsiedztwie Pałacu Kultury i Nauki (dawny adres to ul. Sienna 29) wartość nieruchomości oszacowano na 14 milionów 400 tysięcy złotych, a wartość praw i roszczeń na 345 tysięcy złotych. Natomiast w zakresie nieruchomości położonej przy ul. Królewskiej 38 jej wartość oszacowano na 4 miliony 600 tysięcy złotych, a wartość roszczeń na 110 tysięcy złotych. Pozwoliło to adwokatowi Andrzejowi M. na przejęcie za rażąco zaniżoną cenę praw i roszczeń do nieruchomości na rzecz reprezentowanych przez niego spadkobierców, a faktycznie na rzecz podejrzanych Macieja M. i Maksymiliana M. Co łączy sprawy nieruchomości przy ul. Poznańskiej 17 ze sprawami nieruchomości przy u. Twardej 8 i 10 oraz Siennej 29? Otóż łączy te sprawy osoba sędziego. W przypadku Poznańskiej 17 sędzia ten wydał postanowienie spadkowe, a w przypadku to nieruchomości położonych przy ul. Twardej 8 i 10 (Gimnazjum nr 42) oraz Siennej 29 zgodził się na forsowanych przez handlarzy roszczeniami kuratorów. Przypadek? Zbieg okoliczności?

    Źródło: Paweł Lisiecki (Twitter.com)
    Źródło: Komisja weryfikacyjna zbada sprawę ul. Poznańskiej 14 (PortalSamorzadowy.pl)
    Źródło: Zarzuty dla zatrzymanych w związku z tzw. dziką reprywatyzacją (PK.gov.pl)
  • @miarka 19:09:46
    W PRL skazał opozycjonistę na więzienie. W III RP trafił do Sądu Najwyższego. Oto jak się sądownictwo samo oczyściło! W 1984 sędzia Marian Buliński skazał działacza "Solidarności" Władysława Walca na rok więzienia za odmowę służby wojskowej w LWP. W "wolnej Polsce" Walec walczył o rehabilitację i unieważnienie PRL-owskiego orzeczenia, które wysłało go do więzienia. Bezskutecznie. Ostatecznie przegrał w 2010 roku przed Izbą Wojskową Sądu Najwyższego. Co ciekawe - sędzią wspomnianej Izby był w tym czasie... Marian Buliński. Ten sam, który skazał Walca na więzienie w PRL. Oto, jak się pięknie sądownictwo samooczyściło. Adam Strzembosz, były prezes Sądu Najwyższego, powiedział na początku lat 90-tych ub. wieku, że "środowisko sędziów oczyści się samo". Miał na myśli to, że nie potrzebuje ani lustracji, ani dekomunizacji. Jak bardzo proces ten się nie udał widzimy dopiero teraz, kiedy po upływie ponad ćwierćwiecza trwania III RP, wychodzą na jaw różne historie potwierdzające, że zarówno lustracja, jak i dekomunizacja były w przypadku polskich sędziów niezbędne. Władysław Walec był od 1981 r. aktywnym działaczem NSZZ "Solidarność". W związku ze swoimi poglądami odmówił służby w Ludowym Wojsku Polskim (LWP). Oczywiście sama odmowa służby w LWP nie stanowiła bezpośrednio formy działalności opozycyjnej, czy też działalności na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego, jednak wyrok jaki w 1984 r. zapadł za ten czyn przed Sądem Garnizonowym w Olsztynie można było już wiązać z faktem udziału Walca w życiu opozycji. PRL-owski sędzia Marian Buliński skazał go wówczas na 1 rok pozbawienia wolności. Wyrok ten nie uwzględniał ani stanu zdrowia Walca, ani okoliczności rodzinnych (jego żona była wówczas w zagrożonej ciąży). W III RP Walec próbował uzyskać orzeczenie unieważniające jego wyrok. Bezskutecznie. Sprawę aż trzy razy skierowano do Sądu Najwyższego, który przekazywał ją do ponownego rozpoznania przez Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie. Ostatecznie wniosek Walca o rehabilitację oddalono. Postanowienie w tej sprawie wydała 15 czerwca 2010 roku Izba Wojskowa Sądu Najwyższego. Walec po decyzji Sądu Najwyższego był rozgoryczony. - "Twierdzę, że fakt obecności wśród sędziów Sądu Najwyższego sędziego, który skazywał mnie w 1984 r., miał wpływ na sposób postępowania obu sądów" - mówił tuż po zakończeniu sprawy. Wkrótce wyszło na jaw, że sędzią wspomnianej Izby Wojskowej SN był w tym czasie... Marian Buliński. Ten sam, który skazał Walca na więzienie w PRL...A teraz, raz jeszcze przypomnijmy słowa autorytetu i obecnego nestora polskiego wymiaru sprawiedliwości Adama Strzembosz z początku lat 90-tych: "Środowisko sędziów oczyści się samo".

    Źródło: John Bingham (Twitter.com)
    Źródło: Sędzia Marian Bulinski, skazujący w stanie wojennym aktualnie w składzie Sądu Najwyższego – Izba Wojskowa! (PolishClub.org)
  • @miarka 19:09:46 za Pawlaka także trzeba się wziąć.
    Jedną z pierwszych decyzji Pawlaka w rządzie PO-PSL było anulowanie 461 mln zł kary dla dostawcy rosyjskiej ropy do Polski.


    Mało kto już pamięta, że jedną z pierwszych istotnych decyzji Waldemara Pawlaka, po tym jak został powołany na stanowisko ministra gospodarki w rządzie Tuska, było anulowanie gigantycznej kary 461 mln zł dla spółki J&S, która odpowiadała za dostawy rosyjskiej ropy do polskich rafinerii. Kara została nałożona w 2007 r. przez prezesa Agencji Rezerw Materiałowych za to, że J&S nie gwarantowała odpowiednich rezerw paliwowych dla Polski. Pawlak podjął decyzję o jej uchyleniu w zaledwie miesiąc po powołaniu go do rządu.

    Historia J&S jest niesamowita. Ta niewielka spółka założona na Cyprze przez dwóch Ukraińców z polskimi paszportami, w III RP w dość krótkim czasie stała się kluczowym pośrednikiem w zakupach rosyjskiej ropy naftowej do polskich rafinerii. Według medialnych doniesień w szczytowym momencie J&S odpowiadała za dostawę ok. 70 proc. ropy do zakładów petrochemicznych w Płocku i Gdańsku.

    - "Czy to normalne, by dostawy ropy dla 40-milionowego kraju zależały od dwóch Ukraińców z polskim obywatelstwem, którzy mają spółkę na Cyprze?" - takie pytanie w 2001 roku zadała "Gazeta Wyborcza", w obszernym artykule na temat historii powstania J&S. O tym może jednak innym razem. Dzisiaj chciałbym przypomnieć o sprawie 461,6 mln zł kary, jaką w październiku 2007 roku prezes Agencji Rezerw Materiałowych (ARM) nałożył na J&S. Powód? - Według ARM spółka J&S, jako strategiczny podmiot specjalizujący się w imporcie paliw na polski rynek, nie przechowywała wymaganych w tym przypadku przez prawo odpowiednio dużych, obowiązkowych zapasów paliwa. W efekcie powstawało ryzyko, że w momencie kryzysowym w krótkim okresie czasu Polsce mogłoby zabraknąć paliwa.

    W tym samym październiku 2007 roku odbywają się w Polsce wybory parlamentarne do Sejmu, które wygrywa Platforma Obywatelska. Tworzy ona rząd koalicyjny z PSL. Dzięki temu ówczesny lider ludowców Waldemar Pawlak trafia do rządu - obejmuje stanowisko ministra gospodarki.

    Jaka jest jedna z jego pierwszych ważnych decyzji na stanowisku ministra? Już 14 grudnia, a więc w miesiąc po tym jak został zaprzysiężony do rządu, Pawlak decyduje się uchylić karę nałożoną na J&S przez prezesa ARM. Z informacji do jakich dotarł dziennik "Rzeczpospolita" wynikało, iż głównym powodem uchylenia kary i umorzenia postępowania był fakt wydania decyzji przez prezesa Agencji Rezerw Materiałowych, ale nie w jej imieniu (sic!).

    Niedługo później ARM ponownie wszczęło postępowanie wobec J&S. W efekcie powyższego wiosną 2008 roku na spółkę znowu nałożono karę - tym razem 452 mln zł. J&S odwołała się od tej decyzji do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA) w Warszawie. A ten pod koniec 2008 r. karę... uchylił. Sędziowie nie zajmowali się jednak istotą zarzutów (przypomnijmy - te dotyczyły kwestii niezapewnienia wymaganych przez prawo rezerw paliw), a skupili się na kwestiach formalnych. W toku postępowania uznali, że kontrola ARM w J&S odbyła się 1 sierpnia 2007 r., jednak protokół z kontroli sporządzono następnego dnia i w późniejszych decyzjach podawano tę właśnie niewłaściwą datę stwierdzenia niedoborów paliwa. To miało być powodem uchylenia całej decyzji o nałożeniu kary. Skargi kasacyjne złożone do Naczelnego Sądu Administracyjnego nic nie dały.

    W efekcie powyższego spółka J&S nie tylko odzyskała kwotę 452 mln zł, ale również na całej tej sprawie nieźle zarobiła. Okazało się bowiem, że budżet kraju musiał zwrócić na konta J&S kwotę nałożonej kary powiększoną o odsetki w wysokości 80 mln zł!

    Źródło: J&S: duet na rurze (Wyborcza.pl)
    Źródło: Pawlak: kara dla J&S Energy była nałożona nieskutecznie (Wprost.pl)
    Źródło: Pawlak przegrał pół miliarda złotych dla spółki J&S Energy (Wyborcza.pl)
  • @miarka 19:09:46 za Tuska i jego ekipę także.
    http://niewygodne.info.pl/gify7/radomska-fabryka-lacznikow-550.jpg


    Rząd Tuska sprzedał radomską Fabrykę Łączników za 1,43 mln zł. Potem stwierdzono, że była warta... 40 mln zł! Państwową Fabrykę Łączników rząd Tuska sprywatyzował w sierpniu 2010 r. Spółka, która ją kupiła została założona kilka miesięcy wcześniej, z minimalnym kapitałem zakładowym (5 tys. zł). Za pakiet kontrolny (85 proc. akcji) zapłaciła łącznie 1,43 mln zł. Nowy właściciel zaciągnął mnóstwo kredytów i szybko zadłużył Fabrykę, a po roku ogłosił upadłość. Pracę w straciło około 400 osób. Syndyk masy upadłości, który przejął kontrolę nad fabryką po ogłoszeniu upadłości, oszacował jej całkowity majątek na... 40 mln zł! Przypomnijmy - Ministerstwo Skarbu Państwa w rządzie Donalda Tuska w sierpniu 2010 roku sprzedało spółce Ferro Masz Invest 85 proc. udziałów w radomskiej Fabryce Łączników za kwotę 1,43 mln zł (co ciekawe - spółka ta została założona kilka miesięcy wcześniej i posiadała minimalny kapitał zakładowy w wysokości 5 tys. zł). Sprzedaż tłumaczono kłopotami finansowymi przedsiębiorstwa (za 2009 rok Fabryka, przy przychodach ze sprzedaży wynoszących łącznie 31,1 mln zł, odnotowała aż 4,8 mln zł straty). Nowy właściciel zaczął zaciągać spore kredyty poręczone majątkiem Fabryki i bardzo szybko doprowadził do jej upadłości. Pracę straciło wówczas około 400 osób. Kontrolę nad aktywami upadłej spółki przejął syndyk, który oszacował jej majątek na... 40 mln zł! Jeśli wierzyć tym szacunkom okazuje się, że przedstawiciele Skarbu Państwa w rządzie Tuska sprzedali Fabrykę po cenie, która nominalnie była aż 28 razy niższa, niż wynosiła wartość majątku trwałego wycenionego przez syndyka masy upadłości! W rzeczywistości spółka (lub to, co po niej pozostało, czyli głównie nieruchomości) została później (w 2017 r.) sprzedana przez syndyka masy upadłości za 9 mln zł. Nie mniej to nadal nie jest 1,43 mln zł.
    Jeszcze w 2012 roku wniosek do Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) w sprawie prywatyzacji Fabryki Łączników złożył senator Wojciech Skurkiewicz. - "W moim przekonaniu mogło dojść do naruszenia prawa przy procedurze prywatyzacyjnej. Firma została sprzedana za kwotę niespełna półtora milionów złotych podmiotowi, który został zarejestrowany w KRS miesiąc wcześniej" - tak wówczas tłumaczył swój wniosek Skurkiewicz. Zdaniem senatora mogło również dojść do złamania przepisów antykorupcyjnych, m.in. poprzez obniżenie wartości zakładu przez Ministerstwo Skarbu Państwa.Trwające do listopada 2015 r. śledztwo CBA potwierdziło niestety całą masę nieprawidłowości przy prywatyzacji Fabryki Łączników. W skierowanym do Prokuratora Generalnego zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa, szef CBA stwierdził, że aż 29 osób mogło brać udział w procederze prania pieniędzy, działania na szkodę spółki i wyłudzania kredytów. Obecnie sprawę prowadzi Prokuratura Regionalna w Białymstoku. Badanych jest kilka wątków (udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która miała na celu działanie na szkodę firmy, doprowadzenie do upadłości spółki, a także niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych, tj. pracowników Ministerstwa Skarbu Państwa, którzy nie zajmowali się sprawami majątkowymi spółki w trakcie jej prywatyzacji w sposób prawidłowy, czym mogli wyrządzić szkodę majątkową).

    Źródło: Karta prywatyzacyjna - Fabryka Łączników Radom S.A. (MSP.gov.pl)
    Źródło: Prywatyzacja i upadłość Fabryki Łączników w Radomiu. „To przekręt” (Rdc.pl)
    Źródło: CBA: pranie pieniędzy przy prywatyzacji Fabryki Łączników w Radomiu (Onet.pl)
    Źródło: Nikt nie chce kupić majątku Fabryki Łączników (CoZaDzien.pl)
    Źródło: Pięć wątków śledztwa w sprawie prywatyzacji Fabryki Łączników (Wyborcza.pl)
    Źródło: Zamiast łączników będą deski (RadioPlus.com.pl)
  • @miarka 19:09:46
    Sprzedali duży polski bank za bezcen. Sprawa trafiła do sądu, a ten... umorzył postępowanie! Prywatyzacja Banku Śląskiego, to przykład jak nie powinna wyglądać sprzedaż majątku należącego do Skarbu Państwa. Rząd SLD w 1994 r. podjął decyzję o sprzedaży pakietu kontrolnego akcji tego banku holenderskiemu ING. Ustalono wówczas, że za 1 akcję Holendrzy będą musieli zapłacić 0,5 mln starych zł (dzisiejsze 50 zł). Kilka tygodni później akcje Banku Śląskiego debiutują na giełdzie w Warszawie. W dniu debiutu za 1 akcję trzeba było zapłacić - uwaga - 6,75 mln zł (dzisiejsze 675 zł)! Ta ponad 13-krotna przebitka pokazuje, że rządzący sprzedali Holendrom Bank Śląski za bezcen. Prywatyzacja Banku Śląskiego to afera na miarę FOZZ! - krzyczeli politycy z prawej strony w latach 90-tych. O co chodzi? - O to, że Bank Śląski został sprzedany poniżej swojej wartości, a przy okazji bardzo wąska grupa osób w ciągu zaledwie jednego dnia stała się ówczesnymi miliarderami. Jak to możliwe? Otóż kierowane przez Marka Borowskiego Ministerstwo Finansów ustaliło, że cena emisyjna za 1 akcję wyniesie zaledwie 0,5 mln starych zł (dzisiejsze 50 zł). I to zarówno dla giełdowych graczy, jak i dla inwestora strategicznego, którym wybrano holenderski bank ING (kupił on wówczas od Skarbu Państwa 30 proc. akcji Banku Śląskiego za łączną kwotę 56 mln USD). Problem polega na tym, że wspomniane 0,5 mln starych zł za 1 akcję to zdecydowanie zbyt niska cena, o czym przesądził pierwszy dzień handlu akcjami Banku Śląskiego na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. W dniu debiutu na warszawskim parkiecie cena akcji tego banku osiągnęła poziom 6,75 mln starych złotych (675 zł) i była 13,5 razy wyższa od ceny, za którą rząd sprzedał pakiet kontrolny nad bankiem Holendrom. Innymi słowy - ING zapłaciło 56 mln USD za coś, co było warte 600 mln USD. Wiele osób nie miało wątpliwości, że Bank Śląski można było sprzedać znacznie drożej, gdyby nie uparto się przy inwestorze strategicznym, a do udziału w podejmowaniu decyzji nie dopuszczono osób materialnie zainteresowanych minimalizacją ceny emisyjnej, czyli zarządu banku. Zarzuty te w części uznała Najwyższa Izba Kontroli. W swoim raporcie kontrolerzy NIK stwierdzili, że operację prywatyzacji Banku Śląskiego przeprowadzono źle, a przyczyniły się do tego decyzje podejmowane przez zarząd banku, Komisję Papierów Wartościowych, zarząd giełdy, ministrów finansów i urzędników z tego resortu. "To wielka wpadka tych, którzy przygotowywali prospekt i wycenę akcji" - ocenił ówczesny minister prywatyzacji Wiesław Kaczmarek. "Wielka wpadka" za którą nikt nie poniósł odpowiedzialności. Co prawda prokuratura postawiła trzem osobom (w tym jednemu urzędnikowi w randze wiceministra) zarzuty przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków. Jednak po kilku latach procesu sąd umorzył w tej sprawie postępowanie. Jakby tego było mało - doradzający w prywatyzacji francuski bank Paribas, za sprzedaż Banku Śląskiego po zaniżonej cenie otrzymał od polskiego państwa wynagrodzenie w wysokości 1,7 mln USD...
  • @miarka 19:09:46
    Pod pozorem "ochrony środowiska" wyłudzili miliardy euro. Wszystko w ramach unijnego handlu emisjami CO2. Okazało się, że wymyślony przez UE system płatnych uprawnień do emisji CO2, to doskonała platforma do wyłudzania miliardów euro. Zakłada on, że za każdą wyemitowaną do atmosfery tonę CO2 trzeba uiścić opłatę. Wyjątkiem jest pula tzw. darmowych uprawnień. Problem w tym, że unijna biurokracja często przyznawała takie uprawnienia firmom-słupom, które w ogóle ich nie potrzebowały. Firmy te następnie za grube miliony sprzedawały je podmiotom, które ich autentycznie potrzebowały. W ten sposób przehandlowano już łącznie 8 mld euro, a przy okazji wyłudzono mnóstwo lewego VAT-u! Przypomnijmy w największym skrócie: Aby ograniczyć emisję CO2 Unia Europejska wymyśliła Europejski System Handlu Emisjami (UE ETS). W założeniu miał on polegać na tym, że każdy zakład przemysłowy, który emituje do atmosfery dwutlenek węgla (CO2) musi kupić uprawnienie do jego emisji liczone za każdą tonę. W ten sposób eurokraci chcieli ograniczyć skalę przemysłu emisyjnego w Europie. Przy okazji jednak stworzyli warunki do gigantycznych nadużyć i patologii. Otóż do systemu UE ETS wprowadzono pewien wyłom w postaci limitów darmowych uprawnień do emisji. Każdy kraj UE otrzymuje co roku określony pakiet takich uprawnień, który następnie jest dzielony pomiędzy zakłady przemysłowe emitujące CO2. Problem w tym, że pakiety takie zaczęły dziwnym trafem otrzymywać firmy, które nie były w stanie ich wykorzystać lub nawet firmy-słupy istniejące tylko po to, aby wyłudzić uprawnienie (stwarzając pozory zapotrzebowania na nie - np. poprzez deklaracje, iż emitują do atmosfery mnóstwo CO2, kiedy w rzeczywistości nie emitują i nie produkują niczego), a następnie sprzedać je z gigantycznym zyskiem na oficjalnych aukcjach uprawnień do emisji CO2 realnym zakładom przemysłowym, które autentycznie ich potrzebują. W ten sposób powstała patologiczna sytuacja, w której darmowe uprawnienia - zamiast wspierać gospodarkę danego kraju - zaczęły zasilać kieszenie przestępców. Szacuje się, że od początku istnienia UE ETS (2008 rok) przehandlowano już w ten sposób nawet 8 mld euro! Ale to nie koniec patologii związanej z Europejskim Systemem Handlu Emisjami. Grupy przestępcze zaczęły wykorzystywać ten system do wyłudzania podatku VAT na masową skalę. Na Cyprze zakładano firmy-krzaki, którym różnego rodzaju szemrani biznesmeni "sprzedawali" zupełnie fikcyjne uprawnienia, wystawiając przy tym realne faktury. Z racji tej, że przelewy na wspomniane faktury miały mieć charakter międzynarodowy, oszuści występowali do urzędów skarbowych o zwrot podatku VAT od transgranicznych czynności handlowych. Straty, jakie z tego tytułu poczyniła tylko jedna grupa przestępcza we Francji, szacowane są na ok. 5 mld euro.

    Źródło: Czy europejski przemysł obłowił się na systemie ETS? (WysokieNapiecie.pl)
    Źródło: Paris: escroquerie à la taxe carbone : jusqu'à dix ans de prison requis (LeParisien.fr)
    Źródło: Taxe carbone: la vérité si je fraude (Liberation.fr)
  • @miarka 19:09:46
    Za Tuska Polska miała ujemny bilans handlowy (-67,1 mld euro). Kiedy wyjechał z Polski bilans skoczył do +5,6 mld euro


    Bilans obrotów handlowych to prosty wskaźnik pokazujący jak gospodarka danego kraju radzi sobie w realiach handlu międzynarodowego. Saldo tego bilansu jest dodatnie (wartość pożądana), gdy wartość towarów eksportowanych przewyższa wartość towarów importowanych z zagranicy. W okresie, kiedy krajem rządził Donald Tusk, nasz bilans handlowy był skrajnie niekorzystny. Jego skumulowana wartość za lata 2008-2014 wyniosła -67,1 mld euro. Co się zatem takiego wydarzyło, że saldo tego bilansu po odejściu Tuska do Brukseli (2015-17) nagle stało się dodatnie (+5,6 mld euro)?

    Oficjalne dane na temat bilansu handlowego Polski, jakie co kwartał publikuje NBP, nie pozostawiają wątpliwości. W okresie rządów PO-PSL gospodarka naszego kraju była przede wszystkim nastawiona na import dóbr towarowych, co tylko pogłębiało proces drenażu kapitałowego. Sytuacja zmieniła się "in plus" dopiero w 2015 roku i została podtrzymana w dwóch kolejnych latach. Poniżej prezentuję dane w zakresie salda bilansu handlowego Polski za konkretne lata, jakie można znaleźć na stronie NBP:

    2008 rok: -23,48 mld euro
    2009 rok: -7,70 mld euro
    2010 rok: -10,94 mld euro
    2011 rok: -13,29 mld euro
    2012 rok: -8,13 mld euro
    2013 rok: -0,34 mld euro
    2014 rok: -3,25 mld euro
    2015 rok: +2,21 mld euro
    2016 rok: +1,95 mld euro
    2017 rok: +1,50 mld euro*
    *szacunek na podstawie danych Min. Finansów

    Co się takiego wydarzyło, że saldo bilansu handlowego po odejściu Donalda Tuska do Brukseli nagle stało się dodatnie? W grę wchodzą przede wszystkim dwa czynniki. Po pierwsze - polska gospodarka produkuje coraz więcej dóbr przeznaczonych na eksport. Z "biorcy" w międzynarodowej wymianie handlowej (przewaga importu), stopniowo przekształcamy się w "dawcę" (eksportera). Oczywiście ma to bezpośrednie przełożenie na saldo wymiany handlowej, jak i ograniczenie skali drenażu kapitałowego (więcej pieniędzy wpływa do Polski, aniżeli z niej wypływa).

    Drugim czynnikiem, który powinien być uwzględniany, jest... osłabienie się polskiej złotówki względem walut naszych największych partnerów handlowych. Paradoksalnie nasi eksporterzy (których jest coraz więcej) są w stanie zarobić znacznie większe pieniądze (w przeliczeniu na złotówki), jeśli euro czy dolar są droższe.

    Niemniej ten drugi czynnik ma charakter raczej posiłkowy, bowiem za Tuska euro (tj. główna waluta przeliczeniowa dla naszych eksporterów) kosztowało ponad 4,50 zł, a mimo to saldo bilansu handlowego i tak było ujemne.

    Fakty są następujące - Donald Tusk odjechał do Brukseli, to i bilans handlowy naszego kraju się znacznie poprawił. Aby była jasność - o ile rzeczywisty wpływ decyzji byłego premiera Polski na saldo tego bilansu był oczywiście symboliczny (o ile nie żaden), to prowadzona przez niego (oraz jego rząd) polityka z lat 2008 - 2014 taki wpływ mogła już realnie odcisnąć. Oby tylko wraz z powrotem Tuska do Polski, saldo bilansu handlowego znowu nie stało się ujemne...

    Źródło: MR podtrzymuje prognozę nadwyżki handlowej w '17 na poziomie 1,5 mld EUR (Stooq.pl)
    Źródło: Bilans płatniczy NBP (NBP.pl)
  • @Wrzodak Z. 22:02:03
    Chcecie dowodów, że rząd PO-PSL działał wbrew interesowi Polski? No to macie. Tajne instrukcje negocjacyjne ws. umowy gazowej


    https://wpolityce.pl/polityka/355073-chcecie-dowodow-ze-rzad-po-psl-dzialal-wbrew-interesowi-polski-no-to-macie-tajne-instrukcje-negocjacyjne-ws-umowy-gazowej

    Ps...Rosjanie postawili Tuska pod ścianą grożąc ujawnieniem prawdziwych przyczyn "katastrofy" smoleńskiej. Tyle nas kosztowało milczenie Rosjan. Wiedzieli gdzie i jak uderzyć. Działacze PO i PSL najpierw ukradli pieniądze, potem kupili sobie garnitury i uważają, że już nie są złodziejami tylko byznesmenami i politykami !
  • @miarka 22:45:54
    Ponad 50 mln franków szwajcarskich łapówek przepłynęło dla niektórych polskich polityków przez rachunki w Coutts Banku i EFG Banku w Zurychu. Jaką rolę w polskiej polityce i biznesie odgrywał urodzony jako Piotr Filipczyński, znany również jako Piotr Filipkowski (ur. 1954 w Warszawie) szwajcarski bankowiec i morderca polskiego pochodzenia, posiadający m.in. obywatelstwo niemieckie alias Peter Vogel? (skazany w 1971 roku na 25 lat więzienia za morderstwo kobiety na tle rabunkowym) ( Rada Państwa złagodziła mu wyrok do 15 lat, ale w 1979 roku wyszedł na wolność (przerwa w odbywaniu kary) przyczynił się do tego jego ojciec TW „Tadeusz”[potrzebny przypis]. W 1983, jeszcze w czasie trwania stanu wojennego, otrzymał paszport od władz PRL i wyjechał z Polski.
    Od 1987 roku był poszukiwany listem gończym. Mimo to (już jako Peter Vogel) w 2. połowie lat 90. przebywał w Polsce, był częstym gościem Sejmu RP. W 1998 roku został aresztowany w Szwajcarii (już pod zmienionym nazwiskiem Vogel) i w wyniku ekstradycji przekazany do Polski. W lipcu 1999 wszczęta została wobec niego budząca kontrowersje procedura ułaskawieniowa ze strony minister Salci Silberstein alias Hanny Suchockiej, zakończona ułaskawieniem w trybie nadzwyczajnym przez prezydenta RP Izaaka Stolzmana alias Aleksandra Kwaśniewskiego. W Kropce nad i Aleksander Kwaśniewski przyznał, że dopiero po fakcie dowiedział się o czynach Filipczyńskiego. Ułaskawił go, ponieważ jego nazwisko znalazło się na liście prokuratora generalnego Hanny Suchockiej. Filipczyński przesiedział w więzieniu 8 lat.) Jak Vogel, ułaskawiony przez Izaaka Stolzmana alias Aleksandra Kwaśniewskiego sprawca mordu, później finansista w Szwajcarii, stal się jednym ze zworników polityczno- finansowego układu, który dominował w Polsce przez ostatnie dziesięć lat? Szwajcarscy śledczy potwierdzili istnienie około 30 rachunków w Coutts Banku i EFG Banku w Zurychu, przez które miały być transferowane łapówki, m.in. dla niektórych polskich polityków, łącznie ponad 50 mln franków szwajcarskich. Obecnie te konta na wniosek szwajcarskiej prokuratury zostały zablokowane. Tamtejsi śledczy weryfikują zeznania, które złożył aresztowany w 2004 r. "biznesmen" Marek Dochnal.
  • Marks uzasasdniał potrzebę dyktatury dobrą zmiana ku pasożytnictwu wybranych naukowo wprowadzających sprawiedliwość jako równowa
    równowagę między sprzecznymi interesami pasożytniczymi. Oszukał wszystkich tak jak dwaj tacy kradnący księżyc lecz uzasadniał potrzebę i system dobrej zmiany do powszechnej szczęśliwości pasożytniczej (inna jest według niego fikcją idealistyczną).
    Po dojściu do społeczeńastwa bezkalsowego i utworzerniu państwa żydowskiego w Palestynie na wniosek Gromyki przez ONZ postmarksiści stworzyli system prawny na usługach demodyktatury fałszywych autorytetów wśróxd których znaleźli sxię dwaj tacy co ukradli księżyc w sjonistycznej szkole filmowej PRL i po wieli latach pełnienia funkcji prezesowskich, ministerialnych , prezydenckich i premierowskich zdołali wykorzystać osłupienie narodowe kłamstwem katastrofozamachu i swymi ambicjami ojcowania eurofolkskosmo pasożytniczej narodowości (na wzór etnuicznie litewskiej, nowohebrajskiej, grekohajdamackiej) i obecniwe wprowadzają katpmarksistowską infrastrukturę faszystowskiego systemu prawa prezessimusowskiego niestgety w systemie zbyt prezydenckiej Konstytucji pobermanowskiej.
  • @jan 15:05:47
    Nie wiem na ile świadomie użyłeś zwrotu fasadowe „państwo prawa”, kiedy rozmawiamy o państwie „prawa fasadowego”, ale wyszła z tego ciekawa obserwacja.
    Tu już wkracza magia, czyli demony, bogowie obcy, silne iluzje, które chcą zawłaszczać wszystko.

    Zaczęło się od prawa wyniesionego do rangi bożka, przyszedł system prawa fasadowego. Za nim przyszedł system demokratyczny państwa jako demokracja fasadowa, a teraz już całe państwo staje się fasadowym „państwem prawa”.

    Istota fasadowości jest rozdzielenie tego co stanowi fasadę od tego co jest za fasadą. Formy zewnętrznej od wewnętrznej treści.
    Byt państwa ma wtedy dwie twarze - twarz narodu którego państwo jest własnością niezbywalną i dobrem wspólnym, która sama jest suwerenem i władzą zwierzchnią dla władz państwowych działających w jednoznacznym i przejrzystym duchu narodu, oraz twarz władzy państwowej uzurpatorskiej i zdradzieckiej.
    Władzy która ma swojego suwerena w prawie, które tak naprawdę to sama stanowi - czyli nigdzie, bo to znaczy tyle że sama ta władza podpierająca się formułką „państwa prawa” już jest suwerenem w państwie „prawa fasadowego".

    Mało tego – wszystkie byty związane z państwem tracą spójność, robią się zakłamane, mają dwie moralności, dwa standardy zachowań odnośnie spraw moralności, a moralność to przecież sprawy najważniejsze – sprawy życia i przetrwania, i to nie tylko osób obywateli, ale i rodzin i narodu.

    Dopiero na to wszystko przychodzi Twoje:
    „ostatecznym celem FASADOWEGO ,,panstwa prawa,,
    ZA POMOCA ZASTRZYKOW ,ZYWIENIA I SYSTEMU ZAKAZOW I NAKAZOW STWORZYMY TYP CZLOWIEKA NIEZDOLNEGO DO OPORU PRZECIW WLADZY- BERTRANT RASSEL”
    A po co państwu fasadowemu inna facjata, inna twarz, inne dobre imię? Przed kim ono chce grać rolę autentycznego państwa prawa?
    To dopiero pytanie.
  • @kula Lis 67 16:08:51
    "Strzembosz: "Środowisko sędziów oczyści się samo"

    Sądy fasadowe. Oczyszczenie fasadowe. Wymycie twarzy, kiedy gangrena jest już wewnątrz.

    W całej tej sprawie zaskakuje jedno - Sąd Najwyższy ma Izbę Wojskową. Sąd Najwyższy jest ponad sądami wojskowymi. To wielka patologia, bo sądy cywilne włącznie z Sądem Najwyższym są tylko od sprawiedliwości, a od moralności jest właśnie wojsko i jego sądy.
    Prawidłowo to sądy wojskowe w sprawach zagrożenia bytu państwa są ponad każdą władzą, w tym ponad sędziami Sądu Najwyższego.

    Jak to się nie zmieni, to się nie zmieni i bezczelność, i idąca za nią bezkarność i fasadowość władzy sędziowskiej.
  • @kula Lis 67 16:17:18
    "Działacze PO i PSL najpierw ukradli pieniądze, potem kupili sobie garnitury i uważają, że już nie są złodziejami tylko byznesmenami i politykami !"

    Dobrze tu pasuje - zmienili fasadę.
    Swoją drogą to ten sam proceder był już od początku lat 90-tych. Tam mafiozi wychodzili na zewnątrz jako szanowani biznesmeni. Pamiętamy zalew filmów przyzwyczajających nas do życia codziennego w otoczeniu ludzi mafii, różnych wymuszaczy, cyngli i dresiarzy.
  • @kula Lis 67 16:13:52
    "Pod pozorem "ochrony środowiska" wyłudzili miliardy euro. Wszystko w ramach unijnego handlu emisjami CO2. Okazało się, że wymyślony przez UE system płatnych uprawnień do emisji CO2, to doskonała platforma do wyłudzania miliardów euro. Zakłada on, że za każdą wyemitowaną do atmosfery tonę CO2 trzeba uiścić opłatę. Wyjątkiem jest pula tzw. darmowych uprawnień. Problem w tym, że unijna biurokracja często przyznawała takie uprawnienia firmom-słupom, które w ogóle ich nie potrzebowały. Firmy te następnie za grube miliony sprzedawały je podmiotom, które ich autentycznie potrzebowały. W ten sposób przehandlowano już łącznie 8 mld euro, a przy okazji wyłudzono mnóstwo lewego VAT-u"!

    Doskonały przykład na konstrukcję prawa fasadowego.
    Tu dochodzi taki trick, że umowy międzynarodowe stają się automatycznie prawem nadrzędnym dla prawa krajowego, a więc stają zobowiązujące dla władz państwowych.
    To dalej prawo stanowione, ale w konstrukcji piętrowej, konstrukcji od razu oszukańczej, bo tak rozumiane prawo nie przechodzi zwykłej drogi legislacyjnej. I taka konstrukcja dalej oznacza że państwo pozostaje "państwem prawa - tylko jak praktyka pokazuje - "państwem prawa fasadowego".
    Pod pozorem prawa zbierany jest haracz dla mafii, która wymyśliła cały proceder.
    Ale to nie wszystko, bo temu towarzyszy i niszczenie biznesów, i państw i gospodarek narodowych, bo tu wchodzą w rachubę kwoty haraczy je ruinujących.

    To też przykład na rynek regulowany - kolejny wynalazek korporacjonistów-syjonistów-globalistów, bo te regulacje to już skutek istnienia FASADY EKONOMII z powodu faktycznego zniszczenia wolnego rynku i kapitalizmu.

    Rynek regulowany to już samo sedno i demokracji, i kapitalizmu, i sprawiedliwości, i gospodarki, i polityki, i prawa zafasadowych.
    To już najgłębsza, niemoralna, zbrodnicza patologia za którą idzie i "prawo do zysku" i to z bezkarnością sięgania po niego "za wszelką cenę" tylko dlatego, że jest to zgodne z "prawem fasadowym".
  • @kula Lis 67 16:17:18
    "Tajne instrukcje negocjacyjne ws. umowy gazowej...

    Ps...Rosjanie postawili Tuska pod ścianą grożąc ujawnieniem prawdziwych przyczyn "katastrofy" smoleńskiej. Tyle nas kosztowało milczenie Rosjan. Wiedzieli gdzie i jak uderzyć. Działacze PO i PSL najpierw ukradli pieniądze..."

    Kolejny doskonały przykład na funkcjonowanie prawa fasadowego z mocy umów zawieranych przez rząd.
    Taka umowa jest już w randze prawa, a zawierana jest nawet w utajnieniu, które w praktyce oznacza zdradę służebności władzy państwowej względem Państwa i Narodu Polskiego.
    Mało tego - to umożliwia wrogom Państwa i Narodu i niszczenie ekonomii państwa i rozwijanie wszelkiej wrogiej wobec niego strategii z tytułu szantaży i wymuszeń, oraz faktycznego terroryzmu wobec władz państwowych.

    Podobnie jak umowy międzynarodowe zawierane przez władze państwowe (a więc faktyczne umowy międzyrządowe, a ponadnarodowe), umowy zawierane przez rząd to już prawo i ono nie może być prawem fasadowym.
  • @miarka
    To trzeba nagłośnić! Dziecko brutalnie wyrwane polskiej matce i oddane w ręce holenderskiego zwyrodnialca! "Tata masturbował się w moim łóżku" Dziecko brutalnie wyrwane matce i oddane w ręce zwyrodnialca!

    https://youtu.be/WqFzFgZnQgc


    Zlewaczałe holenderskie sądy+nasza nadzwyczajna sędziowska kasta - z takim zestawem, to by nawet Soros nie wygrał :) Najbardziej szkoda dzieciaka, bo on jedyny niczemu nie jest winien, a pewnie cierpi najwięcej. Generalnie, to czarno to widzę - z tych informacji wynika, że pozytywnie musiałyby sprawę klepnąć sądy w obu krajach i przy okazji wsadzić kolesia na długie lata, bo skoro to psychopata, to pewnie nigdy nie odpuści. Szanse na takie rozwiązanie są bardzo znikome.
  • @kula Lis 67 19:17:56
    Prawo, które jest prawem niemoralnym bo przeciw życiu to zawsze najgorsza patologia.
    W sytuacji kiedy sędziowie cywilni wpisują się w ten stan rzeczy to już zagraża bytowi narodu i państwa, a więc już musi dojść do głosu wojsko i jego sądy polowe wobec tych sędziów cywilnych oraz innych władz państwowych oraz sił zewnętrznych i ideologicznych, które się do tego stanu rzeczy przyczyniają.
    Czy w Holandii "Szanse na takie rozwiązanie są bardzo znikome" ?
  • @miarka 19:33:43
    Czarny imigrant mówi otwarcie: „Sramy na wasze prawo, na waszą kulturę, na waszą mentalność”. VIDEO W sieci pojawił się film, na którym czarny imigrant zamieszkały w Niemczech bez owijania w bawełnę mówi, co sądzi o Europejczykach: „Sramy na wasze prawo, na waszą kulturę, na waszą mentalność, na waszą policję. Wasi sędziowie nie mają jaj. Łapiemy wasze kobiety, robimy, co chcemy, popychamy, kopiemy, plujemy. I co zrobicie? Co? Nie obchodzi mnie to. Ja tu przyjechałem i tu zostanę. Francji już nie ma. Belgii, Holandii też już nie ma. Teraz kolej na Niemcy.” Ciekawe, co na to powiedzą zwolennicy otwartych granic manifestujący z transparentami „refugees welcome”? Czy Joanna Mucha i Joanna Scheuring-Wielgus zdecydują się utulić tego miłego, czarnego chłopca? A może uda się do niego delegacja feministek z kwiatkami? Miłe Panie, odwagi! Macie szansę na ubogacenie!


    https://twitter.com/i/web/status/907917981178646528
  • @miarka 19:33:43
    Czy chodzi tylko o sądy? Na temat niefortunnej sprawy ustaw „sądowych” pisałem 1 sierpnia tuż po zgłoszeniu prezydenckiego sprzeciwu wskazując na szerszy kontekst tej sprawy i proponując sposób wyjścia z niezbyt komfortowego położenia. Po może nieco za długim okresie przygotowań jest gotowy do dyskusji projekt prezydencki stwarzający możliwość przywrócenia równowagi w rządzącym obozie.
    Niezależnie od rozwiązań merytorycznych najważniejsze jest uzyskanie stanu powszechnej świadomości, że sprawa jest tylko pretekstem do ataku na próbę odzyskania możliwości autonomicznego działania ze strony polskich władz. Taka świadomość musi leżeć u podstaw całej polityki „dobrej zmiany”, jakiekolwiek próby tworzenia wyłomu w solidarnej postawie muszą spotkać się ze zdecydowaną odprawą.
    Odrębną sprawą jest podział władzy i określenie kompetencji poszczególnych stanowisk. Przy obecnie stosowanej konstytucji jest to wpisane celowo w ramy ustrojowe państwa zmierzające do jego osłabienia. Stosownych zapisów jak i zresztą całego tego szatańskiego cyrografu zwanego jak na urągowisko „konstytucją” nie można traktować inaczej jak tylko celowo pomyślanego przedsięwzięcia zmierzającego do maksymalnego osłabienia i wewnętrznego skłócenia państwa polskiego. Nie warto się więc wysilać żeby sprostać wymaganiom konstytucyjnym, wystarczy wprowadzić takie prawo, które stworzy w miarę możliwości uczciwe ramy dla polskiego sądownictwa. Sedno problemu leży nie w ustawie, ale w doborze kadr. Przez dziesiątki lat stosowana była negatywna selekcja w całym aparacie mającym służyć realizacji prawa. W „III Rzeczpospolitej” nie tylko przejęto ten aparat, ale umocniono jego pozycję i odgrodzono od reszty społeczeństwa relatywnie wygórowanymi płacami i emeryturami.
    Atak na ten stan posiadania jest atakiem nie tylko na samych zainteresowanych, ale na sposób sprawowania władzy w Polsce.
    Aparat sędziowski i prokuratorski wymaga nie tylko gruntownej wymiany lecz także przebudowy mentalności. Jego postawa musi nawiązywać do najpiękniejszej tradycji polskich niezawisłych sądów i nieskazitelnej prawości prokuratury. Zarówno prokuratorzy jak i sędziowie powinni charakteryzować się nie tylko wysokim poziomem wiedzy, poczucia sprawiedliwości i poświęcenia w pracy, ale także osobistą odwagą w obronie prawa i wymierzaniu sprawiedliwości. Preferencja tych cech, a nie usłużności wobec decydentów, niekiedy utajnionych, co było dziedzictwem bolszewickiej ideologii, stworzy nowe oblicze nie tylko sądownictwa, ale i podstawę ładu społecznego w Polsce. I to jest cel zasadniczy, a nie sama ustawa, która jest tylko narzędziem ułatwiającym dojście do celu.


    Napisane przez: Andrzej Owsinski
  • @kula Lis 67 21:54:19
    Ciekawy artykuł, ale tu się nie zgadzam:
    "Po może nieco za długim okresie przygotowań jest gotowy do dyskusji projekt prezydencki stwarzający możliwość przywrócenia równowagi w rządzącym obozie".

    Szukanie "równowagi w obozie", który tu należy rozumieć jako podział kompetencji władzy, czyli kompromis polityczny, jest bez sensu kiedy potrzebą chwili jest przywrócenie moralnego ładu życia publicznego w Państwie i poszanowania dla prawości jako nadrzędnych tak nad sprawiedliwością, jak i systemem sprawowania władzy, a dopiero wraz z nimi (kiedy już wrócą do swojej normalności) zapanowania nad polityką i prawem stanowionym.

    Kompetencje władzy państwowej tu są za niskie - nie da się przywrócić ładu moralnego z pozycji władzy państwowej z paru powodów, ale przede wszystkim z tego, że władze państwowe pierwsze podlegają temu moralnemu ładowi życia publicznego w państwie Polskim (jako dobru wspólnym i własności niezbywalnej Narodu Polskiego - z racji tego że to z jego mocy tą władzę mają i z jego mocy sprawują swoje obowiązki w zakresie bieżącego zarządu jego dobrami wspólnymi w tym Państwem).

    To nie są jakieś lokalne nieprawidłowości, że władzom "się zapomniało", ale jak odzyskały świadomość to się poprawią i już będzie jak należy, ale już patologie systemowe wraz z zaistniałymi powiązaniami typu mafijnego w obozie władzy sądowniczej powiązanej też z układami politycznymi i medialnymi, oraz w szerokim sensie biznesowymi.
    Wszystko też wskazuje na to, że te powiązania mocnym frontem wdarły się i do obozu prezydenckiego.

    To co Ma tu do zaoferowania prezydent Duda to tylko jakiś zgniły kompromis, a w praktyce oszukującą Naród Polski zmowę władz państwowych przeciw swojemu suwerenowi.

    Przecież co by oni nie wykombinowali to w jakimś stopniu by musiało zakonserwować jakąś częśc patologii oraz musiałoby dotyczyć rezygnacji z części rozliczeń, ale przede wszystkim oznaczać by miało dotyczyć i naprawy skutków wszelkich przestępstw i zbrodni, w których umoczone są dotychczasowe władze.
    Może to i dobry sposób na zapewnienie sobie mocnej pozycji bieżących władz wobec opozycji i tych co już odchodzą nieubłaganie na śmietnik historii, ale wciąż mają takie wpływy, że mogą szkodzić.
    Jednak z punktu widzenia Narodu Polskiego, to by była jego gigantyczna zdrada przez te władze.
    Nie to było obiecywane, kiedy PiS dochodził do władzy.

    Najpierw wspólna moralność obozu rządzącego rozumiana przede wszystkim jako zgodne rozumienie tego, jak ma wyglądać moralny ład życia publicznego w Państwie, a do tego zgodnie rozumiane cele Narodu Polskiego - rozliczenie zdrad i korupcji, przestępstw i zbrodni poprzednich ekip, sądów i biznesu, odzyskanie dóbr wspólnych Narodu Polskiego jako bazy dla ncałego ładu życia gospodarczego w Państwie.

    Żeby nie było jakichś prób mataczenia przez bieżące władze najlepiej by było te sprawy dla dobitności poddać pd głosowanie w referendum.


    "Nie warto się więc wysilać żeby sprostać wymaganiom konstytucyjnym, wystarczy wprowadzić takie prawo, które stworzy w miarę możliwości uczciwe ramy dla polskiego sądownictwa. Sedno problemu leży nie w ustawie, ale w doborze kadr. Przez dziesiątki lat stosowana była negatywna selekcja w całym aparacie mającym służyć realizacji prawa"...

    To samo głoszę: zajmowanie się w tej sytuacji w jakiej jesteśmy układaniem konstytucji to naiwność. Najpierw władza Narodu Polskiego, oraz uczciwe, moralne władze polityczne i sądownicza.


    "Aparat sędziowski i prokuratorski wymaga nie tylko gruntownej wymiany lecz także przebudowy mentalności.
    Jego [tego nowego aparatu] postawa musi nawiązywać do najpiękniejszej tradycji polskich niezawisłych sądów i nieskazitelnej prawości prokuratury. Zarówno prokuratorzy jak i sędziowie powinni charakteryzować się nie tylko wysokim poziomem wiedzy, poczucia sprawiedliwości i poświęcenia w pracy, ale także osobistą odwagą w obronie prawa i wymierzaniu sprawiedliwości.
    Preferencja tych cech, a nie usłużności wobec decydentów, niekiedy utajnionych, co było dziedzictwem bolszewickiej ideologii, stworzy nowe oblicze nie tylko sądownictwa, ale i podstawę ładu społecznego w Polsce".

    Zwłaszcza to: "Preferencja tych cech, a nie usłużności wobec decydentów, niekiedy utajnionych, co było dziedzictwem bolszewickiej ideologii..."
    to już zupełna zgodność z tym co myślę.


    Z komuny było już było prawo fasadowe - ponad prawem, czy raczej zza fasady rządzili różni "równiejsi" - decydenci, niekiedy utajnieni, sekretarze i nomenklatura, ubek i sędzia, nawet szeregowy partyjny miał przywileje - jedynie milicjant "pan władza" był na fasadzie.
    Po 1989-tym wszystkie patologie komuny trochę przycichły, ale za to powędrowały do UE, by wracać w postaci jeszcze gorszej, bardziej zdemoralizowanej, demoralizującej społeczeństwo a do tego bezczelnej i bezkarnej - wracać z siłą nowości dla tych, co komuny dobrze nie pamiętają.

    Znamienne, że Duda swoje weta złożył po telefonicznej, długiej rozmowie z Angelą Merkel.
    Widzę tu dwa wytłumaczenia - albo Merkel ma na Dudę haki, albo sama wierchuszka eurokomuny się wystraszyła, że ich unijne, bizantyńskie "państwo prawa fasadowego" też padnie przy okazji reformy polskiego sądownictwa, a więc użyli jakichś specjalnych gróźb wobec Państwa, a może i oferty korupcyjnej dla Dudy (raczej korupcji politycznej).
  • @miarka tu masz o prawie fasadowym także.
    Taksówkarz dotkliwie pobił pasażerkę. Uciekała, dogonił ją, uderzał w twarz i kopał. Złamał jej szczękę. To mistrz sztuk walki.

    http://wolnosc24.pl/2017/09/14/taksowkarz-zlamal-pasazerce-szczeke-damski-bokser-czy-psychopata/
    Ps..Czyj pociotek? ten Mateusz Gogol Copacabana Białystok
  • @miarka 03:31:22
    Ile kosztują sądy, którym tak bardzo nie ufają Polacy? Poznaliśmy wyliczenia - zdumiewają. Szef resortu finansów, wyliczył również ile kosztuje polskiego podatnika wymiar sprawiedliwości w obecnym kształcie. Okazuje się, że jest to niemal trzy razy więcej niż średnia UE.
    Zdaniem wicepremiera Morawieckiego reforma sądownictwa w Polsce przyniesie znaczne oszczędności dla całego społeczeństwa. Okazuje się bowiem, że dziś wymiar sprawiedliwości, w obecnym kształcie, pochłania 1,7 % PKB. Jest to kwota doprawdy oszałamiająca, zwłaszcza, że średnia w Unii Europejskiej oscyluje wokół 0,6% PKB.

    Dlatego zwracam się do opozycji, aby pomogła nam zreformować wymiar sprawiedliwości. Bo gdybyśmy wydawali na sądy tyle ile wynosi europejska średnia, to oszczędzilibyśmy 5 miliardów złotych. Tyle nas kosztują nieefektywne sądy – mówił wicepremier Morawiecki.

    Ps. Nie liczył bym na pomoc totalnej. Dogłębna reforma wym."sprawiedliwości" to równoznaczne ze zwinięciem parasola ochronnego nad przestępcami (także z PO), a więc marne szanse. No i dlatego nadzwyczajna skorumpowana kasta tak walczy o to aby było jak było a PAD im w tym pomaga. Dużo kasy za minimalna pracę i do tego jeszcze przywileje jakich nie ma żaden zawód w Polsce. Żyć nie umierać to być sędzią. Oni walczą o kasę a nie o niezawisłość sądów. Tam musi być zorganizowana, systemowa grabież budżetów sądów. Działalność prezesa sądu apelacyjnego z Krakowa niczego nie tłumaczy. Należy podejrzewać, że lokalne mafie ubeckie w całym kraju żyją z "obsługi" sądów. Jest to logiczne, ponieważ w NRD 80 % sędziów było TW i nie ma powodu, żeby sadzić, że w PRL-u było inaczej. Po za tym jest operacja "Temida" polegająca na werbowaniu donosicieli wśród sędziów przez UOP już po 89 roku. Prosty sposób sprowadzenia kasty na ziemię, pojechać im po pensjach i wszelkich wynagrodzeniach, typu opłaty. Jeżeli się nie sprawdzają, to z jakiej racji mamy im płacić kupę forsy, niech zarabiają tyle co my wszyscy. Skończyć z mitem, że należą się im duże zarobki, aby nie kradli i brali łapówek Mają wysokie uposażenia i opłaty, okradają nas współpracując z przestępcami. Najwyższa pora z tym skończyć. A co z projektami PAD miały być na wrzesień, ani widu, ani słychu?
  • @miarka 03:31:22
    Krajowa Rada Sądownictwa protestuje przeciwko kampanii medialnej dot. sądownictwa. Krajowa Rada Sądownictwa w podjętej dzisiaj uchwale stanowczo protestuje przeciwko sposobowi prowadzenia kampanii medialnej, mającej uzasadniać zmiany w sądownictwie, którą organizuje Polska Fundacja Narodowa, finansowana ze środków spółek Skarbu Państwa. W ocenie Krajowej Rady Sądownictwa, kampania ta, dyskredytująca sądy w oczach obywateli, nie powinna być finansowana – choćby pośrednio – ze środków publicznych. Zestawienie nieprawdziwych lub tendencyjnie przedstawionych informacji nie służy budowaniu autorytetu państwa i wizerunku Polski. KRS apeluje, aby "w najlepiej pojmowanym interesie Rzeczypospolitej w ramach polityki informacyjnej, debata o reformie wymiaru sprawiedliwości opierała się na rzetelnym przedstawieniu problemów, które dotyczą sądownictwa, nie zaś na zmanipulowanym bądź wprost kłamliwym przekazie". Przypomnijmy, iż w zeszły piątek wystartowała rządowa kampania informacyjna na temat reformy sądów i zmian, które ma przynieść - "Sprawiedliwe sądy". Za projekt odpowiada dysponująca budżetem w wysokości 100 mln zł Polska Fundacja Narodowa – organizacja powołana do życia przez 17 państwowych spółek, która miała promować Polskę na arenie międzynarodowej.
  • @miarka 03:31:22
    Odwołania w sądach i billboardy PFN o sędziach - KRS pilnie rozszerza porządek obrad. Odwołanie trzech prezesów Sądu Okręgowego w Warszawie oraz kampania billboardowa powadzona przez Polską Fundację Narodową - to nowe punkty w porządku dzisiejszych obrad Krajowej Rady Sądownictwa. Jak poinformował rzecznik prasowy KRS sędzia Waldemar Żurek porządek obrad rozszerzono w trybie pilnym po wczorajszej decyzji ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro o odwołaniu ze stanowiska wiceprezesów SO w Warszawie sędziów Beaty Najjar, Ewy Malinowskiej i Marii Dudziuk. Ministerstwo sprawiedliwości przekonuje, że zmiany kadrowe w sądach nie są czystką, lecz wymianą kadrową. Tłumaczy, że odwołania wiceprezesów sądu są następstwem zmiany na stanowisku prezesa sądu - nowy prezes, który zastąpił dotychczasowego w związku z upływem jego kadencji, ma prawo dobrać sobie najbliższych współpracowników. KRS zajmie się także kampanią billboardową prowadzoną przez Polską Fundację Narodową. Oficjalnie ma ona przybliżyć szczegóły reformy wymiaru sprawiedliwości, ale według KRS jej celem jest zdyskredytowanie sędziów i sądów.
  • @miarka 03:31:22
    "Iustitia" rozważy, czy usunąć sędziego, który przyjął nominację Z.Ziobry. Do końca września zarząd Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" zdecyduje, czy wystąpić o usunięcie ze stowarzyszenia sędziego Dariusza Drajewicza, powołanego na wiceprezesa Sądu Okręgowego w Warszawie - powiedział PAP sędzia Bartłomiej Przymusiński z zarządu "Iustitii". W środę ujawniono, że sędzia Joanna Bitner (członek "Iustiti") została we wtorek powołana przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę na nowego prezesa SO - po tym, gdy w poniedziałek wygasła kadencja poprzedniej prezes. Jak podał w czwartek SO, także we wtorek minister, na podstawie przepisów przejściowych nowej ustawy o sądach, odwołał wiceprezesów SO: Beatę Najjar, Marię Dudziuk i Ewę Malinowską. W środę, na wniosek prezes Bitner, minister powołał na wiceprezesów sędziów: Małgorzatę Iwonę Szymkiewicz-Trelkę, Dariusza Dąbrowskiego i Dariusza Drajewicza (członka "Iustitii"). 12 sierpnia w życie weszła nowelizacja Prawa o ustroju sądów powszechnych, która m.in. zwiększyła uprawnienia ministra. Odstąpiła od modelu powoływania i odwoływania prezesów oraz wiceprezesów sądów apelacyjnych i okręgowych przez ministra po uzyskaniu opinii zgromadzeń ogólnych sądów. Przepis przejściowy ustawy przewiduje, że prezesi i wiceprezesi sądów "mogą zostać odwołani przez ministra sprawiedliwości, w okresie nie dłuższym niż 6 miesięcy od dnia wejścia w życie niniejszej ustawy" - bez zachowania wymogów w niej określonych, czyli m.in. bez uzasadnienia. Stowarzyszenie "Iustitia" apelowało do sędziów, by "nie przyjmowali stanowisk po wyrzuconych w tym trybie prezesach". W czwartek Radio ZET poinformowało, że "Iustitia" rozważa wniosek o usunięcie ze stowarzyszenia sędziego Drajewicza. Przymusiński, który jest członkiem zarządu "Iustitii", potwierdził PAP, że zarząd będzie rozważał taki wniosek, a jego decyzja ma zapaść do końca września.
    "Będziemy się zastanawiać, jakie konsekwencje wyciągnąć wobec członków +Iustitii+, którzy zajęli miejsca osób odwołanych - wbrew naszemu stanowisku, żeby tak nie robić" - oświadczył Przymusiński. Według niego sprawa sędziego Drajewicza to prawdopodobnie pierwszy taki przypadek. Dodał, że podstawą wyciągnięcia konsekwencji może być złamanie celów działania stowarzyszenia. "Uważamy, że ta ustawa narusza odrębność władzy sądowniczej, a do celów działania naszego stowarzyszenia należy dbanie o jej zachowanie" - zaznaczył.
    Przymusiński wyjaśnił, że wniosek zarządu kierowany jest do oddziału "Iustitii", z którego wywodzi się dana osoba. Od uchwały oddziału przysługuje odwołanie do najwyższego organu - zebrania delegatów stowarzyszenia, które podejmuje ostateczną decyzję. W czwartek Krajowa Rada Sądownictwa podała, że sprawę odwołania wiceprezesów SO w Warszawie włączyła do porządku swego obecnego posiedzenia. Informację w tej sprawie zapowiedziano na piątek. W poniedziałek PAP podał, że Maciej Strączyński (b. prezes "Iustiti") to pierwszy sędzia, który objął prezesurę sądu według nowych przepisów - został prezesem Sądu Okręgowego w Szczecinie, którym dotychczas kierował p.o. prezes po wygaśnięciu kadencji prezesa.
  • @miarka 03:31:22
    NSA: policjant zwolniony ze służby za 951(sic!) dni na zwolnieniu lekarskim. Skutki przedłużającej się absencji chorobowej policjanta na funkcjonowanie Policji i dla interesu społecznego, tożsamego z dobrem formacji, są oczywiste i nie wymagają dowodzenia – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny. Komendant Główny Policji rozkazem personalnym z 13 sierpnia 2015 r., po rozpatrzeniu odwołania, utrzymał w mocy rozkaz personalny Komendanta Wojewódzkiego Policji w Krakowie o zwolnieniu P.C. ze służby w Policji w trybie art. 41 ust. 2 pkt 5 ustawy o Policji. Przepis ten pozwala zwolnić policjanta, gdy „wymaga tego ważny interes służby". Komendant uzasadniając zwolnienie funkcjonariusza, w oparciu o tę przesłankę, wskazał na fakt jego długotrwałej absencji chorobowej, która poza krótkimi okresami wykonywania obowiązków służbowych, trwała od 2009 r. do dnia jego zwolnienia. Zdaniem Komendanta fakt przebywania w latach 2011-2015 P.C. na zwolnieniu lekarskim przez 951 dni wpływał niekorzystnie na właściwe funkcjonowanie i realizację zadań służbowych w jednostce, w której pełnił służbę. - Poza jej dezorganizacją i obciążeniem obowiązkami pozostałych funkcjonariuszy, okoliczność ta oddziaływuje demoralizująco na pozostałych policjantów oraz nie pozostaje bez wpływu na wizerunek Policji w odbiorze społecznym. Nie tylko zatem nieobecność policjanta w służbie, lecz negatywne skutki długotrwałych i powtarzających się absencji chorobowych uzasadniają rozwiązanie z nim stosunku służbowego – tłumaczył Komendant. Zwolniony funkcjonariusz postanowił wystąpić na drogę sądową. Domagał się uchylenia rozkazu najpierw przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym, a następnie Naczelnym Sądem Administracyjnym. Za każdym razem bezskutecznie.
    WSA w Warszawie potwierdził, że długotrwała nieobecność funkcjonariusza w służbie uzasadnia rozwiązanie z nim stosunku służbowego ze względu na ważny interes służby. Sąd podzielił stanowisko, że brak dyspozycyjności policjanta, wywołane jego stanem zdrowia, a także sprawowaniem opieki nad członkami rodziny, niezależnie od przyczyn, koliduje w oczywisty sposób z interesem służby, której celem jest zapewnienie jej prawidłowego funkcjonowania poprzez najefektywniejsze wykorzystywanie przydzielonych etatów.
    Wyrok podtrzymał niedawno Naczelny Sąd Administracyjny, który nie miał wątpliwości, że prawidłowe wykonywanie zadań oraz sprawne funkcjonowanie całej Policji i poszczególnych jej komórek organizacyjnych utrudnia każda długotrwała nieobecność funkcjonariuszy w służbie. – Skutki przedłużającej się absencji chorobowej policjanta na funkcjonowanie Policji i dla interesu społecznego, tożsamego z dobrem formacji, są oczywiste i nie wymagają dowodzenia – podkreślił sąd. Co więcej, zdaniem NSA, faktem powszechnie znanym jest to, że etaty i środki, którymi dysponuje Policja, są niewystarczające. Zatem muszą być one wykorzystane jak najbardziej efektywnie, gdyż wymaga tego konieczność skutecznej realizacji zadań formacji. Dla NSA oczywistym było również, że zadania, które mają być wykonywane przez nieobecnego funkcjonariusza, muszą być przydzielane pozostałym funkcjonariuszom. Zwiększa to ich obciążenie, a w konsekwencji może negatywnie wpływać na jakość oraz terminowość realizowanych zadań. Taki stan rzeczy wymusza również konieczność podejmowania określonych działań przez przełożonych, który zmuszeni są do dokonywania między innymi stałych zmian grafików służby pełnionej przez podwładnych oraz innych czynności kadrowo-organizacyjnych. – Organy Policji nie mogą być zatem pozbawione możliwości takiego doboru kadry, by służbę w omawianej formacji pełniły osoby o określonych predyspozycjach, a także zdolne fizycznie i psychicznie oraz wykazujące niezbędną dyspozycyjność do wykonywania obowiązków służbowych w czasie i rozmiarze adekwatnym do potrzeb Policji. Tymczasem skarżący od kilku lat wykazywał zupełny brak dyspozycyjności. Taka sytuacja, niezależnie od jej przyczyny, w sposób oczywisty dezorganizowała pracę macierzystej jednostki Policji, co niewątpliwie kolidowało z ważnym interesem formacji – wskazał NSA.
    Orzeczenie jest prawomocne.
    Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego (sygn. akt I OSK 1607/16)
  • @kula Lis 67 13:25:37
    "„dziś wymiar sprawiedliwości, w obecnym kształcie, pochłania 1,7 % PKB. Jest to kwota doprawdy oszałamiająca, zwłaszcza, że średnia w Unii Europejskiej oscyluje wokół 0,6% PKB.
    Dlatego zwracam się do opozycji, aby pomogła nam zreformować wymiar sprawiedliwości. Bo gdybyśmy wydawali na sądy tyle ile wynosi europejska średnia, to oszczędzilibyśmy 5 miliardów złotych. Tyle nas kosztują nieefektywne sądy – mówił wicepremier Morawiecki”.

    Szok. Dać to na armię i Kościół (m.in. aby nie szukał zarobku na ściąganiu imigrantów i skupił się na tłumaczeniu ludziom czym jest normalność (sprawiedliwość), naturalność (prawość, bezgrzeszność), a wrócimy do życia moralnego, zdrowego i bezpiecznego dalekowzrocznie, opartego o moralne mechanizmy samopodtrzymujące się. Prawo fasadowe to właśnie prawo „ręcznie sterowane”, a więc i nieefektywne, wiążące się ze złym funkcjonowaniem wszystkich sfer nim objętych, i z krzywdą ludzką a nawet zbrodniami idiotycznie traktowanymi jak zwykłe niesprawiedliwości, jak i bizantyńskimi kosztami funkcjonowania gigantycznej biurokracji. Dawniej wystarczało 10% na aparat państwowy i 10% na kościelny. Dziś to już 83%, w tym gigantyczne pieniądze które firmy wydają na prawników, a puszczają to w koszty za które płacimy i w cenie towaru i w podnoszonych i nam podatkach, bo państwu już nie starcza na jego potrzeby kiedy biznes ma duże koszty, czyli podatków płaci mało. Tu cierpią i polskie firmy, które mają do czynienia z firmami zachodnimi, korporacjami obstawionymi armiami „bardzo dobrych prawników”, świetnie obeznanymi w tonach aktów prawniczych i praktyce sądowej (ale w przeciwieństwie do zwykłych, broniących sprawiedliwości adwokatów (też kosztownymi) – w rzeczywistości prawników będących bardzo złymi ludźmi, skrajnie niemoralnymi, zdolnymi do każdej podłości, aby postawić na swoim dla zysku). Te zachodnie firmy inwestują tu ogromne pieniądze, i te ogromne pieniądze odzyskują i to z ogromnym, niczym nieuzasadnionym zarobkiem – faktycznym wymuszeniem, faktycznym poborem mafijnego haraczu, od nie-korporacji, od zwykłych kapitalistów, uczciwych ludzi, których działalność często funkcjonuje w pobliżu strefy non-profit, kapitalistów, których takie koszty na prawników zwyczajnie niszczą) znacznie ważniejszego jak patrzenie na prawo i na co dzień prawego i sprawiedliwego. A przecież koszty państwa to nie wszystko. Również zwykli ludzie wydają ogromne kwoty na prawników. Tak dla bezpośredniego bronienia się przed rosnącymi w bezkarność patologiami, jak i na prawników związanych z ogromem przepisów podatkowych.

    „Należy podejrzewać, że lokalne mafie ubeckie w całym kraju żyją z "obsługi" sądów. Jest to logiczne, ponieważ w NRD 80 % sędziów było TW i nie ma powodu, żeby sadzić, że w PRL-u było inaczej. Po za tym jest operacja "Temida" polegająca na werbowaniu donosicieli wśród sędziów przez UOP już po 89 roku”.

    Oczywiście. Ubeckie też. Ale ich płatnikami są prawnicy, a ich z kolei płatnikami korporacje prywatne. Dochodzi i korupcja polityczna w którą zaangażowane są media i politycy, a zwłaszcza różnej maści ideolodzy – przecież jasne, że to jest wpisane w cały korporacjonizm-syjonizm-globalizm. Należy tu nie tylko podejrzewać, ale nawet mieć pewność łatwą do udowodnienia, że nie tylko żyją z sądów, ale i utrzymują sądy w ich patologicznym stanie, bo ci niemoralni prawnicy to i bizantyńska korupcja dla sędziów (i innego aparatu sądowego)

    „Prosty sposób sprowadzenia kasty na ziemię, pojechać im po pensjach i wszelkich wynagrodzeniach, typu opłaty. Jeżeli się nie sprawdzają, to z jakiej racji mamy im płacić kupę forsy, niech zarabiają tyle co my wszyscy. Skończyć z mitem, że należą się im duże zarobki, aby nie kradli i brali łapówek Mają wysokie uposażenia i opłaty, okradają nas współpracując z przestępcami. Najwyższa pora z tym skończyć”.

    Popełniasz w tym myśleniu błąd z którym od przynajmniej paru notek walczę. To nie jest jakaś drobna, lokalna sprawa, że można ją skorygować na drodze sprawiedliwości, czy upublicznienia, zawstydzenia, napiętnowania, nawet skarcenia finansowego (to czasami wręcz działa ku unoszeniu się patologicznie rozumianą godnością i prokorupcyjnie). To jest już już zbrodnia zorganizowana, to ośmiornica o wielu odrastających mackach, czy „hydra stugłowa”, w której zbrodniarką jest nie tylko sędzina w Sądzie Najwyższymi, ale i zwykła sekretarka na dzienniku podawczym, której „zginie” dokument, czy „pomyli” adres.
    Tego się nie da wyprostować bez powszechnego uznania za panującą moralności bezkompromisowej, ponadhandlowej, ponadinteresownej, ideowej, funkcjonującej nie tylko niezależnie od sprawiedliwości (w tym i demokracji jako sprawiedliwości wspólnotowej). Moralności funkcjonującej jednocześnie jako zgodna jako nasza ludzka, narodowa i religijna wartość. Moralności więc niezbędnej, aby stwarzać dopiero pole działania dla demokracji i dla wymiaru sprawiedliwości. I aby zaczęła funkcjonować w Polsce demokracja jest to absolutnie niezbędne. Dodam jeszcze, że w Polsce nie może być moralność inna jak moralność Narodu Polskiego.

    A więc szok, ale te 5 miliardów to tylko czubek wierzchołka góry lodowej. Zaraz przejrzę inne komentarze i siadam do notki.
  • @miarka 15:25:33
    http://niezalezna.pl/forum/203213-sedziowska-wojenka-w-iustitii-skoczyli-sobie-do-gardel

    Chciałbym aby każdy zwrócił uwagę, że mieliśmy tu do czynienia z kolejnym przypadkiem, gdzie orzeka w RP islamistka - Najjar. Warto również podnieść głos, że jedną z prokuratur w Łodzi kieruje islamska konwertytka. Taka sytuacja jest w IV RP niedopuszczalna!
  • @kula Lis 67 16:26:19
    Fachowcy zamiast skandalistów. Minister Ziobro rozpoczął dobre zmiany w sądach. Minister sprawiedliwości powołał nową prezes Sądu Okręgowego w Warszawie i trzech jej zastępców. Wcześniej powołanie otrzymał także nowy prezes sądu w Szczecinie. Odwołani sędziowie odpowiadali m.in. za przydzielanie spraw odszkodowań za komunistyczne prześladowania sędziemu, którego rodzice pracowali w… SB.
    Nowym prezesem Sądu Okręgowego w Warszawie została sędzia Joanna Bitner. Jej powołanie przez ministra sprawiedliwości nastąpiło po tym, jak 11 września upłynęła kadencja dotychczasowej prezes SO sędzi Małgorzaty Kluziak. Powołanie nastąpiło na zasadach ogólnych z ustawy o sądach powszechnych. Sędzia Bitner w 1997 r. została asesorem sądowym w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa. Od 2012 r. orzekała jako sędzia SO w Warszawie. Jest wieloletnim członkiem Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

    Po powołaniu na swój urząd nowa prezes wystąpiła do MS o zatwierdzenie trzech nowych (spośród pięciu) swoich zastępców. Ministerstwo zaakceptowało ten wniosek. Wobec tego nastąpiły też zmiany na stanowiskach wiceprezesów. Do sprawowania tych funkcji powołano sędziów: Iwonę Szymkiewicz-Trelkę, Dariusza Dąbrowskiego i zaangażowanego w działalność stowarzyszenia Iustitia Dariusza Drajewicza. Ze stanowiskami pożegnało się trzech spośród pięciu wiceprezesów SO – Beata Najjar, Maria Dudziuk i Ewa Malinowska, które były jednocześnie przewodniczącymi wydziałów SO i odpowiadały za kontrowersyjne przydzielanie spraw sędziom. Przewodnicząca Najjar z wydziału karnego w SO konsekwentnie przydzielała sędziemu Igorowi Tulei sprawy lustracyjne oraz te, w których ofiary systemu totalitarnego dochodzą odszkodowań i zadośćuczynień za represje, jakich doznały. Działo się tak, choć powszechnie było wiadomo, że rodzice sędziego pracowali w Służbie Bezpieczeństwa PRL‑u.

    W 2016 r. prezes Kluziak i jej wszystkie zastępczynie skierowały do ministra Ziobry list w formie skargi, w którym domagały się reakcji wobec wypadków ataków medialnych na sędziów. Jako przykład podano artykuł „Codziennej”, który opisywał związki z PRL‑em sędziego SO Andrzeja Sterkowicza i jego ojca. W liście sędzie obwiniły autora tekstu o spowodowanie śmierci ojca sędziego. Zgon miał nastąpić tuż po przeczytaniu wspomnianego artykułu. Sędzie orzekły o winie dziennikarza, nie potrzebując do tego prokuratora ani paragrafów, opierały się jedynie na bliżej nieokreślonej relacji słownej.

    W reakcji na odwołania prezesów w warszawskim SO stowarzyszenie Iustitia ogłosiło, że rozważa usunięcie ze swojego grona sędziego Drajewicza, który przyjął nominację ministra Ziobry. Iustitia apelowało bowiem do sędziów, by „nie przyjmowali stanowisk po wyrzuconych prezesach”. Zapowiedziało też, że będzie wyciągało konsekwencje wobec swoich członków, którzy zajmą miejsca odwoływanych przez ministerstwo prezesów.


    Decyzje MS o wymianie na stanowiskach w SO spotkały się z krytyką gremiów sędziowskich. Krajowa Rada Sądownictwa oznajmiła, że zajmie się tą kwestią na obecnym swoim posiedzeniu. Krytycy decyzji Ziobry sugerują, że były one nieuprawnioną ingerencją w sądownictwo.

    11 września minister sprawiedliwości powołał też na stanowisko prezesa SO w Szczecinie sędziego Macieja Strączyńskiego. Objęcie urzędu przez nowego prezesa nastąpiło według nowych przepisów Prawa o sądach powszechnych i wiązało się, jak w wypadku warszawskiego sądu, z zakończeniem kadencji przez poprzedniego prezesa. Sędzia Strączyński od 1998 r. pozostaje w zarządzie stowarzyszenia Iustitia. Do 2016 r. był też jego prezesem.

    Ps..Tak trzymać min.Ziobro. Okradano nas bezwstydnie i w "majestacie" po złodziejsku interpretowanego prawa. Kasta nadaje się do kompleksowej reedukacji. W tak specyficznej sferze jak sądownictwo wymiana-usunięcie skorumpowanych sitw powinny być podstawą każdej reformy. Wszystko lux tylko szkoda, że to idzie tak powoli, a powinno być zrobione jak w Turcji!!! Nareszcie trochę świeżej krwi pojawi się w tym prl-owskim bagnie. Oby wielu i oby szybko. Inaczej ich też skorumpują.
  • @kula Lis 67 09:27:33
    Póki co to raczej kropla krwi.

    Ale zainteresował mnie ten fragment:
    "Jako przykład podano artykuł „Codziennej”, który opisywał związki z PRL‑em sędziego SO Andrzeja Sterkowicza i jego ojca. W liście sędzie obwiniły autora tekstu o spowodowanie śmierci ojca sędziego. Zgon miał nastąpić tuż po przeczytaniu wspomnianego artykułu. Sędzie orzekły o winie dziennikarza, nie potrzebując do tego prokuratora ani paragrafów, opierały się jedynie na bliżej nieokreślonej relacji słownej".

    Sędzie nagle zrobiły się wrażliwe na los rodzi ofiar "ataku". A gdzie ich wrażliwość na los rodzin - ofiar zbrodni sądowych tego sędziego. A gdziw wrażliwość na krzywdy "rodziny rodzin", czyli Narodu, który był przez tego sędziego krzywdzony.
    Razem z tego wychodzi że miały dwie interpretacje prawa, czyli w ogóle nie nadawały się na sędziów i że to one budowały fasadowość prawa, że winna tu jest fasadowość prawa.

    A dziennikarz nie zabił tego ojca - jego zabiło ukrywanie prawdy przez tego sędziego i jego samego. To jej ujawnienie wywołało u niego szok. Z pomówienia to pewnie by się uśmiał, a co najwyżej wkurzył.
  • @kula Lis 67 16:26:19
    "Chciałbym aby każdy zwrócił uwagę, że mieliśmy tu do czynienia z kolejnym przypadkiem, gdzie orzeka w RP islamistka - Najjar. Warto również podnieść głos, że jedną z prokuratur w Łodzi kieruje islamska konwertytka. Taka sytuacja jest w IV RP niedopuszczalna!"

    Oczywiście że to jest niedopuszczalne. Takie osoby są w stanie sądzić wyłącznie według litery prawa, a więc według jego fasady, nie rozumiejąc czemu tak naprawdę miało czy ma służyć, jak się przekłada dobro wspólne Narodu Polskiego na dobro dostępne dla ogółu społeczeństwa.

    Tu nawet nie musi być wpływów wartości, idei, celów, czy mentalności typowych dla narodu, rodziny, czy religii, z których się taka sędzina wywodzi - starczy że nie czuje ona tych wartości, idei i celów oraz mentalności typowych i dopuszczalnych jako naturalne w Narodzie Polskim.

    Takie osoby zawsze będą podatne na zewnętrzne sugestie, manipulacje i wpływy, nawet medialne. W tych warunkach prawo nawet najsłuszniejsze już musi być traktowane jako fasadowe.

    To jest w ogóle kpina ze sprawiedliwości, że ją się tutaj sprowadza do sądzenia według prawa. Prawa które w tych warunkach nawet jak nie jest takim ustanowione, to staje się fasadowym.
  • @kula Lis 67 14:06:49
    ""Iustitia" rozważy, czy usunąć sędziego, który przyjął nominację Z.Ziobry...".

    I oni tu działają na poważnie.
    Do takiej postawy, postawy obywatelskiego nieposłuszeństwa mogłoby ich uprawniać wyłączie niemoralne postępowanie ministra Ziobry, czy niemoralny cel takiej nominacji.
    "Iusticia" wyrasta tu na mafię, i nie tylko powinna być rozwiązana, ale i dobrze prześwietlona przez służby ochrony państwa.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930